Jakby malo bylo przygod od samego poczatku mojej podrozy do Korei to zgadnijcie co sie stalo z moim bagazem. No nie dolecial. Mam go niby dostac jutro. Nie mialem sily ani checi isc na miasto i obkupic sie w nowe rzeczy, wiec robie sobie codziennie wieczorem pranie. No jedyne co to kupilem po drodze jedna pare skarpetek na stacji. Wiec stoje tak w pralni, w spodniach, bez majtek i w bluzie i czekam az sie wypierze 1 koszulka, para skarpetek i majtasy, zeby jutro powtorzyc te czynnosc.
Koledzy pytaja mnie czemu nie zostawiam rzeczy na statku, skoro i tak tutaj wracam. Ano dlatego, ze jak tylko je zostawie to przeniosa mnie na inny statek. Trust me. Ale fakt, moglbym w bagaz podreczny zabierac sobie koszulke, majty i skiety na jeden dzien chociaz.
Ciekawe bylo to, ze jeszcze zanim poszedlem w Seulu odebrac bagaz to zawineli mnie do biura imigracyjnego, gdzie spedzilem pol godziny zanim przyszla moja kolej. Jak juz poszedlem po bagaz i szybko ogarnalem, ze go nie ma to w lost & found juz mieli przygodowany formularz z moimi danymi.
I tak sie zyje na tej wsi.
#barteknamorzu #podroze



