Każdego dnia odnotowuje jak słabą, kruchą i lichą mam psychikę oraz motywację do czegokolwiek, kiedy w mym życiu nie ma alkoholu. Kiedy pije, kiedy nie jestem trzeźwy, to jestem innym, lepszym człowiekiem. Akceptuje siebie i wszystko dookoła, nie mam już tej głęboko zakorzenionej nienawiści do siebie, jestem zadowolonym z siebie oraz szczęśliwym człowiekiem, bytowanie nie sprawia mi trudu, a myśli już nie są ponure. Gdy przez mój organizm przepływa prąd o natężeniu co najmniej czterdziestu volt. Niezależnie czy z whiskey, czy z wódki, czy jakiegokolwiek innego alkoholu staje się lepszym sobą. Sobą bardziej zmotywowanym, wyrozumiałym dla siebie, wyrozumiałym dla mych ułomności, jestem w stanie działać, przenosić góry. Staje się pracowity i łagodny dla samego siebie, w lustro patrzę jakby z mniejszą pogardą. Od jakiegoś czasu niestety pije coraz mniej, ograniczam dawki alkoholu i jestem cieniem cienia. Po powrocie do domu przeważnie śpię, apetyt coraz mniejszy, jakaś senność i obniżona motywacja. Jedna rzecz dawała człowiekowi radość i ten lada moment z nią skończy raz na zawsze, bo odstawi ją całkowicie.
#przegryw
