jakiś Janusz zadzwonił na straż miejską, że chłopak sprzedaje lemoniadę. Straż miejska w drodze interwencji wszystko wykupiła i wypiła
#wiadomoscipolska

jakiś Janusz zadzwonił na straż miejską, że chłopak sprzedaje lemoniadę. Straż miejska w drodze interwencji wszystko wykupiła i wypiła
#wiadomoscipolska

@HueHue ja jestem dorosły i nie kupię, ale dzieci sprzedają przede wszystkim INNYM DZIECIOM, które nie mają możliwości i dostatecznie rozumu by ocenić sytuację higieniczną. O ile nigdy nie przyszłoby mi do głowy wzywać Straż czy Policję do tego, to moim zdaniem wymóg posiadania książeczki sanepidowskiej przez pracowników gastronomii jest ważny.
Od razu powiem co oznacza posiadanie książeczki. Zainteresowany niesie kupę do analizy pod kątem czy da się w niej wyhodować określone bakterie. Jeżeli nie da się, to dostaje się na 10 lat książeczkę.
Gdy byłem w UK i pracowałem z gastronomii, to tam tego wymogu nie ma.
Natomiast jeżeli popatrzymy na to pod kątem, że gastronomia często zatrudnia na czarno, a nad morzem i w górach, gdzie jest największy przemiał to już w ogóle jest znikoma kontrola, to teoretycznie nie ma problemu.
Dlatego cała sytuacja nie jest skrajna. Po prostu to bardziej pytanie czy azjatyckie standardy u nas w Europie - są dopuszczalne.
Zaloguj się aby komentować