
Fundacja Polskiego Sportu: tak Radosław Piesiewicz wykiwał sam MKOl. Tam też ukryto żonę posła PiS
Onet— Jak było coś niewygodnego, coś, co trzeba było schować, to przepuszczano to przez Fundację Polskiego Sportu — mówi nasz informator ze środka Polskiego Komitetu Olimpijskiego. Tu była zatrudniona żona posła PiS, tędy zaczęły płynąć miliony. Po aresztowaniu Radosława Piesiewicza z szafy wypadają kolejne trupy. Trwa nerwowe sprzątanie.
Jeszcze zanim Radosław Piesiewicz został aresztowany w ramach śledztwa dotyczącego afery Zondadrypto na jeden z moich profili w mediach społecznościowych przyszła następująca wiadomość od anonimowego użytkownika (pisownia oryginalna):
Dzień dobry. Fundacja polskiego sportu — kiedyś olimpijska. Obecny prezes Fundacji Grzegorz Kotowicz — skarbnik PKOl. Fundacja nie robi żadnych projektów, nie ma strony internetowej. Jest pralką i przepuszczaczem pieniędzy i dodatkowych wynagrodzeń oraz samochodów. Nie wiem czy NIK w powiązaniu to bada. PKOl to jedyny fundator.
Fundacja przy PKOl. Nie ma maila, telefonu i sprawozdań finansowych
Zaczynam sprawdzać, choć faktycznie wygląda na to, że ktoś poświęcił wiele trudu, by w internecie po fundacji nie było śladu. W KRS jest wyłącznie nazwisko prezesa, Grzegorza Kotowicza i adres Polskiego Komitetu Olimpijskiego. Nie ma kontaktowego maila, nie ma telefonu, nie ma też obowiązkowych sprawozdań finansowych za dwa ostatnie lata.
Pojawią się dopiero, kiedy zacznę wysyłać niewygodne pytania. Także to o żonę posła PiS Jana Kanthaka, Angelikę, której zatrudnienia PKOl się kategorycznie wypierał. Ukrywanych przed światem tajemnic jest znacznie więcej. Nawet nazwę zmieniono właśnie po to.
Do 2023 r. nazywała się Polską Fundacją Olimpijską. Jej fundatorem — to podmiot, który tworzy fundację i daje na jej start pieniądze lub majątek — był PKOl. Przez poprzednie lata zajmowała się przede wszystkim wsparciem sportu młodzieżowego.
Aż w Centrum Olimpijskim pojawił się Radosław Piesiewicz.
Zmiana nazwy fundacji była jedną z jego pierwszych decyzji. Nie ma w tym cienia przypadku. — Piesiewicz zrobił to po to, by omijać reguły Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego — mówi nam jeden z pracowników PKOl. Chodzi oczywiście o pieniądze.
Czy prezes PKOl oszukał system? Wystarczyło usunąć jedno słowo
Sprawa jest prosta. Jeśli sponsorem światowego ruchu olimpijskiego była Toyota, to żaden z narodowych komitetów nie mógł zawszeć umowy z konkurencją japońskiego giganta motoryzacji. Jeśli technologicznie MKOl wspiera Samsung, to i PKOl jest skazany na współpracę z tą firmą. Tak zwane branżowe wyłączności. Piesiewicz prawdopodobnie uznał, że ominie system.
— Za wszelką cenę chciał wprowadzić do PKOl Suzuki. Miał ich już wcześniej w Polskim Związku Koszykówki. Była jednak kolizja z Toyotą. PKOl nie mógł podpisać takiej umowy. Polska Fundacja Olimpijska też nie. Ale jakby usunąć słowo "olimpijska"... Tak powstała Fundacja Polskiego Sportu i Suzuki też tam zaraz trafiło — mówi nasz informator.
Na początku kadencji Piesiewicza w budynku przy Wybrzeżu Gdyńskim 4 w Warszawie odbyło się spotkanie najbardziej zaufanych ludzi prezesa. Nasze źródło też tam było.
— To niesamowite, jak mocny czuł się wtedy Radek i jego najbliższe otoczenie. Czuł że może wszystko. Prawa ręka, jeszcze z czasów koszykówki, czyli Marek Pałus mówił otwarcie, że fundacja da wiele nowych możliwości. Inne drzwi, związane z organizowaniem eventów, miała otworzyć spółka Olympic Sky. Nikt nawet nie próbował tego ukrywać. PKOl miał się stać maszynką do zarabiania pieniędzy — słyszymy.
Olympic Sky, czyli 30 proc. udziałów dla koleżanki z Polskiego Związku Koszykówki
Do fundacji za chwilę jeszcze wrócimy, ale Olympic Sky zasługuje na osobną wzmiankę. O tej spółce pisaliśmy w PS Onet jako pierwsi, już we wrześniu 2024 r.
Piesiewicz po objęciu rządów w PKOl wypowiedział umowę restauracji, zajmującej ostatnie piętro Centrum Olimpijskiego. W to miejsce — po drogim remoncie — zawitała właśnie spółka Olympic Sky, mająca w zakresie działalności nie tylko catering, ale też organizację eventów, działalność doradczą, a nawet... kupno i sprzedaż nieruchomości na własny rachunek.
Nie to było jednak najciekawsze.
Prezesem zarządu Olympic Sky została Julita Słowikowska, była dyrektor biura Polskiego Związku Koszykówki. Otrzymała też 30 proc. udziałów, co zbulwersowało działaczy PKOl. — Ktoś sprawdził w KRS, bo przecież Piesiewicz sam pary z ust nie puścił, że pani Słowikowska dostała 30 proc. udziałów, a PKOl został z pozostałymi 70 proc. I zaczęły się pytania: co takiego wniosła do spółki pani Julita, że Piesiewicz przekazał jej część olimpijskiego majątku? — relacjonuje nam pracownik PKOl.
Posprzątane zostało błyskawicznie. Julita Słowikowska... zrezygnowała ze swoich udziałów i oddała je PKOl. — To jej sprawy prywatne, rodzinne, nie mogę o tym mówić — oznajmił Piesiewicz w wywiadzie z Przeglądem Sportowym Onet. Po kilku tygodniach PKOl za pośrednictwem biura komunikacji informował, że wszystko z powodu ciąży pani Julity.
Spółka Olympic Sky nadal istnieje. Jej prezesem jest obecnie sekretarz generalny PKOl Marek Pałus, ale bez 30 proc. udziałów. W skład zarządu wchodzą: Radosław Piesiewicz, Katarzyna Kochaniak-Roman i Grzegorz Kotowicz.
Kto zatrudnił żonę posła PiS? Znowu przyszła anonimowa wiadomość
To absolutnie kluczowe nazwiska w historii o "operatywności" Piesiewicza. Kotowicz jest też skarbnikiem PKOl i prezesem Fundacji Polskiego Sportu. Kochaniak-Roman niezmiennie odpowiada za komunikację PKOl. Była przy każdym wystąpieniu publicznym Piesiewicza.
3 września 2026 r. prezes komitetu siedział już w areszcie, ale media obiegł kolejny sensacyjny news. Portal Jawny Lublin — od wielu miesięcy opisujący współpracę marszałka woj. lubelskiego Jarosława Stawiarskiego z Radosławem Piesiewiczem — poinformował, że w PKOl zatrudniona była Angelika Kanthak, żona posła Prawa i Sprawiedliwości z tego regionu, Jana Kanthaka. Była finalistka Miss Polonia miała pracować w marketingu i działać głównie zdalnie.
Biuro Komunikacji PKOl szybko odpowiedziało dementującym komunikatem na portalu X: "Polski Komitet Olimpijski informuje, że pani Angelika Kanthak nigdy nie była zatrudniona w PKOl, ani nie łączył ją z PKOl żaden inny rodzaj umowy".
I znowu dostaję anonimową wiadomość w mediach społecznościowych:
Znasz konstrukcję z tą Angeliką?
A w następnej wiadomości link przekierowujący na stronę Fundacji Polskiego Sportu... Jak łatwo się domyślić, tam była zatrudniona Angelika Kanthak.
Prezes Fundacji Polskiego Sportu zapadł się pod ziemię
Na stronie fundacji nie ma żadnych konkretów, poza krótką informacją, że celem jest "rozwój, wspieranie sportu, związków sportowych i polskich sportowców", a funkcję prezesa pełni Grzegorz Kotowicz, dwukrotny medalista olimpijski w kajakarstwie. Zero kontaktu, maila, informacji o innych pracownikach.
Gdy sprawdzam KRS — 3 września 2026 r. — nie ma też bieżących sprawozdań finansowych. Ostatnie jest za rok 2023, czyli ten, w połowie którego Piesiewicz pojawił się w PKOl.
Kotowicz jest nieuchwytny. Numer telefonu, który otrzymuję od ludzi z zarządu komitetu, milczy. Korzystam z maila z adresem PKOl, a także tego podanego na stronie Polskiego Związku Kajakowego, którego Kotowicz jest prezesem. Zero kontaktu.
Na spotkaniu prezydium zarządu 8 września 2026 r. czekam na szefa Fundacji Polskiego Sportu w lobby PKOl. Nie pojawia się. Potem słyszę, że pewnie zjechał windą bezpośrednio do garażu.
"FPS nie udziela informacji na temat zatrudnienia prywatnych osób"
9 września 2026 r. biuro komunikacji PKOI w końcu odpowiada na moje dwa pytania, z góry zastrzegając, że tylko przekazuje odpowiedzi w imieniu Fundacji Polskiego Sportu.
W sprawie zatrudnienia Angeliki Kanthak: "FPS nie udziela informacji na temat zatrudnienia prywatnych osób".
W sprawie niepublikowania sprawozdań finansowych w KRS: "informujemy, że fundacja realizowała obowiązek sprawozdawczy sporządzając i przekazując sprawozdania do organu nadzoru. Zostały one także umieszczone w KRS".
Sprawdzam Portal Rejestrów Sądowych. Sprawozdanie za 2024 r. zostało umieszczone 8 września 2026 r. Za 2025 r. — 9 września 2026 r. Czyli w dniu wysłania do mnie odpowiedzi z PKOl.
Sprawozdania są podpisane przez Grzegorza Kotowicza i Sylwię Modzelewską. To drugie nazwisko odnajduję też na stronie Polskiej Ligi Koszykówki. Jest tu główną księgową. Kolejne połączenie z poprzednią funkcją Piesiewicza, wokół której toczy się śledztwo gdańskiej prokuratury, dotyczące podejrzenia wyłudzeń VAT na kwotę 9,3 mln zł.
Od 25 tys. zł do 1,5 mln w dwa lata. Tak zmieniły się przychody fundacji
Żeby zrozumieć, jak zmieniło się funkcjonowanie Polskiej Fundacji Olimpijskiej po jej przekształceniu przez Piesiewicza, prześledźmy przychody z ostatnich lat.
-
2021 — 25 000 zł
-
2022 — brak sprawozdania
-
2023 — 1 541 735,85 zł
-
2024 — 1 162 833,09 zł
-
2025 — 792 284,96 zł
Wyniku z 2026 r. jeszcze nie ma, ale jak informuje Jawny Lublin, to właśnie z fundacją, a nie z PKOl-em, woj. lubelskie podpisało umowę na promocję regionu i lokalnych przedsiębiorców w Mobilnym Domu Polskim podczas igrzysk olimpijskich Mediolan-Cortina 2026. Opiewała na 4,9 mln zł.
I to m.in przy tym projekcie pracowała Angelika Kanthak, co potwierdziły nam niezależnie trzy osoby. — Sam z nią wymieniałem wiadomości — mówi jeden z wykonawców zatrudnionych przy projekcie.
— Pracowała, ale już nie pracuje. Z końcem sierpnia, po tym jak zgęstniała atmosfera wokół Piesiewicza, w PKOl zaczęło się nerwowe sprzątanie. Jednym z efektów było to, że Fundacja Polskiego Sportu zakończyła współpracę z panią Angeliką — dodaje nasz drugi informator.
Premie, nagrody, przysługi — tu dało się schować wszystko. A NIK nie zapytał
To oczywiście nie wszystko. — Jak było coś niewygodnego, coś co trzeba było schować, to przepuszczano to przez Fundację Polskiego Sportu. Premie, nagrody, leasing samochodu dla zaufanej osoby, przysługę dla polityka — adres był jeden. Warto przy tym wszystkim pamiętać, że pierwszym prezesem fundacji za Piesiewicza był Adam Korol, na początku wpatrzony w prezesa jak w obrazek, dziś jeden z jego największych przeciwników. Dopiero w marcu 2024 został wymieniony na Kotowicza, z całą pewnością najwierniejszego człowieka Radosława — słyszymy.
Piesiewicz w ostatnich miesiącach powtarzał często, że atak na jego osobę ma podłoże polityczne, a kontrola przeprowadzona przez NIK nie wykazała w PKOl żadnych nieprawidłowości.
Zapytaliśmy więc rzecznika Najwyższej Izby Kontroli, czy zakres działań sprawdzających objął także Fundację Polskiego Sportu. Oto odpowiedź:
"Polska Fundacja Sportu nie była badana w ramach kontroli I/24/002 — Realizacja i rozliczanie umów finansowanych ze środków publicznych przez Polski Komitet Olimpijski. Lista kontrolowanych podmiotów obejmowała MSiT i PKOI".
W poniedziałek 14 września zarząd PKOl spotka się, by na podstawie art. 21 statutu odwołać Radosława Piesiewicza z funkcji prezesa i powierzyć jego zadania jednemu z wiceprezesów.
#wiadomoscipolska #pkol #piesiewicz #polityka
#owcacontent
