Komentarze (12)

@JapyczStasiek


Język także dąży do ekonomizacji.


Pamiętam swoje pozytywne zaskoczenie i radość, gdy koleżanka z pracy powiedziała „rubaszny”, tak dawno nie słyszałem tego słowa. ; )

@cyberpunkowy_neuromantyk coś jest na rzeczy. Z żoną już dawno zauważyliśmy, że dawnej ludzie podczas wywiadów starali się wypowiadać po prostu ładniej. Tak jakby mieli świadomość, że podczas wypowiedzi w radiu, czy telewizji wystawiają się na ocenę. W sumie nie wiem, jak to się ma do tego posta...

@JapyczStasiek takie trochę zesranie typa, który nie lubi oszczędnego stylu, więc stwierdza, że w polskiej literaturze dzieje się źle przez reportaże.

Jestem ciekawa, co się stanie, gdy gościu odkryje Hemingwaya.


Poza tym, treść > styl. Takie harlekiny na ten przykład potrafią mieć kwieciste opisy, a nikt się nad tym nie spuszcza, że to wybitna literatura.

@Vampiress oszczędny styl to nie to samo co banał, Hemingway ma właśnie bardzo oryginalny styl

Jeśli tak ważna jest tylko treść, to dlaczego hejtujemy książki pisane przez AI?

@Vampiress Nie no, jak ty piszesz ten komentarz?! W 4 zdaniach tyle treści? Zadowolmy Pana Hassliebe i popraw się natychmiast!!


Mam nieodparte wrażenie, że obcujemy tu z czymś na kształt emocjonalnego spazmu człowieka, który - z jakichś bliżej niepojętych powodów - żywi głęboką, niemal metafizyczną niechęć do stylistycznej powściągliwości. Kogoś, kto na widok zdania nieskalanej prostoty dostaje wysypki estetycznej i w akcie rozpaczliwego sprzeciwu ogłasza wszem i wobec, że skoro on nie lubi oszczędności formy, to cała współczesna polska literatura musi chylić się ku upadkowi, a winę za ten domniemany rozkład ducha narodowego ponoszą - rzecz jasna - reportaże.

Bo przecież nic tak nie przeraża jak tekst, który nie tonie w falbanach przymiotników i nie puchnie od metafor jak drożdżowe ciasto w lipcowym upale.

Doprawdy zastanawiam się z lekkim dreszczem ekscytacji, co wydarzy się w chwili, gdy ów nieszczęśnik odkryje twórczość Hemingwaya. Czy dozna literackiego wstrząsu anafilaktycznego? Czy jego świat rozpadnie się na kawałki pod naporem zdań, które śmią być krótkie, celne i bez zbędnego ornamentu? To mogłoby być doświadczenie graniczne, niemal inicjacyjne - konfrontacja z faktem, że minimalizm nie jest literacką zbrodnią, lecz świadomym wyborem artystycznym.

A już zupełnie osobną sprawą pozostaje to nieśmiertelne napięcie między formą a treścią. Bo choć można godzinami rozprawiać o rytmie frazy, o pulsie akapitu i o kunszcie stylistycznym, to jednak w ostatecznym rozrachunku treść pozostaje wartością nadrzędną. Styl - choćby najbardziej wyrafinowany - bywa jedynie kunsztowną ramą. Można przecież napisać powieść tak przeładowaną opisami, że każdy zachód słońca ciągnie się przez pięć stron, a każda suknia bohaterki zostaje opisana z drobiazgowością godną inwentaryzacji muzealnej. I co z tego?

Spójrzmy choćby na harlekiny - kipiące od kwiecistych porównań, od westchnień, od purpurowych niebios i szmaragdowych spojrzeń. Styl bywa tam tak rozbuchany, że niemal ociera się o autoparodię. A jednak nikt przy zdrowych zmysłach nie ogłasza ich automatycznie arcydziełami literatury światowej tylko dlatego, że autor nie szczędził przymiotników i pozwolił sobie na semantyczne fajerwerki.

Bo ostatecznie nie chodzi o to, ile razy zdanie zatańczy w blasku własnej elokwencji, lecz o to, czy niesie ze sobą coś istotnego. Treść ponad styl. Sens ponad ornament. A jeśli ktoś tego nie dostrzega i z braku upodobania do oszczędności języka wyprowadza wizję literackiej apokalipsy - cóż, być może to nie literatura znajduje się w kryzysie, lecz jego cierpliwość wobec ciszy między słowami.

@JapyczStasiek akurat AI to nietrafiony przykład, bo lubi lać wodę. A banalne mogą być też kwieciste opisy - tutaj właśnie zależy od tego, czy pisarz ma rzeczywiście coś do powiedzenia, czy właśnie barokowymi opisami chce przykryć miałki przekaz.

@Vampiress no ale w typowych reportażach np. Czarnego autor nie ma nic do powiedzenia, zbiera jakieś podstawowe informacje na jakiś wąski temat i skleja z tego książkę, niezbyt to się różni od AI

@JapyczStasiek ale czy reportaże to jedyny gatunek, w którym wydaje się słabe pozycje? A trzaskane hurtowo kryminały, obyczajówki, YA? Tam też pełno badziewia się wydaje, pewnie też część twórców z tych gatunków już od dawna leci na AI (no nikt mi nie wmówi, że Mróz sam książki trzaska) i ten badziew jeszcze zyskuje popularność. A gościa z wpisu najbardziej zabolały reportaże, gdzie umówmy się, nawet średni reportaż o włóczeniu się po uliczkach Barcelony obiektywnie wniesie więcej do życia czytelnika, niż romans o tym jak badboy team lider rucha Anetkę z kadr.


Poza tym, gość zapomina, że mamy już jakiś czas w kraju kapitalizm i powszechny dostęp do Internetu. Nikt go nie skazuje na czytanie książek z jednego gatunku, publikowanych przez jedno wydawnictwo, tak samo zresztą jak typ nie musi nawet czytać wyłącznie po polsku. Jak go tak boli, że 99,9% pisarzy nie pisze jak Twardoch albo Tokarczuk, to niech sobie przy tych autorach zostanie.

@JapyczStasiek moim zdaniem najsłabszymi generykami wcale nie są reportaże, a kryminały. Nie wiem, jak czytałem takiego Mroza, to nie mogłem wyjść z podziwu jakiż to banał i w treści i formie. Książki których zarys napiszę w jednej stronie promptu i resztę mam za 10 minut od ai. Reportaże są jakie są, ale na tym one też polegają, aby skupiać się na faktach i relacjonowaniu.

@Vampiress punkt wyjścia jest taki, że polskie pisarstwo jest kiepskie, bardzo często też to nagradzane (punkt wyjścia to ten artykuł https://www.dwutygodnik.com/artykul/12327-gry-pozorow.html?) )

Nie wiem co dokładnie miał Łukasz ma na myśli, ale może chodzić też o to, że jednak reportaż trafiał do innych grup niż YA i kryminał, ten szał na reportaż ukształtował czytelnika "warszawki", który dziś decyduje o nagrodach książkowych

@onpanopticon jak wyżej, kryminał zawsze czytał ten sam czytelnik, reportaż to była literatura "lepsza", no i tym swoim sukcesem pociągnął literaturę "lepszą" w dół (zgaduję, nie wiem co autor miał dokładnie na myśli)

@JapyczStasiek może i coś w tym jest, ale mimo wszystko niespecjalnie lubię grafomanski styl w prozie. Zatraca się sens, gubi się treść, pozostaje li tylko forma. Forma, którą autor tak się masturbuje, że można przez dwa rozdziały być ciągle w tym samym momencie przydługiej dygresji.


Lubię gdy ktoś bawi się słowem, gdy książka jest okraszona zarówno ciekawą formą, jak i słowami które muszę poznać. Tylko nie od ściany do ściany. Ze skrajności w absurd.


Z pewnością w świecie książek generowanych ejajem wybije się ktoś, kto potrafi tym językiem zapleść pętelkę. Obawiam się jednak, że nie widzę na horyzoncie nikogo, kto znajdzie ten delikatny balans i nie zrobi z książki pozal się popisu oratorskiego, ambitnego wiersza ubranego w prozę, byle tylko błysnąć oryginalnością.

Zaloguj się aby komentować