@sierzant_armii_12_malp u mnie sie to nazywalo "usypianie" bo nikt do konca nie wiedzial co sie z delikwentem dzieje. Jeden stawal pod scianą, nabierał głeboko powietrza, a drugi naciskał mu na klatkę piersiową. Po chwili ten pierwszy mdlał, a grono zebrane wokół tylko na to czekało i zaczynał się festiwal plaskaczy, żeby dobudzić "uspanego". Nigdy nie dałem się "uspac" ale plaskuna niejednego sprzedałem. A nauczyciele faktycznie mieli to w dupie
Zaloguj się aby komentować