Dlaczego konkurs mikstów w skokach narciarskich na ZIO musiał zakończyć się katastrofą?
Wczoraj w Wiśle odbyły się Mistrzostwa Polski w skokach narciarskich. Wygrał Kacper Tomasiak przed Dawidem Kubackim i Pawłem Wąskiem. Łącznie wystartowało 54 zawodników z 11 klubów (niestety zabrakło Macieja Kota i Jakuba Wolnego, którzy zostali wysłani do USA na Puchar Kontynentalny). W czołówce pojawili się byli reprezentanci, których można kojarzyć z występów PŚ w ostatnich latach. Pojawił się także syn Macieja Maciusiaka, Mateusz.
Ponad połowa klubów zgłosiła do zawodów przynajmniej 5 skoczków. Natomiast 3 kluby z Zakopanego reprezentowało aż 20 zawodników. W większości byli to młodzi chłopacy po 17/18/19 lat (o wielu z nich nie znalazłem informacji o wieku), którzy raczej wielkiej kariery nie zrobią, bo 70/80/90 metrów na skoczni K-120 nawet w tak młodym wieku wielkich sukcesów nie wróży i pewnie po zakończeniu edukacji dadzą sobie spokój z tą dyscypliną. W każdym razie jest w czym wybierać, nawet jeśli młody narybek nie gwarantuje takiej jakości jak weterani (Stoch, Żyła, Kubacki), zostanie zachowana ciągłość szkolenia i będzie czym skakać na PŚ/PK/FIS Cup.
Jednocześnie tego samego dnia zostały rozegrane zawody kobiet, w których udział wzięły 4 (słownie: cztery) zawodniczki z trzech klubów - w tym dwie nasze olimpijki. Zdumiony tak niewielką liczbą pań przejrzałem listy startowe z ostatnich kilku lat i okazało się, że liczyły one od kilku do kilkunastu skoczkiń (w tym także reprezentantki innych krajów - m.in. Słowacji, Ukrainy, Francji). Przy tak wąskim gronie polskich zawodniczek jedyne co może uratować kobiece skoki, to tranzycja...
#skoki #skokinarciarskie #igrzyskaolimpijskie #igrzyskaolimpijskie2026


