Lex Czarnek - czyli rewolucja i tak cię dogoni.
- Niedawno opublikowałem wywiad, w którym Dorota Łoboda opowiadała o partyjnej rewolucji w edukacji. Całość znajdziecie w komentarzu, ale tutaj może szybciutko przypomnę, że rewolucja ta bynajmniej nie zaczęła się od mianowania Czarnka ministrem edukacji.
- Najpierw cofnięto ze szkół sześciolatki, tłumacząc to jakimiś bzdurami o "odbieranym dzieciństwie". Już w 2016 roku Partia zaczęła wycinać z programu nauczania wiedzę o społeczeństwie i edukację równościową. Młodzież przestała się uczyć o takich drobiazgach jak demokracja i tolerancja niemal z dnia na dzień, bo program oparto o wyjęte z XIX wieku "kształtowanie postaw patriotycznych". Potem zlikwidowano gimnazja, czego nigdy nie uzasadniono w żaden racjonalny sposób. Ot, zrobili rozpierdol, w imię starych dobrych czasów. Równolegle rozpoczęło się pisanie nowych podręczników, w których ciężko było znaleźć rzetelną edukację seksualną, ale za to roiło się od papieża i Wyszyńskiego. Ponieważ niektóre szkoły nadal próbowały przekazać uczniom JAKĄŚ wiedzę w tych tematach, zaczęło się polowanie na czarownice, czyli organizacje pozarządowe, które takie nadprogramowe lekcje przeprowadzały. Polowanie nadzorowane przez fanatyków z Wiadomego Instytutu.
I dopiero wtedy ministrem został Czarnek. Co się działo dalej, wiemy.
- Dziś, sześć lat po pierwszych aktach rewolucji, możemy spokojnie mówić, że rzetelnej edukacji na kluczowych polach zostało pozbawione kilka milionów młodych Polek i Polaków. I niezależnie od tego kto ma jakie doświadczenia z peerelowskim systemem oświaty - to se ne vrati. Choćby z tego prostego powodu, że mało kto nadrobi braki ze szkoły, nie wiedząc, że je w ogóle ma. Jeśli w szkole nie dowiesz się, czym jest demokracja, czemu trójpodział władzy jest ważny i dlaczego nie należy dręczyć inaczej ubierającej się koleżanki, to szansa na to, że z własnej inicjatywy rzetelnie się w tej sprawie doedukujesz, jest po prostu znikoma. Amen.
- Drogi ucieczki przed partyjną rewolucją były dwie. Biedni i mniej uświadomieni mogli wybrać emigrację wewnętrzną. Zamknąć oczy i udawać, że to się nie dzieje. Wszak dzieci sobie JAKOŚ poradzą. Bogatszych stać było na to, by ewakuować dzieci do prywatnych szkół, które rozliczały się tylko z realizacji programu, więc mogły wzbogacić swoją ofertę o usunięte z publicznych placówek elementy.
- Droga pierwsza jest miła partyjnemu sercu. Obywatel apatyczny to obywatel pożądany, bo nie zadaje władzy trudnych pytań. Druga droga z pewnością uratowała setki tysięcy młodych ludzi przed gwałtem dokonanym na ich umysłach, czego Partia nie mogła i nie może zaakceptować. Więc Partia rusza właśnie w pościg.
- Przepchnięte w piątek lex Czarnek 3.0. mówi dokładnie to: namaszczony przez Czarnka kurator będzie mógł wejść do prywatnej szkoły z niezapowiedzianą wizytą, wedle własnego widzimisię stwierdzić, że placówka nie spełnia wymogów rewolucji, kazać jej je spełnić (tzn. np. wyrzucić z niej wszystkie organizacje pozarządowe, zarżnąć edukację obywatelską, ingerować w program), a w przypadku odmowy - po prostu ją zamknąć. Just like that. Nawet w środku roku szkolnego.
- Albo więc szkoły niepubliczne zostaną zrównane do średniej papieskiej szkół państwowych, albo się je po prostu zamknie. A wszystko to w imię "idei narodowej", "narodowej tożsamości" i po prostu religii. Czyli rzeczy, które nie mają nic wspólnego z nauką i na dobrą sprawę, w ogóle nie powinny się w szkołach pojawiać. Jeśli w 2016 twierdził, że "Partia to takie tam konserwy, nic z tego nie będzie", to może pora przetrzeć okulary.
- Wyobraźcie sobie analogiczną sytuację, ale dotyczącą innych przedmiotów. Na przykład, że uczysz geografii, aż nagle przychodzi z góry ukaz, że od teraz masz mówić, że Ziemia jest płaska, bo nazywanie jej kulą to "lewacka ideologia". Albo, że minister oznajmia, że od teraz odrzucamy "ideę indukcji elektrycznej" i po prostu usuwa ją z programu nauczania. Albo, że usuwamy połowę układu okresowego pierwiastków, bo taki obcięty układ lepiej "umacnia tożsamość narodową". Albo, że uczycie matmy i nagle mówią Wam, że na maturze nie będzie brył obrotowych, bo niby czemu 18-latkowie mają znać takie cuda. A nie, wait, to ostatnie to akurat prawda.
- O tym, że to są szkody nienaprawialne, świadczą już wyniki badań. Ostatnio w Wyborczej ukazał się wstrząsający wywiad z dr Maciejem Jakubowskim dr Tomaszem Gajderowiczem z UW, w którym stwierdza się, że: "Nastolatkowie posiadają dziś umiejętności niższe od 15-latków z lat 2003-2018. Strata odpowiada efektom co najmniej jednego roku nauczania. Jest znacznie większa dla uczniów, którzy kończyli już ośmioklasową podstawówkę. Jest też dużo większa w przedmiotach ścisłych i przyrodniczych, których nie ma już na egzaminie zewnętrznym. W rozumowaniu w naukach przyrodniczych wyniki dla słabszych uczniów są takie, jakby nigdy tych przedmiotów nie mieli."
Jakby nigdy ich nie mieli.
- W momencie, w którym niepubliczne szkoły również zostaną zczarnkowane, zamknie się droga ucieczki nawet dla tych 10% uczniów, których rodziców na nie stać. Rewolucja dopadnie każdego. A z jej efektami będziemy żyli przez dekady.
#jebacpis #bekazpisu #polityka #wiadomoscipolska #putinowskapolska
(Tekst nie mój, źródło: Doniesienia z putinowskiej Polski na fb)

