@TyGrySSek paradoksalnie tę płytę trzeba było przerysować znacznie, znacznie bardziej, niż się wydaje, żeby przestała działać Wiem, bo kiedyś robiłem testy na starych płytach z jakimiś filmami i muzyką, które masowo dołączali do gazet Tak naprawdę płyta przestawała działać dopiero jak rysa przeszła przez większą część grubości tego plastiku z dołu, wtedy światło zaczynało się załamywać zbyt mocno, żeby laser mógł poprawnie czytać ścieżkę, wszystkie te powierzchowne rysy fakt- wkurwiały swoim wyglądem- ale nic złego nie robiły i jak tylko nie jeździłeś tą płytą po podłodze, to prędzej ona ci się utleni ze starości, niż przestanie działać z innego powodu
A co do patchów... powiem tak- kiedyś gry paradoksalnie wychodziły dużo bardziej dopracowane. Nie mówię, że błędów nie było w ogóle, a i same gry były jednak dużo prostsze i mniejsze, ale wydawcy doskonale wiedzieli, że jak płyta pójdzie do tłoczni to koniec. Jak jakiś poważny babol uniemożliwiający rozgrywkę się tam znajdzie, to nie będzie wygodnego day1 patcha na 150GB i tekstu "no to se ściagnijcie" i tak przez kolejne tygodnie albo i miesiące, nie będzie żadnej wygodnej platformy integrującej to wszystko jak Steam, trzeba będzie zrobić ten patch tak, żeby naprawdę wszystko poprawił, trzeba będzie go wydać na płycie, trzeba będzie ponieść koszty wytłoczenia i dystrybucji, a potem jeszcze jakoś dotrzeć do graczy z informacją, że płyta z patchem jest wydana i jeszcze jakoś tych graczy nakłonić na jej zakup. A potem modlitwa, żeby to u każdego zadziałało, bo proces dostarczania i feedbacku był dużo bardziej rozciągnięty. Same koszty, dlatego wydawcy starali się jak mogli, żeby te wypuszczone gry były w jak najlepszy stanie, bo było to w żywotnym interesie ich portfela. Co mamy dziś? Gra jest robiona na odpierdol, studia tną koszty na czym tylko się da, włącznie (albo wręcz: przede wszystkim) z QA, gra wychodzi, czy na płycie, czy cyfrowo, i się zaczyna kampania wiecznego paczowania. Gra-usługa, wieczny lajf-serwis i potem przez kolejne miesiące co chwila dostajesz do ściągnięcia kilkadziesiąt giga niezoptymalizowanego kodu, bo tak to cudownie zostało wydane, a koniec końców i tak robisz im za wiecznego betatestera jebiącego wolontariat, bo w istocie jest ci sprzedawana wersja beta z pustą obietnicą, że "kiedyś"(tm) to wszystko załatają. No chyba że wydadzą paździerz pokroju Concorda, że zwiną to jeszcze szybciej.
Płyty może nie były tak wygodne jak jednoklikowy Steam, to prawda, ale w pewien sposób obligowały wydawcę, żeby się przyłożył do tego co wydaje, bo inaczej będzie na tym tylko stratny. Moment, w którym wydawcy zaczęli sobie to optymalizować jest właśnie momentem, gdzie cały ten syf zaczął być przerzucany bez żadnej odpowiedzialności na użytkownika końcowego. Jak to się to wydawnicze rozpasanie skończyło? Ano minęło może 10 lat i teraz wydawcy idą na lobbingową wojnę, bo gracze się organizują pod sztandarem SKG mówiąc wprost, że chcą mieć dostęp do działającej gry- produktu który kupili po zakończeniu okresu wsparcia przez wydawcę. A mówimy tu tylko o grach, które przecież można kupić na płycie, ale gaszone są serwery. A teraz przyjrzyjmy się co się dzieje w przypadku Sony, które wprost chce usunąć fizyczne nośniki, stać się monopolistą na platformie, dyktować ceny z kosmosu i... tak jak ostatnio to zrobili z filmami- po prostu mogą ci usunąć co chcą z twojej wirtualnej półeczki, bez twojej zgody, czy nawet wiedzy. Co, że za to zapłaciłeś? No i co z tego, ty przecież nie jesteś już właścicielem produktu, ale tymczasowym dzierżawcą usługi. No przecież to takie wygodne.