@LondoMollari Nie jestem za odbieraniom ludziom przebywającym za granicą praw wyborczych. Są różne sytuacje kiedy ktoś wyjechał do pracy, albo akurat przebywa za granicą. Z drugiej strony jak pomyśle o osobach które od 20 lat nie były w Polsce i nie planują już wrócić, a całą wiedzę o sytuacji kraju czerpią z jakiś zagranicznych mediów to czy te osoby powinny decydować o przyszłości tego kraju? Patrząc na te dwie skrajności czuje że nie powinno się tego wrzucać do jednego worka, ale nie wiem gdzie powinno się postawić granicę.
I owszem wyniki z zagranicy nie wpłynęły na ostateczny wynik, a sama dyskusja jest trochę akademicka bo są poważniejsze tematy. Ale gdyby Rafał Trzaskowski wygrał różnicą 120 tys głosów jak wskazywały pierwsze sondaże Exit Poll to czy prawa strona nie podniosłaby tego argumentu? Wiec może warto zacząć o tym dyskusje póki nie dojdzie do sytuacji kiedy głosy z zagranicy będą języczkiem u wagi i nagle okaże się że obie strony patrzą na to inaczej.
Gdybym miał wyjść z jakaś propozycją to coś w stylu jak chcesz głosować za granicą to musisz odwiedzić urząd na terenie Polski, który odnotuje ten fakt albo wyda zaświadczenie i to do głosowania będąc za granicą we wszystkich wyborach przez powiedzmy 5 lat. Po prostu wymusić żeby co kilka lat odwiedzić swój kraj, a jak nie czujesz takiej potrzeby to nie decyduj o jego przyszłości. Dla pracowników sezonowych czy pracujących za granicą, osób w delegacji czy uczących się za granicą to nie będzie problem.