Miałem w pracy kiedyś takiego kolegę.

Zatrudnili go sporo po mnie, a że nie mam spierdolonego łba jak co niektórzy to chętnie zawsze pomagam nowej osobie.


Od razu mu zaproponowałem by jak coś to śmiało walił do mnie czy dzwonił to mu pomogę.


Niektóre osoby mają na przekazywanie wiedzy alergię - same przychodziły zielone coś tam im ktoś pokazał potem sobie opanowali po swojemu i już jest tekst

MNIE NIKT NIE UCZYŁ (A K⁎⁎WA UCZYŁ I TO WIELOKROTNIE).

albo drugie

JA NIE MAM ZA TO PŁACONE - to się dogadaj z szefem i ci zapłaci loooool


No ale wracając do tematu, kolega od początku był mega wystraszony.

Każdą uwagę zamiast na chłodno analizować i wypracować sobie system omijając te wskazane pomyłki to on brał to mega do siebie.

Bral to do siebie ma tyle, że nie spał po nocach i ciągle żył w przeświadczeniu że jak ktoś mu te uwagi pisze to znaczy że szuka na niego haków o pewnie firma chce go wyrzucić.


Nie wiem jakie on miał wcześniej doświadczenia ale nawet jego bezpośredni przełożony zaczął rozkładać ręce bo żaden motywator nie działał, a wręcz wszystko szło w złą stronę.


Zgłosiłem się na ochotnika, że spróbuję go trochę naprostować.

Mam doświadczenie w zarządzaniu zespołem choć w tamtej pracy to się nie przydaje aczkokwiek wiele obszarów wypracowanych na szkoleniach ma zastosowanie czy to przy pracy z klientem czy nawet w życiuprywatnym.


Zacząłem chłopaka pierw wspierać na zasadzie rozmowy i wytłumaczeniu by postawił się na chwilę na miejscu swojego szefa.

Jego kierownikowi zależy by w jak najkrótszym czasie osiągnąć w pełni samodzielnego pracownika by popełniał jak najmniej błędów.

Stąd szereg uwag.

Teraz on te uwagi musi przeanalizować i wyciagnąć wnioski zamiast się nimi stresować.

Chłopak zaczął krok po kroku to sobie układać w głowie.


Kolejnym etapem było pozbawienie go myśli, że firma chce się go pozbyć.

Wytłumaczyłem mu że każda firma liczy się z kosztami, dużym kosztem jest inwestycja w jego szkolenie, sprzęt itp. Firmie się nie opłaca go wyrzucić bo poniesionych kosztów nikt nie zwróci a dojdą kolejne jak szkolenie nowego i ryzyko że ktoś może przyjść i np. Odejść bo mu się nie spodoba czy dostanie lepszą ofertę etc.


Chłopak został mentalnie na tyle podbudowany że kolejne kilka miesięcy zaczął robić co prawda mniej ale dokładniej, dzięki temu wypracował sobie system dzięki któremu potem wystarczyło dorzucić delikatnie większe ilości by spokojnie wejść na oczekiwaną średnią i w razie potrzeby nawet więcej.


To taki mój jeden z osobistych sukcesów zawodowych, bo w zasadzie na chłopaku już była stawiana kreska i to największa przez niego samego.


Przyznam uczciwie nie robiłem tego z dobroci serca, po prostu jego robota spadłaby na mnie i kolegów co nie jest jakimś złem bo ja w czyjejś absencji widzę szansę dla siebie i jak kogoś nie ma to ja mam szansę na większy zarobek.


Zrobiłem to bo chciałem zobaczyć jak mi to pójdzie no i finalnie okazało się, że się do tego nadaję, bo pomogłem i sobie i kolegom i przede wszystkim temu chłopakowi.


Nie chciałem poklasku, starałem się nie wychylać przed szereg bo wszystko co przepracowaliśmy było między nami, jedynie jego kierownik o tym wiedział no i mój też.


Taki trochę #feels Mnie złapał przy okazji dnia depresji, że człowiek radochę ma z tego że komuś pomógł, a różnie to by mogło być gdyby się całkiem chłop zalamał.


#pracbaza #praca

Komentarze (16)

@Odwrocuawiacz Dobry Tomek z Ciebie:)

Nastawienie tego koleżki wskazuje, że był pewnie ofiarą mobbingu.

Miałem tak w ciągu nastu lat 1raz, i uciekłem po kilku miesiącach, ale nadal zostało we mnie sporo niepewności i nadmiernego analizowania (mimo super pracy teraz).

Ten ziomek pewnie jest Ci bardzo wdzięczny za każdą pomoc. Pewnie z 300% bardziej wdzięczny niż ktoś kto nie przeżył mobbingu.

@anzelmbohatyrowicz ja doskonale znam jego poprzednie miejsce pracy i jest tak jak piszesz.

Ba

Nawet miałem tam być zatrudniony na stanowisko kierownicze ale na ostatnim etapie rekrutacji się wycofałem i dziś jest to decyzja taka jak w 2012 roku zakup bitcoinów.

Już ja sobie wyobrażam co bym tam miał w tej robocie...

@Odwrocuawiacz dobra robota. W nagrodę bedziesz wdrazal wszystkich nowych pracownikow

A tak serio to nie powiedziales mu nic ponadto, co powinien uslyszec od swojego przelozonego.

@FriendGatherArena nie mam z tym absolutnie problemu.

W życiu bardzo często to robiłem w zasadzie praktycznie w każdej pracy poza początkami zawodowymi.


Zgadzam się, że to powinien zrobić jego przełożony ale jak się trochę zagłębiłem w temat to jego przełożony ma swoich prywatnych problemów po sufit więc zależało mi by ten nie był kolejnym, a jak mogłem to pomogłem i odciążyłem chłopa choć z jednego tematu.


Nie chciałem za to nic, a jednak firma się odwdzięczyła i to uważam nawet bardziej niż przystało.

Kurcze, zrobiłeś kawał dobrej roboty. Naprawdę gratuluję, bo tak jak wspomniałeś, nie każdy jest chętny by wiedzę przekazywać, a sami już zapomnieli jak to było gdy oni zaczynali.
Każdy by chciał pracować z kimś takim jak ty.

@Pawelvk nic mnie bardziej nie wkurwia niż gość co nie chce się podzielić wiedzą albo robi to tak by ją przedstawić jako jakieś bóg wie co.


Jeszcze jak ktoś faktycznie został posadzony na stołku na zasadzie masz i radź sobie - siedzial i sie uczył sam to ok

Ale

Rok wcześniej przychodzi typ i nie umie nic, potem opanował to jako tako, a że jest potrzeba (bo reszta nadrabia za takich jak on) to musi podszkolić nowego i klepie, że on nie ma za to płacone czy że jego nikt nie uczył to mi się nóż otwiera...

A ja jestem ta łajza co broni się przed uczeniem nowych. I już piszę dlaczego.


Miałem kiedyś takie podejście jak ty, zawsze z jakąś formą entuzjazmu, uczyłem nowe osoby. Ale jako, że pracuję w jednym miejscu z 10 lat to w pewnym momencie mi się to znudziło, straciłem cierpliwość.

Już mi się nie chce tracić swojego czasu, denerwować się, ponosić odpowiedzialność itd. Zużyłem się na tym polu i teraz mam wyjebane na nowych.

Jak nowy podejdzie i coś zapyta to oczywiście odpowiem ale czy się nauczy to już nie moja misja.

@Gustawff coś mi się tu nie klei, czujesz się odpowiedzialny za kogoś i jednocześnie piszesz że unikasz wdrażania nowych


Pracujesz gdzieś 10 lat więc zakładam, że znasz całe spektrum swojego zajęcia.

Piszesz że nie chcesz kogoś wdrażać - ok Twoja decyzja natomiast jedyne co ja mam do powiedzenia w tej kwestii to pamiętaj, że nic nie trwa wiecznie i możesz też znaleźć się w sytuacji zmiany pracy nawet jak stanowisko będzie 1:1 takie same jak masz teraz to w innej firmie mogą być ważne inne procedury i teraz wyobraź sobie, że trafiasz w nowej firmie na takiego "weterana wariacika co to nowych unika"

Nie życzę ale życie bywa przewrotne, a rutyna potrafi płatać figle

Zaloguj się aby komentować