Już się cieszyłem, że sobotni poranek spędzę w akompaniamencie wybuchających baz, rafinerii, zakładów zbrojeniowych i ruskich żop. Nie spodziewałem się ataku na Moskwę, tylko w ważne cele strategiczne, ogołocone z p-lotki. Aż tu przyszedł pomarańczowy i wszystko spierdolił.
Jak Zełenski trzy dni temu chciał rozejmu, to Putin bez mrugnięcia okiem napadł rakietami na przedszkole w Sumach i nikogo za oceanem to nie zainteresowało. A jak Putin chce defilady, bo propaganda sukcesu może mu się rozjechać, to sam prezydent Stanów Zjednoczonych osobiście się w to angażuje. Ech
Jedyne pocieszenie jest takie, że 1000 chłopaków wróci do domów, żołnierze będą mogli się zrotować, a mieszkańcy Charkowszczyzny i Zaporoża w końcu się wyśpią. Bo trwałego pokoju oczywiście z tego nie będzie.
#ukraina #wojna #rosja