@jajkosadzone tró. Ja tak co 3 tygodnie jeżdżę- na cmentarzu jest kran i butelki na wodę, więc biorę tylko jakieś szmaty do umycia i przetarcia na sucho plus mała butelka płynu plus jakieś wkłady do wymiany. Mam blisko to pakuję graty do torby, wsiadam na rower i jazda. Co jakiś czas jeszcze zawinę z domu roundup do wypalenia chwastów rosnących naokoło. Wyjątkiem jest tylko zima, no bo umówmy się- jak spadnie śnieg i zasypie grób, to co ja z tym mam zrobić? Odkopywać to wszystko, skrobać płytę i szarpać się z zamarzniętymi na sztywno kapliczkami, żeby je połamać? A tak- regularne wizyty i roboty jest 10 razy mniej.
Poza tym jak ktoś ma groby na miejscu i dalej robi taką szopkę, że na wszystkich świętych jedzie robić wielki szum dookoła swojego grobu, to na to już nie ma żadnego usprawiedliwienia, bo to jest ewidentnie żałosna pokazówa, żeby inni zobaczyli. A takich grobów mam na swoim cmentarzu całkiem kilka. Przez cały rok nic- wieje, leje, pomnik się syfi- żaden nie przyjedzie choćby raz go umyć na kwartał. Świeczki dawno wypalone, poprzewracane znicze- nikt nie przyjdzie zapalić nowej. W czerwcu dalej stoją od miesięcy zdechnięte chryzantemy, albo niepodlewane wrzosy- nikt nie przyjdzie żeby choćby wyrzucić te doniczki, albo chociaż kupić sztucznego kwiatka, żeby "wyglądał". Jesień, zaczynają liście lecieć- cały grób przykryty często już gnijącymi liśćmi- nikt nawet raz nie przyjdzie, żeby je odmieść gdzieś na bok. Ale 1. listopada czy tam dzień wcześniej, łooo panie. Ruch w kilka osób jak na targowisku, takie kwiatki daj, nie srakie kwiatki przynieś, idź po znicze, a wkłady masz, posprzątaj ten syf naokoło, podlej kwiatki, znicze krzywo postawione, nie dobrze są tak mają być, tu jeszcze brudno jest, idź weź kup te ledowe wkłady, niebieskie, nie bo fioletowe, a może zielone, gdzie łazicie przy grobie robić a nie się szwędać, stójcie prosto i się módlcie! A potem przychodzi 2. listopada, grudnia, stycznia, lutego- cisza, nikogo nie ma, grób opuszczony.