Hawker, czyli jak spaść z nieba

https://admiralcloudberg.medium.com/the-most-dangerous-line-behind-the-hawker-stall-test-crashes-85f1c79f1e0d

Admiral Cloudberg, a właściwie Admirałka #pdk, opisuje dwie katastrofy Hawkerów, w których zwykłe loty po‑remontowe zamieniły się w nieplanowane „loty doświadczalne”. Operatorzy, zamiast zatrudnić pilota doświadczalnego, wysyłali do takich zadań zwykłe załogi, które miały wykonać test przeciągnięcia wymagany po pracach przy skrzydłach. Problem w tym, że Hawker ma dość podstępną aerodynamikę: przy dużym kącie natarcia ogon wpada w zawirowania od skrzydeł, ster wysokości traci skuteczność i nagle samolot przechodzi w głębokie przeciągnięcie, z którego praktycznie nie ma wyjścia, zwłaszcza jeśli zaczynasz manewr z za małym zapasem wysokości.

Trochę poważniej robi się, gdy Admirałka pokazuje szerszy kontekst: przepisy i dokumentacja formalnie każą robić testy przeciągnięcia, ale nie mówią wprost, że to de facto loty testowe, wymagające specjalnego szkolenia i odpowiedniego profilu pilota. W symulatorach uczy się raczej, żeby do przeciągnięcia w ogóle nie dopuszczać i przerywać wszystko przy pierwszych ostrzeżeniach, więc gdy w realu odzywa się shaker, potem wchodzi „pusher”, a samolot zaczyna zachowywać się brutalnie inaczej niż w normalnym locie, załoga jest bardziej zaskoczona niż przygotowana. „Najbardziej niebezpieczna linia” to właśnie ten moment, kiedy z pozornie rutynowego testu robi się pełnoprawny aerodynamiczny horror – i dopóki szkolenie, procedury i mentalność operatorów tego uczciwie nie uwzględnią, Hawker będzie miał nieproporcjonalnie dużo bardzo głupich, ale śmiertelnych wypadków.

#ciekawostki #lotnictwo #samoloty #katastrofylotnicze #technologia

Komentarze (12)

Zwyklacka załoga też powinna ogarnąć jak się wyciąga maszynę z przeciągnięcia i że się nie robi tego na 20 metrach

@Fox Robili to (w jednym z przypadków) na 26k stóp. I pierwszy pilot był specjalistą od przeciągnięć. Ale zagrały emocje, a później było już za późno. Plus specyficzna aerodynamika tego samolotu, która nie wybacza przeciągnięć zasłaniających skrzydło ogonowe.
Generalnie - wiele czynników, jak w każdej katastrofie, które wystąpiły wspólnie. Ale autor słusznie zauważa, że jednym z nich był bezsensowny nacisk na częste testowanie przeciągnięć po wymianie pracy przy odmrażaczach.

@ataxbras Troche bessęsu takie obloty na przeciągnięcie po wymianie elementów które zawsze powinny być takie same z tej samej fabryki z tego samego samolotu. Jakie niby miały być inne efekty?? Głupota jakaś czy ja gupi jestem i czegoś nie wiem? Przecież i tak wiadomo że należy zachowywać jakąś sporą rezerwę prędkości dla takiej cegły ze skrzydełkami wielkości podpaski, po kiego mają tam komp pokładowy.

@Fox


  1. Niektóre elementy związane z krytycznym bezpieczeństwem trzeba oblatać, bo chociażby dany egzemplarz zmienionej części może być uszkodzony albo źle zamontowany;

  2. Mieli sprawdzić przeciągnięcia, a przypadkowo nie udało się zadziałać stick-pusherowi (z mniej lub bardziej jasnych przyczyn), który powinien nie dopuścić do tak głębokiego przeciągnięcia;

  3. Problem był taki, że piloci nie ćwiczyli na prawdziwym samolocie tego jak on się przeciąga, bo to było zbyt niebezpieczne przy takiej konfiguracji płatowca (układ T);

  4. Ćwiczenia takie odbywali tylko na symulatorze;

  5. Samolot przeciąga się nie tyle co ze względu na prędkość, co na przekroczenie krytycznego kąta natarcia, a mniej ma znaczenie tutaj wielkość skrzydeł, a ich profil (przekrój) i rodzaj (skrzydło prostokątne, eliptyczne etc.).

@Fox w art. jest napisane, że minimalnie różni się jednak każdy samolot i dlatego inaczej muszą być ustawione wywoływacze przeciągnięcia (tłum. moje. Oryginalnie - ang. Stall Spoilers). Bez nich było ryzyko, że separacja powietrza od skrzydła zacznie się z dala od bocznych pow. kontrolnych i wtedy samolot wpadnie w niekontrolowany roll w razie przeciągnięcia.


A po jakimś wypadku stwierdzono, że jest ryzyko, że ktoś stuknie i przestawi te części w czasie demontażu przodów skrzydeł. To tam znajdują się wyloty systemu przeciw oblodzeniom.


A tak poza tym, wychodzi na to, że mimo starań, to każdy samolot się jednak nieznacznie różni. Ale ta mała różnica w mm daje dużą różnicę w tym jak samolot się zachowuje.


A do pierwszego wypadku doszło przez ilość lodu poniżej 1mm, która już wystarczy, żeby znacznie zmniejszyć lotność samolotu.


Wszystko przeczytane u tej babki, tak to znam się o tyle ile widziałem na mentour pilot, gdzie z resztą ona pisze scenariusze (nie wiem czy wszystkie).

@ataxbras powinieneś dać ostrzeżenie, że tu jest godzina czytania.


Wciągające i smutne.


Nawet super super super doświadczony pilot, ale nie znający dogłębnie specyficznej charakterystyki przeciągnięcia na tym samolocie, dał się zaskoczyć. A w zaskoczeniu zadziałał instynkt i zamiast dać od razu nos w dół, pilot tego nie zrobił.

Zaloguj się aby komentować