Jak jeszcze było ciepło (tak, raz w tym roku było raz ciepło, w zasadzie to pustynnie gorąco, bo w tym kraju nie może być normalnie! ale ja nie o tym...) to pojechałem nad rzekę.
Siedzę sobie w wodzie, woda cieplutka, fajnie chłodzi
Płynie kajakiem para (~35 lat), on do niej:
- no chyba nie ogarniasz nawet k⁎⁎wa podstaw
- nie nie ogarniam
- to ja ci będę musiał k⁎⁎wa wyjaśnić
- to wyjaśniaj
Chwilę później jakaś para (~50+) wchodzi do wody, nie pamiętam już dyskusji tak dobrze, ale generalnie facet wulgarnie opierdolił babę, że mu ciągle depcze po stopach czy coś
Potem poprosiła go, żeby coś jej podał z torby z jedzeniem, to powiedział, że on wszystkiego robić nie będzie i niech sobie sama weźmie (chyba obeszło się bez kurw, ale ton nieprzyjemny)
Co ciekawe - te kobiety nie brzmiały eskalująco, ale jednocześnie nie przejmowały się tym tonem, kontynuowały rozmowę jakby była normalna. Ot akceptowały swój los?
Chwilę później jakaś młodsza para (~28) wchodzi do wody, dla odmiany facet tym razem był jęczybułą, że on dalej nie wchodzi, bo on nie ma butów i go kamyki kłują (tak, są dość okropne kamienie tam), ale to brzmiało tak jakby był obrażony i to była jej wina. Nie wiem, może mu nie spakowała klapków?
Do czego zmierzam... na 5 spotkanych par 3 z nich robiło sobie pretensje co chwila. Jak oni żyją na co dzień? Dlaczego nie odpuszczą sobie nawet na weekendowym odpoczynku? Przecież to kortyzol musi się mieć wywalony non stop, jak człowiek ciągle się kłóci i nie ma momentu na zejście ciśnienia.
#zwiazki #stres #latonapierdalaj
