@DexterFromLab @ataxbras Jedno co obserwuję u siebie, to to, że nie zdarza mi się już nigdy stan "flow". Przed Claudem, miewałem (rzadko, ale miewałem) tak, że zabierałem się do jakiegoś projektu, potrafiłem przez 16 godzin siedzieć przy kompie, i zrobić naprawdę dużo. Raz pamiętam (jestem z tego nadal dumny) robiłem jakiś customowe narzędzie pythonowe z zeroMQ i koordynacją kilku usług po sieci. Siadłem na jakieś 6h, zacząłem w moim ulubionym Vimie, nie zdejmując rąk z klawiatury, klepać, klepać, klepać, skończyłem, odpaliłem... i zadziałało perfekcyjnie od pierwszego uruchomienia. Żadnych poprawek, crashy, i błędów - ogarnęło sieciową koordynację wielu procesów. Potem jakieś testy i drobne tweaki, ale brak bugów. Sam byłem wręcz zszokowany jak to odpaliłem.
W każdym razie - do czego zmierzam - od czasu Claude'a nie ma szans na taki stan. Jedynie pingi, szybkie przełączanie między sesjami, skanowanie outputu, pobieżne zerknięcie na jakiś dokument, który wyprodukował, i tak w pętli. 4-5 godzin czegoś takiego powoduje u mnie otumanienie.