Dyskusja użytkownika smierdakow
Długi, ale ciekawy wpis o wyborach prezydenckich:
Uwaga, za długie 😇
Donald Tusk nie wystartuje w wyborach prezydenckich - zapewnia Jan Grabiec, szef KPRM.
Wybory prezydenckie 2025 r. to będzie wyjątkowo ciekawa rozgrywka. Dlaczego? Co najmniej z dwóch powodów:
- Jeśli ekipa rządowa PO-3D+Lewicy nie będzie mieć swojego prezydenta, to rząd będzie atrapą rządową i zacznie się sypać
- Jeśli kandydat PiS nie wejdzie do II tury, to obóz PiS zacznie się sypać
Co wobec tego?
PiS staje przed wielkim dylematem: czy kreować nową, perspektywiczną twarz (jak np. były wojewoda łódzki i mazowiecki - Tobiasz Bocheński, który jest, jak mówią w obozie PiS, "najnowszym eksperymentem Jarosława Kaczyńskiego), czy postawić na jedną z tych doskonale znanych (Mateusz Morawiecki, Beata Szydło, Mariusz Błaszczak)?
Wariant z "eksperymentem" ma potencjał na wykreowanie wręcz nowego lidera prawicy, ale jest ryzykowny, bo jeśli nie wejdzie do II tury, to będzie potworna klęska PiS-u i wręcz zagrozi istnieniu tej formacji.
Wariant ze znaną twarzą jest bezpieczniejszy, bo taki kandydat pójdzie po "swoje" ponad 30 proc., co daje dużo większą szansę na II turę.
A więc tak:
- wariant nr 1: "nowa twarz" to ryzyko, ale daje perspektywę
- wariant nr 2: "znana twarz" daje bezpieczeństwo, ale ogranicza perspektywę
Jarosław Kaczyński tuż po przegranej 15 października zarysował model kandydata PiS: około 40-tki, taki "nowy Andrzej Duda [2.0]". To sugerowało, że jest gotów grać ryzykownie, ale o większą stawkę, a więc wybrać wariant 1. Wcześniej jednak Kaczyński chciałby sprawdzić ten "eksperyment" w mniejszej skali, czyli wystawić Bocheńskiego w wyborach na prezydenta Warszawy, gdzie zetrze się z obecnym prezydentem Rafałem Trzaskowskim. Jak "eksperyment" wypali (czyt.: będzie II tura), to może iść dalej i wystawić właśnie tę nową twarz w walce o Pałac Prezydencki.
"Eksperymentami" prezesa mogą być też inne osoby (pisałem również o Kacprze Płażyńskim, choć ten się zapierał w mediach, że nie myśli nawet o kandydowaniu na głowę państwa). Casting nie jest zakończony.
A kto z obozu rządowego stanie w szranki w 2025 r.?
Rafał Trzaskowski? Jego celem od lat jest Pałac Prezydencki, a nie ratusz (do roli prezydenta stolicy się nie nadaje i wszyscy w PO też to wiedzą), bo ze swoją zdolnością do błyszczenia (w świetle żyrandola) jako prezydent jest wręcz sformatowany (żeby nie powiedzieć: stworzony). Ma wokół siebie całą ekipę, która chce z nim iść w ministry do Pałacu. Sławomir Nitras (może nawet najbliższy jego współpracownik, niedawno w wywiadzie, gdy z nim rozmawiałem, wprost wypalił: "wiem, że bardzo konsekwentnie przygotowuje się do kampanii [prezydenckiej 2025]" - i ja mu tutaj wierzę.
Szymon Hołownia? On chce być prezydentem. Chciałby nim być w 2025 r. W moim wywiadzie w @gazetapl_news (polecam!) marszałek Sejmu mówi to wprost. Całe to bycie marszałkiem jest obliczone na to, aby Hołownia przestał się kojarzyć z błyskotliwym zgrywusem z telewizji i politycznym eksperymentem, ale awansował w oczach ludu na polityka z najcięższej kategorii (ma na to dużą szansę, choć parę błędów już popełnił).
W I turze w 2020 r. Trzaskowski zdobył 30,5 proc. Hołownia - 14 proc. Ale potencjał Hołowni rośnie - widać to po sondażach (jest liderem zaufania,. detronizuje Trzaskowskiego!) i pytaniach taksówkarzy "pan to dziennikarz jest? No to co Pan sądzi o tym Hołowni? Dobrze Sejm prowadzi? Bo mnie się podoba".
Donald Tusk - jak zapewnia Jan Grabiec - nie będzie kandydował w 2025 r. na prezydenta. Wydaje się to oczywiste - ma zbyt duży elektorat negatywny i mógłby przegrać także z Hołownią. A poza tym, kiedyś tak gardził prezydenturą mówiąc, że to bycie "strażnikiem żyrandola".
W wyborach prezydenckich ani kandydatura z Lewicy nie ma szans (przypomnę: 2,22 proc. - to wynik najbardziej znanego polityka Lewicy w Polsce, Roberta Biedronia), ani Władysław Kosiniak-Kamysz. Owszem, Kosiniak jest w oczach wyborców sympatyczny, ale prezydenturę prędzej wygra ktoś z wąsem, niż nawet największy nawet "tygrys" PSL-u.
Obóz rządowy jest na fali. Rzeczą dość naturalną byłoby odbicie Pałacu Prezydenckiego. Temu będzie służyć najbliższe półtora roku pokazywania, że rząd Donalda Tuska robi, co może, ale by w pełni "rozliczyć, naprawić i pojednać", to potrzebuje jeszcze prezydentury.
Jeśli ktoś sądził, że po wyborach 15 października będzie spokojnie, to przypominam hasło tak PO jak i PiS "tu jest Polska!".
https://twitter.com/JacekGadek/status/1747940199185662108?s=19
#polityka
