Na zdjęciu z 1939 r. policjanci z posterunku Stołpcach przy granicy polsko-radzieckiej wyposażeni w ciężki karabin maszynowy (!). W 1924 roku sowieccy agenci pod przykryciem zdobyli miasto bez wypowiedzenia wojny w ramach ówczesnej ruskiej wojny hybrydowej.
Brzmi znajomo?
Strona radziecka nie miała zamiaru respektować postanowień traktatu ryskiego.
Od razu padła decyzja o uruchomieniu w rejonach przygranicznych Polski szeroko zakrojonej działalności dywersyjno-terrorystycznej. Jej przygotowanie powierzono Zarządowi Wywiadowczemu (Razwiedupr) Sztabu Generalnego Armii Czerwonej.
Razwiedupr rozpoczął swoją działalność już wiosną 1921 roku. Główna baza mieściła się w białoruskim Mińsku. Dywersantów przygotowywano nie tylko do działań terrorystycznych, ale również do prowadzenia agitacji komunistycznej wśród miejscowej ludności. Celem ostatecznym bolszewików było zorganizowanie masowego ruchu partyzanckiego na terenach przygranicznych, doprowadzenie do oderwania ziem ukraińskich i białoruskich od Polski i przyłączenie ich do Rosji Sowieckiej.
Pierwsze grupy dywersantów przeniknęły na terytorium naszego kraju na przełomie lat 1921/1922. Słabe zabezpieczenie polskiej granicy wschodniej przez Bataliony Celne i Straż Graniczną do tego stopnia rozzuchwaliło sowieckich sabotażystów i pospolitych bandziorów, że do Polski zaczęły przenikać coraz liczniejsze i dobrze uzbrojone ich grupy. Początkowo atakowali pojedyncze gospodarstwa i majątki ziemskie oraz wybranych ludzi (m.in. funkcjonariuszy PP), później całe wsie i miasteczka, nierzadko też środki transportu.
Skala problemu była duża. Tylko w trzech byłych województwach: wileńskim, nowogródzkim i poleskim odnotowano w 1923 roku odnotowano 128 napadów dywersyjno-rabunkowych, w których zginęło 40 mieszkańców pogranicza (w tym 17 funkcjonariuszy Policji). USA miało swój dziki zachód, II RP swój dziki wschód.
W nocy z 3 na 4 sierpnia, tuż po godzinie pierwszej, banda dywersyjna w sile około 100 ludzi, uzbrojona w karabiny maszynowe i granaty, napadła na przygraniczne powiatowe miasteczko Stołpce w woj. nowogródzkim. Ich celem było zniszczenie urzędów państwowych (m.in starostwa, komendy powiatowej i posterunku PP, urzędu skarbowego i poczty), a także stacji kolejowej i aresztu miejskiego.
Napad na Stołpce trwał godzinę. Był najtragiczniejszym epizodem w historii polskiej policji okresu międzywojnia. W nierównej walce z sowieckimi dywersantami zginęło wówczas siedmiu funkcjonariuszy PP, urzędnik starostwa oraz dwie osoby cywilne. Kilku innych policjantów odniosło rany postrzałowe.
Za sowieckimi bandytami ruszono w pościg. Obława na nich trwała do końca sierpnia. Schwytano kilkunastu. Sądzono ich w trybie doraźnym.
Tragedia w Stołpcach przelała czarę goryczy. W Warszawie zebrał się Komitet Polityczny Rady Ministrów z udziałem prezydenta RP Stanisława Wojciechowskiego. Tematem posiedzenia była ocena sytuacji na Kresach Wschodnich. Jednomyślnie podjęto uchwałę o konieczności zastąpienia policji granicznej nową formacją – Korpusem Ochrony Pogranicza, zorganizowanym na wzór wojskowy dla zabezpieczenia „płonącej granicy” ze Związkiem Sowieckim. Już w kilkanaście dni później, 12 września 1924 r., ukazał się rozkaz o powołaniu KOP i skierowaniu na wschodnie rubieże silnego wojskowego wsparcia. Od tego momentu sytuacja na pograniczu zaczęła się stopniowo stabilizować. W 1925 r. Sowieci podjęli decyzję o zakończeniu akcji dywersyjnych na terytorium II RP i rozformowaniu swych oddziałów.
Ciekawie czy któryś z tych policjantów przeżył operację ZSRR niesienia bratniej pomocy obywatelom białoruskim i ukraińskim z 17 września 1939 r.
#wojna #ciekawostki #ciekawostkihistoryczne #rosja
