477 + 1 = 478
Tytuł: My, dzieci z dworca Zoo
Autor: Christiane F.
Kategoria: biografia, dramat obyczajowy
Wydawnictwo: Iskry
Format: książka papierowa
ISBN: 9788324411320
Liczba stron: 224
Ocena: 8/10
Książka, którą trudno czytać obojętnie i myślę, że większość czytelników ze mną się zgodzi. Dlaczego? Ponieważ historia Christiane F. nie jest literacką fikcją ani sensacyjną opowieścią o świecie narkotyków - jest ona surowym świadectwem młodej dziewczyny, która w latach 70. w Berlinie Zachodnim wpadła w spiralę uzależnienia i nierządu. Książka powstała na podstawie rozmów przeprowadzonych przez dziennikarzy Kaiego Hermanna i Horsta Riecka, dzięki czemu ma formę reportażu, który oddaje głos samej bohaterce i jej bolesnemu doświadczeniu.
Historia jest pozbawiona upiększeń. Nie ma tu romantyzowania narkotyków ani prób tłumaczenia wszystkiego tzw. "trudnym dzieciństwem". Jest za to brutalna codzienność: samotność, strach, uzależnienie i powolne wpadanie w środowisko, z którego coraz trudniej się wydostać. Berlin pokazany w tej książce - zwłaszcza okolice tytułowego dworca Zoo - staje się niemal symbolem miejsca, w którym młodzi ludzie bardzo łatwo mogą się zgubić.
Czytając tę historię ma się wrażenie obcowania z czymś bardziej dokumentalnym niż literackim. Właśnie dlatego zrobić może tak duże wrażenie - bo nie próbuje być dramatem ani moralitetem, tylko zapisem rzeczywistości widzianej oczami nastolatki. Momentami boli, momentami przeraża, ale jednocześnie bardzo mocno pokazuje, jak wygląda życie na samym dnie uzależnienia. Wysoka ocena końcowa za autentyczność i namacalną siłę świadectwa.
#bookmeter #desmodczyta 14/52
#czytelniczebingo 6/25: Książka, która została zekranizowana

