
HORSES zostało zbanowane na Steam i teraz już rozumiem dlaczego
hejto.plZaiste owocny jest to czas dla entuzjastów gamingowych horrorów, nie tylko wysokobudżetowych ale i tych mniejszych a czasem nawet malutkich, które obecnie coraz rzadziej bywają bezczelnym shovelware nastawionym na tanie jumpscare'y a naprawdę ambitnymi i interesującymi produkcjami, które zachwycają klimatem i sposobem straszenia, vide The Exit 8 czy Mouthwashing.
The Exit 8 imponuje banalnym ale efektownym pomysłem a Mouthwashing to pełnoprawna (chociaż krótka), dojrzała i wciągająca historia ukryta za grafiką rodem z PS1. O ile The Exit 8 polecam bardziej w formie ciekawostki (na podstawie gry powstał świetny film) tak Mouthwashing polecam bardzo mocno, na pewno się nie zawiedziecie.
Do tego grona pretenduje również Horses (a właściwie HORSES), które to uwaga... Zostało usunięte ze Steam oraz Epic Games za zbyt kontrowersyjną zawartość.
Jak widać twórcy są z tego faktu dosyć dumni.
Uuu, kontrowersjeee, nic nie pompuje zainteresowania tak mocno jak fakt, że coś zostało skądś usunięte lub gdzieś ocenzurowane, bo jest zbyt mocne. Do tego ludzka ciekawość często ma tą właściwość, że zazwyczaj w tego typu przypadkach chcemy zobaczyć o co tak właściwie cały ten szum. Jako, że jestem tylko człowiekiem a moja ciekawość działa dokładnie w ten sposób, ochoczo postanowiłem zbanowaną grę sprawdzić.
Zapraszam na (dosyć krótki tym razem) tekst o tym czy Horses to jedynie kontrowersyjna wydmuszka niesiona tą falą ludzkiej ciekawości czy faktycznie godny sprawdzenia tytuł warty swoich (małych dosyć) pieniędzy.
Horses to gra włoskiego studia Santa Ragione i k⁎⁎wa mać, to już kolejny raz gdy włosi próbują z całych sił przekroczyć barierę tego co w grach dozwolone, bo nie tak dawno temu dosyć głośno było o grze Martha is Dead, która na PlayStation musiała zostać ocenzurowana.
Gwoli ścisłości, między innymi dotyczyło to sceny masturbacji oraz pewnego... eee, nazwijmy to zabiegu medycznego przeprowadzonego na swojej martwej siostrze w warunkach zdecydowanie nie szpitalnych. Na innych platformach gra była sprzedawana w takiej formie w jakiej chcieli nam ją podać jej twórcy.
Co więcej, studio LKA odpowiedzialne za wyżej wymienioną Marthową grę kilka lat wcześniej dostarczyło także tytuł zwany The Town Of Light, który przeszedł przez rynek raczej dyskretnie i bez większych dymów a ciężkością tematyki i poszczególnych scen aż tak mocno od Martha Is Dead nie odstawał.
Jeżeli dobrze pamiętam The Town Of Light dodawane było do Martha Is Dead za darmo w ramach zamówienia przedpremierowego, teraz można kupić je w bundlu za stosunkowo nieduże pieniądze.
No dobrze, skoro wspólnymi siłami doszliśmy do wniosku, że włosi lubują się w naginaniu granic dobrego smaku w grach to może wreszcie odpowiedzmy sobie na to, czym Horses tak naprawdę jest.
Otóż jest to gra o hobby horsingu. Tak, tyle wystarczyło, żeby ją zbanować, hobby horsing to czynność wysoce niemoralna, niepoważna oraz pod pewnymi względami głęboko oburzająca. Właśnie dlatego Steam uznał, że miarka się przebrała, panowie włosi proszę pakować manele i wypieprzać na inne platformy, bo Steam takich bezeceństw i zboczeń promować zamiaru nie ma. A jak ktoś się będzie stawiał to sam Gabe Newell do tych Włoch swoim promem popłynie i wam od tego święta prz⁎⁎⁎⁎⁎doli.
Dam wam jeszcze chwilę na zastanowienie się nad tym co powyżej napisałem.
No dobrze, tak naprawdę to nie, hobby horsing w tej grze (niemal) nie występuje, Horses to gra o młodym człowieku o imieniu Anselmo (ale nie Phil), który sezonowo, na okres dwóch tygodni przez swoich rodziców wysłany zostaje na pewną farmę by tam zarobić trochę grosza i nauczyć się pracowitości oraz odpowiedzialności jako pomoc gospodarza.
Wiecie, nakarmić psa, zebrać warzywa z grządek czy oporządzić tytułowe konie, które tak kocha otyły właściciel farmy absolutnie nie budzący żadnego niepokoju i odrazy, zupełnie, nic a nic.
W pewnym momencie gry możemy przeczytać list od rodziców Anselmo, którzy chyba naprawdę mają synowi za złe, że jeszcze nie znalazł sobie swojej drogi życiowej, bo dissują go tam dosyć okrutnie a pracę na famie traktują jako możliwość odkupienia w ich oczach. Kurde, chłopak ma jakieś + - 20 lat, spokojnie, dajcie mu poznać życie i się nad tym zastanowić, geez.
I ja wiem, ja rozumiem, można nawet pomyśleć "typie, o co Ci chodzi, coś się przyjebał, to brzmi niemalże sielankowo, brzmi jak dobra gra na odtrutkę po pełnym wrażeń dniu pracy w korpo".
Trochę tak, jak gdy moi stricte miejscy znajomi zagrywali się w Farming Simulator, bo działało to na nich mocno odprężająco a ja serii tych gier nie dotykałem, bo wystarczająco dużo stresu miałem podczas faktycznej roboty na roli.
I gdy znajduję w tej grze pewne analogie do pracy w kostkach z komputerami, tak z sielanką ta gra wiele wspólnego zdecydowanie nie ma. Chyba, że jesteście zwichrowanymi czubami, nie oceniam.
Widzicie, cały trick polega na tym, że tytułowe konie w grze, to tak naprawdę... Ludzie. Zniewoleni, nadzy, naszprycowani dziwną narkotyczną mieszanką porwani ludzie w maskach koni, których traktuje się jak zwierzęta, którzy siedzą stłoczeni w ciasnej zagrodzie srając pod siebie oraz okazjonalnie kopulując ze sobą.
Ten koncept brzmi już trochę gorzej, prawda?
Uwierzcie, będzie znacznie gorzej.
Nasz bohater (raczej tak jak każdy normalny człowiek byłby) jest tą sytuacją głęboko zszokowany, ale postanawia robić to, co farmer mu nakazuje. Więc czasami zimną wodą z węża ogrodowego myjemy "konie" stłoczone w rzędzie pod ścianą, czasami karmimy je słomą, czasami zaprowadzamy do pracy pod chomątem a czasami także pozbywamy się ich ciał gdy umierają, bo musicie wiedzieć, że ta farma ma także swój cmentarz. Zupełnie normalna rzecz, prawda?
Jeżeli zdecydujecie się na rozgrywkę, przyjrzyjcie się imionom widocznym na nagrobkach, szczególnie dwa położone tuż obok siebie są ciekawe. Sytuację pogłębiają dokumenty, które możemy przeczytać w zazwyczaj zamkniętym pokoju farmera.
Więc jeżeli mieliście wątpliwości, czy te końtrowersje (przepraszam za ten żart) są realną rzeczą czy to tylko wydmuszka jak choćby w naszym (wyjątkowo kiepskim dodajmy) Agony to nie, to nie jest na niby, gra szokuje, czasami naprawdę mocno. Na początku gry dostajemy komunikat o niezbyt przyjemnych rzeczach na które grając w ten tytuł natrafimy i pozycje takie jak samobójstwo, dosadna przemoc seksualna czy sceny tortur powinny wam dać do myślenia czego można się po tym tytule spodziewać.
"Oh boy, co tu się w p⁎⁎dę palec będzie wyprawiać".
Warto jednak nadmienić, to nie do końca jest tak, że Horses to wyłącznie zlepek mocnych scen, bo to także interesujący pomysł oraz realizacja.
Jednakowoż powiedzmy sobie to otwarcie, sama w sobie rozgrywka nie jest zbyt głęboka czy angażująca, bo w zasadzie mamy tu do czynienia z symulatorem chodzenia z okazjonalną możliwością wyboru, no nazwijmy to linii dialogowej (prosty system pozytywnej, niezdecydowanej oraz negatywnej odpowiedzi bez poznania naszej wypowiedzi, bo Anselmo nic nie mówi) czy okazjonalnym wyborem jednego z dwóch przedmiotów. To chyba w zasadzie największa wada, bo rozgrywka jest bardzo prosta i nie angażuje w żaden głębszy sposób, po prostu robimy pewne zadania czy rzeczy żeby popychać fabułę dalej. Tyle dobrze, że tytuł nie jest zbyt długi więc nie robi się przy tym męczący, po prostu sekcje "zadaniowe" są i to wszystko co można o nich powiedzieć. ALE.
Nagranie falujących na wietrze kwiatów oraz "Morgenstemning" Griega przygrywający w menu głównym malują zdecydowanie inny obraz tego, czego po grze możemy się spodziewać.
Warstwa artystyczna fascynuje.
Po pierwsze, gra w całości rozgrywa się w czerni i bieli z nałożonym na ekran charakterystycznym filtrem imitując film niemy.
Wszelkie dialogi przedstawione są w postaci czarnej planszy z tekstem, nie mamy tu głosów, niemalże nie mamy tu muzyki oraz innych dźwięków, które gdy już się pojawiają, to wyłącznie w kluczowych momentach gry mając na celu podbić atmosferę czy konkretną scenę. Muszę przyznać, że naprawdę robi to robotę, bo sprzężone z intersującym stylem graficznym intryguje i wzbudza niepokój.
Pan farmer jest dla nas wyjątkowo miły a jak się później dowiadujemy, ma co do nas wyjątkowe plany.
Pod względem stricte graficznym gra wygląda jak tytuł z środkowego momentu życia PS2, nie ma co się oszukiwać, nowe Halo czy Red Dead Redemption 2 to nie jest, ale też nie tym miało być, bo znacznie mocniejszy akcent postawiono na styl artystyczny.
Całość ma mocno arthouse'owy sznyt, gra działa działa w formacie 4:3 a kadry są niepokojące i nietypowe, często pokazują usta oraz twarze w dużym zbliżeniu przez co każda z postaci jeszcze mocniej wydaje się obdartym z jakichkolwiek przejawów ludzkości degeneratem.
I istotnie, każda z postaci takim degeneratem jest znacznie zwiększając surrealistyczność całej scenerii.
Chyba najciekawszym elementem gry są krótkie, nakręcone w formacie live-action scenki wyświetlane podczas wykonywania niektórych czynności, przykładowo, gdy mamy za zadanie podlać grządki, to po każdorazowym naciśnięciu przycisku interakcji gra pokaże nam scenę gdy ktoś faktycznie podlewa kapustę czy pomidory. Co więcej, taka scena atakuje nas już na samym początku, bo dosłownie pierwsza interakcja w grze skutkuje takim właśnie filmem.
Pewna niskobudżetowość tych filmów paradoksalnie działa na korzyść całości jeszcze mocniej podkręcając "kwasowy" klimat tytułu.
Warto jednak nadmienić, że przeciwieństwie do gry filmy są dosyć oszczędne i znacznie mniej dosadne w przekazie, co z jednej strony zapewne wymuszone jest niskim budżetem a z drugiej... Pewnie też wymuszone jest niskim budżetem, ale daje pewną kontrastowość która osobiście mi się podoba. Chociaż scena nakładania jedzenia do psiej miski nawiedza mnie w snach do dziś.
Smacznego.
I gdy naprawdę oraz szczerze chciałbym wam o Horses napisać coś więcej, tak ciężko będzie zrobić to bez opisywania historii czy poszczególnych scen a te są tego tytułu zdecydowanie najlepszym elementem.
Jak wspominałem na początku, gra niedostępna jest na Epic Games Store oraz Steamie ale za pięć dolców można ją kupić na gogu czy itch.io, no i teraz pewnie nasuwa wam się pytanie, czy w ogóle warto?
Mimo, że przez większość tego tekstu grę raczej chwalę tak odpowiedź nie jest taka oczywista przez stosunek zawartości do ceny.
Bo powiedzmy sobie szczerze, za jakieś + - 20 złotych dostaniecie mniej więcej trzygodzinny symulator chodzenia, który fascynuje stylistyką oraz pomysłem ale gameplayowo nie robi nic, by zainteresować, bo rozgrywka jest po prostu tym czymś co ma sprawiać, że ta gra to gra a nie film animowany.
Moim osobistym zdaniem warto, choćby dla przekonania się o co ten cały kociokwik, ale z drugiej strony 20 złotych to równoznaczność czteropaku Żywca (chyba, tak mi się wydaje). Zadajcie sobie więc pytanie, czy wolcie ten wieczór spędzić z krótką, mocno nacechowaną artystycznie interaktywną produkcją czy piwem oraz potencjalnie inną, artystyczną produkcją ale przykładowo w nieinteraktywnej formie? W zasadzie, Odyseja Kosmiczna Kubricka będzie niewiele krótsza niż Horses.
Można też kupić piwo oraz Horses ale to już trzeba być majętnym człowiekiem, taka przyjemność będzie was kosztować więcej niż wynosi minimalna stawka godzinowa w umowie-zlecenie na rok 2026.
No cóż, tą miażdżącą decyzję zostawiam wam, serdecznie dziękuję za przeczytanie, żegnam się z wami, miłego dnia, tygodnia oraz weekendu, papa ( ͡° ͜ʖ ͡°)
#heheszki #gruparatowaniapoziomu #gry #ciekawostki
