13 723,58 + 11,02 + 12,01 + 16,01 + 10,26 + 11,02 + 2,63 + 7,01 + 1,34 + 10,11 + 21,37 = 13 826,36


No i kolejny tydzień minął. Ciężko było z nowym układem dnia, trzeba było skrócić dystanse ale udało się jakoś zachować codzienne bieganie. We wtorek nie dało się rano, to poprawiłem po południu W piątek, w ramach przygotowań do sobotniej nocnej dyszki przetestowałem buty i skalibrowałem czujnik micoach, zaliczając parę okrążeń na bieżni w tempie ~4:30/km. W sobotę rano potuptałem grzeczne 7 km żeby cokolwiek zaliczyć, ale myślami byłem przy nocnej dyszce...

I OTO NADEJSZŁA

Atmosfera super! Dziki tłum biegaczy, na Rynku tłumy kibiców. Muzyka, światła, serducho biło radośnie. Początkowy plan "potuptam se spokojnie z kolegą co zającuje na 49 minut" z nagła szlag trafił, gdy się okazało że kolega jednak będzie zającował na 44 minuty xD Oczywiście nie było innej opcji jak ustawić się na 44 minuty Jak się porywać, to na coś trudnego, nie? Żeby było weselej, okazało się że kolega jednak odpuścił, bo jutro (znaczy się dziś) leci maraton i planuje sub 3h (co pewnie zrobi na luzie, wariat jeden). No ale jak już tam stałem to co robić?

Poszło ostro. Najpierw było ciężko, bo dość ciasno - nie mogłem się przebić do zajączków, bo tyle ludzi się pchało i miejscami trzeba było zwolnić. Zając zastosował tradycyjną metodę odsiewania plew - pierwsze kilometry były w tempie w okolicach 4:08/km, i z zadowoleniem stwierdziłem że nawet daję radę. Tuż po pierwszym kilometrze zaskoczenie - na Dietla przebijała się między autami karetka, ale przebiegłem na długo przed tym zanim dojechała do skrzyżowania. Moje obawy o ciemność i niepewną nawierzchnię okazały się być mocno na wyrost - było całkiem spoko, choć przed pierwszym kilometrem jakieś dziewczę zaliczyło wywrotkę

Nie sprawdziłem trasy więc leciałem przyklejony do zająca. Było dobrze, na 5. kilometrze wpadła życiówka na 5 km (20:25), choć były dziwne rozjazdy znaczników i tego co mówił mój zegarek więc mam lekkie wątpliwości co do tej życiówki. Tempo mi trochę spadło, zając zaczął się oddalać - ale cisnąłem ile sił. No i wtedy pojawił się Wawel

Spodziewałem się podbiegu, ale nie spodziewałem się że będzie dużo krótszym podejściem - zdecydowanie ostrzejszym, niż się spodziewałem. W ogóle nawet nie przypuszczałem że tam jest podbieg xD taki ze mnie kurde Krakus. Wpadłszy na Dziedziniec Arkadowy zobaczyłem, że dogoniłem zająca - oj, coś to mieszkanie na szczycie wzgórza chyba daje Pan Zając wiedział jak prowadzić, zagrzewał do walki i przyspieszenia na zbiegu - z czego skorzystałem. Potem Planty, przelot Sławkowską... Pan Zając lekko zwolnił i zagrzewał do przyspieszania, fabryka na 100%... i meta! NIE WIERZĘ! Czas poniżej 44 minut! Ja pierdzielę, życiówka Najlepsze, że na ostatnim kilometrze nie tylko doszło te 100 metrów, ale w bonusie doszło kolejne ponad 100 xD Z tego co widzę, wszyscy mieli podobne odczucia - ktoś tu trochę namieszał z mierzeniem dystansu xD

Ostatecznie wyszło 43:33 i jestem open 404 - przy niemal 7500 biegaczy uważam to za bardzo fajny wynik W wynikach widzę, że mnie zaliczyło do M50 - w tej kategorii byłem siedemnasty Tak czy siak - mega czad! Nie spodziewałem się aż tak dobrego wyniku!

Potem jeszcze poczekałem na znajomych, w tym na zajączkę z 1:04 która chciała ze mną wrócić. Jak się wszyscy zebraliśmy, podreptaliśmy ten kilometr z hakiem do auta i potem już porozwoziłem dziewczyny.

A dzisiaj? No byłem nabuzowany po wczorajszym biegu jak jasny pieron! Sam z niczego obudziłem się o 3 rano, jakimś cudem zmusiłem do ponownego zaśnięcia - ale i tak wstałem przed budzikiem, kwadrans przed 5. Niespiesznie się pozbierałem i o 5:21 wyruszyłem na mój tradycyjny dystans Biegło się bardzo fajnie, nawet zaskakująco szybko jak na poranek po rekordowym nocnym biegu - ostatecznie wyszło tempo 5:23/km. Po drodze spotkałem jednego rowerzystę i zero biegaczy - pewnie albo odpoczywali po dyszce, albo się szykowali na dzisiejszy Cracovia Maraton

Spoko to był tydzień i bardzo fajny weekend. Oby tak dalej
Arbuz zjedzony, a ja trzymam kciuki za znajomych lecących maraton


Miłej niedzieli!

#sztafeta #bieganie #2137

c8ab7a21-c127-46b4-a9e0-5d2af96ee784

Komentarze (6)

Trochę wykresów z wczoraj. Serducho od samego startu równo napierdzielało, wykres idealny Na wykresie tempa, kadencji i czasu kontaktu z podłożem widać Wawel jak na dłoni xD I znowu przy solidniejszym biegu mam tendencję do równiejszego rozkładania bilansu prawa/lewa, wniosek? Trzeba biegać szybciej!

10b3c311-8a52-49d9-b9bf-71095cdb712c

Niepotrzebnie się wtrąciłem. Przez to teraz zdobywasz osiągnięcie

  • W sumie... Hardkor edyszyn! (350 km)



Listę swoich osiągnięć możesz zobaczyć na hejtostats

A jeśli masz dosyć Marvina marudzącego pod Twoimi postami, to możesz mu w ustawieniach powiedzieć, żeby się odczepił.

c0cba325-b93e-4e9e-bc4f-bfea0188eb0f

Zaloguj się aby komentować