Albo taki pomysł na biznes.
- Zakładasz fundację, która ma "promować patriotyzm" i "popularyzować referenda". W praktyce oznacza to, że kilka razy w roku za kilkaset złotych wynajmiesz salę w gminnym domu kultury i wyświetlisz w nim jakiś infantylny film o żołnierzach wyklętych i urządzisz pogadankę o referendsch. Wydrukujesz trochę ulotek za max kilka tysięcy, może kolejne kilka tysięcy włożysz w trzy bannery, z którymi będziesz jeździł po tych prelekcjach. Za darmo lub prawie darmo założysz stronę internetową, za kilka tysięcy znajdziesz studenta, który będzie jej adminem, ale też bez przesady, kilka postów na start, a potem tylko krótkie notki o kolejnych spotkaniach i życzenia świąteczne. Parę tysięcy wydasz na paliwo i catering.
Łącznie Twoja inwestycja to kilkadziesiąt tysięcy złotych, może sto - jak masz rozmach.
- Jeśli jesteś naprawdę ambitny, to zbierzesz dla kupy jakieś swoje artykuły, felietony Pietrzaka i wiersze Rymkiewicza, ogarniesz grafika i introligatora, którzy zrobią z tego "unikatowe wydanie patriotyczne". Koszt: kilkadziesiąt tysięcy, ale jest duża szansa, że wszystkie egzemplarze skupi któreś ministerstwo, przepłacając za nie 10-krotnie.
- Tak czy siak, nie wydasz powyżej 200 tysięcy, nie ma opcji.
- Teraz clou: składasz wniosek do dofinansowanie z pieniędzy podatnika. Nie giniesz w wyliczeniach, po co państwu ta wiedza? Opisujesz swoje plany jako "aktywne działania edukacyjne". Spotkania, na które przyjdzie po 30 osób nazywasz "programem aktywizującym lokalny patriotyzm". Jako główny element biznesplanu przedstawiasz stworzenie patriotycznego think-tanku, który "przeprowadzi analizy", "wypracuje strategie promocji" i "wdroży założenia programowe".
Składasz wniosek o 4 miliony, bo czemu nie.
- Pierwszy etap Twojej inwestycji kończy się sukcesem, pora na etap drugi. Tym razem "upamiętnisz cmentarze" i nagrasz je z drona. Wynajem droniarza, paliwo, wyżywienie w paru hotelach dla 4 osób, potem coś dla montażystów i dźwiękowców i cyk - stworzyłeś materiał wart może kilkadziesiąt tysięcy, który na YouTube obejrzy całe kilkaset osób. Dotacja? Trzy miliony, bo przecież upamiętnienie nie ma ceny.
- Kto będzie beneficjentem? Think-tank, oczywiście. W końcu to tam wykuto ten wiekopomny pomysł.
- Wiesz o tym, bo think-tank składa się z Ciebie, kilku Twoich kumpli i jakiegoś partyjnego aparatczyka, który sprawuje nad tą defraudacją kontrolę.
- Wydałeś równowartość kawalerki w małym mieście. Dostajesz ekwiwalent okazałej rezydencji w Warszawie. Z pieniędzy podatników. Od Partii.
Płatne z góry.
Zdjęcie niepowiązane
#jebacpis #bekazpisu #wiadomoscipolska #putinowskapolska #polityka
(Tekst nie mój, źródło: Doniesienia z putinowskiej Polski na fb)
