Moja propozycja minikolekcji japońskiej od wielkiej trójki:
-
Citizen BM7108-14E – znany i lubiany napęd Eco-Drive, czyli zapomnij o bateriach i nakręcaniu. Ten konkretny sikor otworzył moją kolekcję, wybrałem go świadomie gdy kumpel zaraził mnie tym hobby i nigdy tego nie żałowałem. Gdybym dzisiaj musiał zredukować moją kolekcję do jednego zegarka, byłby to ten. Typ GADA - go anywhere, do anything; można założyć zarówno do t-shirta i jeansów, jak i do marynarki (chociaż jeśli ktoś pracuje w krawacie, wziąłby pewnie chętniej typowego garniturowca). Klasyczny nie znaczy jednak nudny, ostre cięcia przy uszach, niejednolita tarcza i błyszcząca koperta nadają mu trochę życia. Nawet wskazówka sekundowa trafia w indeksy, co świadczy o dobrej kontroli jakości. Tylko fabryczny pasek był sztywny i niewygodny, wymieniłem więc na nieprzyzwoicie wygodny (od Fluco).
-
Casio GW-5000U – z legendarnej serii G-Shock i według mnie jest to ostateczny G. Droższe modele stalowe są za drogie i zbyt błyszczące, żeby je targać w pył i błoto. A tutaj jest stalowa koperta w ikonicznej, prostokątnej osłonie, do tego miękki i wygodny pasek i pełny wypas na pokładzie, łącznie ze zmianą formatu daty #pdk, zasilaniem słonecznym, radiową aktualizacją z zegarem atomowym (dzięki czemu robi za wzorzec dla innych zegarków) i podświetleniem jedi na ruch nadgarstka. Rzecz niezawodna i niezniszczalna, kiedy nie weźmiesz to działa, a jak spadnie z balkonu, to umyjesz pod kranem.
-
Seiko SRPK65K1 – tutaj mniej mi idzie o ten konkretny, a bardziej o serię automatów zwaną 5KX, czyli Seiko 5 które zastąpiły popularne SKX. Niektórzy im zarzucają że zniknęła zakręcana koronka i certyfikacja ISO, ale ja rad jestem z wymiany werku na współczesny, ze stop-sekundą i dokręcaniem ręcznym. Pływać z nim nadal można, a nurkować nie mam zamiaru. Występują w różnych wzorach i kolorach, więc każdy wybierze coś pod siebie. Są nieco rębne i dają wrażenie prostoty, ale i solidności, takie gniotsa nie łamiotsa. A przy tym świetnie się noszą na większości nadgarstków, bo są dobrze wyważone, mają przyjazny profil koperty i nieduży rozstaw uszu. Jako automaty mają duszę i charakterek, trzeba się nimi zajmować, nastawiać jak nie były noszone, mierzyć i korygować odchyły dobowe jak ktoś lubi precyzję itp., ale to właśnie daje frajdę z obcowania z analogowym urządzeniem, którego zasadę działania można ogarnąć za pomocą chłopskiego rozumu i fizyki newtonowskiej.
Każdy z powyższych zegarków polecam, tylko uwaga na rozmiar; ja mam duży nadgarstek i zegarki wydają się nieco mniejsze, niż na przeciętnym. Jak ktoś nie ma doświadczenia, to najlepiej pójść do sklepu, przymierzyć kilka i wziąć najfajniejszy. Europejska dystrybucja, solidność, dostępność i obsługa gwarancyjna wciąż przemawiają na korzyść japońskich marek w porównaniu z chińskimi, a ceny – w porównaniu ze szwajcarskimi.
A co wy sądzicie?
#zegarki #kontrolanadgarstkow #modameska #hobby




