Kilka osób mnie pytało o te Goldfield & Banks, to mogę jeszcze trochę odlać w uczciwej cenie 4,4/ml:
Bohemian Lime - max 20ml
Ingenious Ginger - max 45ml
Plus kilka innych rzeczy https://rentry.co/smrut
#perfumy


Wj 30,34-38
Kilka osób mnie pytało o te Goldfield & Banks, to mogę jeszcze trochę odlać w uczciwej cenie 4,4/ml:
Bohemian Lime - max 20ml
Ingenious Ginger - max 45ml
Plus kilka innych rzeczy https://rentry.co/smrut
#perfumy

Zaloguj się aby komentować
@maly_ludek_lego zanim w ogole zainteresowalem sie perfumami, tez zrobil na mnie super wrazenie. On nie smierdzi, po prostu zestawienie jego ceny, z tym jak wypada jego kompozycja na tle innych zapachow Diora i innych mainstreamow, to plucie w twarz klientom, jest do bolu nudny i nijaki.
Ale jesli ktos ma 1-2 flakony, w dupie ma ze istnieje cos takiego jak nuty zapachowe, kompozycje, ze sa perfumy pasujace na rozne pory roku, okazje czy temperatury, to saważ jest supcio, typowy, bezpieczny crowd pleaser-pussy magnet, ktory nie smierdzi tanioscia, a moze sie wrecz kojarzyc z luksusem.
No i nie oszukujmy sie, patrzac na to co stoi na polkach w sephorach i douglasach, to nie ludzie z zajawka na perfumy sa targetem perfumiarskich gigantow, tylko wlasnie zwykli obywatele, ktorzy w perfumach za +5zl/ml szukaja poczucia bogatosci i odrobiny luksusu, a jezeli przy okazji zapach podoba sie wszystkim kolegom i kolezankom, to jest win-win.
Zaloguj się aby komentować
Skoro już poprzednią wrzutką dotknąłem stylistyki ECM, to nie mogło zabraknąć tego wirtuoza kontrabasu i mojego ulubionego albumu nagranego w znakomitym składzie: Avishai Cohen (kontrabas), Mark Guiliana (perkusja), Shai Maestro (fortepian).
Avishai Cohen Trio - Chutzpan (z albumu Gently Disturbed)
https://youtu.be/65A1uJp0l-o?si=5eDrNpzqs-0J0Pxk
#muzyka #jazz #ecmstylejazz
Zaloguj się aby komentować
Herbatki, przyprawy i zielenina.
Floraiku The Moon and I
Fantastyczna herbata! Pachnie bardzo realistycznie gorzką matchą i w ogóle trawiastą zieloną herbatą a’la sencha, tylko jeszcze nie zaparzaną a samymi liśćmi. Herbatę uzupełnia kwaśna bergamota. Przez chwilę przewija się lekki dymek i ferment przez co mam jeszcze skojarzenia z gunpowderem. Pachnie rewelacyjnie, ale w porywach wytrzymuje 2 godziny, co jest niesmacznym żartem zważywszy na cenę tego pięknego flakonu. Mimo wszystko miłośnikom herbaty polecam testy, bo jakość samego aromatu jest wybitna.
Liquides Imaginaires Phantasma
Po kolejnym przedstawicielu niebieskiej linii nie spodziewałem się wiele, ale wyszło fajnie. Zapach intensywnie bergamotkowej herbaty earl grey wzbogaconej kwiatkami klitorii ternateńskiej. Nie jest może szczytem naturalności, z bliska trochę podjeżdża chemią, ale w powietrzu dobrze to pachnie i nawet nieźle projektuje.
Les Bains Guerbois 1885 Eau de Cologne
Kardamonowa bomba na słodkiej ambrowej bazie. Bardzo ładny zapach, taki grzeczny i ułożony. Może niezbyt skomplikowany, ale trochę świeży i jednocześnie trochę słodki, dzięki czemu jest uniwersalny i przyjemnie się nosi. Mam odległe skojarzenie z jakimś dawnym mainstreamowym zapachem, tylko jakby nieco lepiej wykonanym, ale nie potrafię go wskazać palcem.
Azman Naked Forest
Zmyłka w ciul. Nie ma lasu wcale. Mnóstwo ciekawych rzeczy jest, oprócz lasu. Jest soczyste mango, potężna dawka gorzkiego zielonego galbanum, świdrujące metaliczne aldehydy, jest maślany korzeń irysa, drzewno-dymny cypriol i ogólnie sporo zieleni, ale w ogóle nie leśnej, przynajmniej nie w rozumieniu umiarkowanej czy nawet podzwrotnikowej strefy klimatycznej. Czy to źle? No nie, bardzo ładny zapach, zielono-owocowy. Trochę mi przypomina klimatem niedawną premierę Rundholz August, tylko moim zdaniem jest milszy i lepiej zbalansowany. Wybitnie mocne parametry jak na taki typ zapachu.
Ilustracja: beautinow . com
Pisałem słuchając: New Song by Omer Avital
#perfumy #recenzjeperfum #smrodysaradonina

Zaloguj się aby komentować
Miałem problem z wyborem konkretnego utworu, ponieważ uwielbiam całe to dwupłytowe wydawnictwo. Zacznijmy więc od początku.
Esbjörn Svensson Trio - Tuesday Wonderland (z albumu e.s.t. Live in Hamburg)
https://www.youtube.com/watch?v=s-CHjIU90Vo
#muzyka #jazz #ecmstylejazz
Zaloguj się aby komentować
Zgodnie z zaleceniami doktora McCoya do każdej paczki wybrana firmowa próbka Beauforta. Same klasyczne pięknisie dla dziewcząt i podlotków: Iron Duke, Coeur de Noir, Rake & Ruin, Tonnerre i oczywiście Vi et Armis.
Flakony:
Le Couvent Sperone - 88/100ml - 220zł (produkt z pudełkiem)
Le Couvent Aqua Imperi - 20/100ml - 30zł (produkt bez pudełka)
Gotowe dekanty:
Etat Libre d'Orange The Ghost In The Shell - 9,5ml - 40zł
Filippo Sorcinelli Domm - 2,5ml - 27zł
Filippo Sorcinelli Pont. Max. - 2,5ml - 27zł
Penhaligon's Endymion Concentré - 5ml minus 2 strzały - 23zł
Profumum Roma Fumidus - ok 3ml - 24zł
The Merchant Of Venice Mystic Incense - 3ml - 15zł
Mililitry:
szkło 3zł 5/10/20ml
Bdk Rouge Smoking - 6,2 zł/ml (20ml)
Comme des Garçons Series 1: Leaves - Lily - 7,5 zł/ml (15ml)
D.S. & Durga Bowmakers - 5 zł/ml (35ml)
Etro Messe de Minuit - 3,5 zł/ml
Goldfield & Banks Bohemian Lime - 4,4 zł/ml (20ml)
Guerlain Aqua Allegoria Mandarine Basilic - 2,2 zł/ml (15 ml)
Le Couvent Aqua Imperi - 1,6 zł/ml (można z flakonem)
Le Couvent Sperone - 2,5 zł/ml (można z flakonem)
Mark Buxton Free - 6,3 zł/ml (10ml)
Meo Fusciuni Little Song - 6,9 zł/ml (10ml)
Micallef Gourmet - 0 zł/ml (5ml gratis dla odważnych, bo to smrut ohydny)
Ramon Monegal Ten Fresh Notes - 2,7 zł/ml (30ml)
The House of Oud Crop 2016 - 7,5 zł/ml (10ml)
Wysyłka: Paczkomat lub DPD.
#perfumy

Zaloguj się aby komentować
W końcu udało mi się przetestować kilka zapachów z kolekcji Memento.
Filippo Sorcinelli Domm
Otwiera się ciekawie - gorzką czekoladą z kadzidłem i jest to bardzo niecodzienne połączenie. Niestety po chwili wychodzi mi na skórze coś kwaśnego, jakby cyprys skropiony bergamotką i nie pasuje mi to do czekoladowej dominanty. Jeszcze później dołącza tandetna paczula rodem z Reminiscence, który nie wiadomo dlaczego jest zapachem niemal kultowym, będąc podłym syntetycznym gównem. No nie. Starałem się do tych perfum przekonać, ale niestety za każdym razem w pewnym momencie mam ochotę je zmyć.
Filippo Sorcinelli Santa Casa
Filippo Sorcinelli jest artystą na tyle charakterystycznym, że w przypadku perfum Santa Casa już od pierwszego psika nie ulega wątpliwości, kto jest ich autorem. Sercem kompozycji jest bowiem sygnaturowy akord kurzu, drewna i smużki kadzidła znany już wcześniej z Plein Jeu. Nawet żona stwierdziła, że pachnie starymi, pożółkłymi książkami. Coś w tym jest. Akord ten został podany w otoczeniu morsko-mszanym, ale nie jest to ohydne słodko-melonowe calone, a bardziej zmurszałe drewno wyrzucone na brzeg. Blisko skóry daje się też wyczuć odrobinę słodkiej róży, jednak nie czuję jej w powietrzu. Po chwili pojawia się również jakiś ciepły pudrowy motyw oraz waniliowy benzoes i wówczas kompozycja odrobinę się wysładza, nigdy natomiast nie wkracza w obszary spożywcze czy ulepowe. Ogólnie to fajne pachnidło, już nawet wypsikałem dekant, jest tylko jeden problem - nie jestem fanem nut morskich.
Filippo Sorcinelli Pont. Max.
Gdzieś już to wąchałem. No tak, znów ten akord kurzowo-kadzidlany tylko tym razem wzmocniony do kwadratu. Dym z kadzidła jest zagęszczony mirrą, warstwa kurzu jest gruba, a element drewniany przybiera postać suchych wiórów. Z czasem zapach się nieco wysładza, ale żywicznie-benzoesowo i w tym momencie trochę przypomina bardziej wytrawną i przez to lepszą wersję Contre Bombarde. Można więc powiedzieć, że Filippo się nie wysilił, ale z drugiej strony dobrze to pachnie i podoba mi się bardziej niż wspomniane manubria organowe.
To tylko 3 z 8 zapachów z linii Memento w epicko wyglądających flakonach. Ciekawią mnie jeszcze Notre Dame Notte di Natale, Sacristie des Arbres i Basilica di Assisi, ale nie mam ciśnienia. Tak sobie myślę, że jak się jednocześnie wypuszcza kilka różnych zapachów, to część zawsze będzie nie do końca przemyślanych. Z perspektywy bogatego portfolio artysty, to tak średnio-słabo bym powiedział. Nie mogę się oprzeć wrażeniu wtórności, perfumy wykorzystują motywy znane m.in. z linii Extrait de Musique. Natomiast w odniesieniu do ogółu współczesnej niszy, jej miernoty i milionowej inspiracji bakarata, to mimo wszystko poziom jest co najmniej przyzwoity, a kompozycje ambitne i oryginalne. Taki paradoks.
Ilustracja: filipposorcinelli . com
Pisałem słuchając: Deus salutis meæ by Blut aus Nord
#perfumy #recenzjeperfum #smrodysaradonina

Zaloguj się aby komentować
Nie samymi kadzidlakami i Beaufortami człowiek żyje.
Etro Messe de Minuit
Ciekawa sprawa, bo na mojej skórze ten zapach odbieram jako przede wszystkim miodowy. Do tego miodu szybko dołączają okraszone cynamonem cytrusy oraz żywiczna mirra. Przez to ciepłe żywiczno-przyprawowe otoczenie cytrusy wcale nie wypadają świeżo, a sprawiają wrażenie cytryn w syropie, w dodatku na miodzie. Kadzidło kościelne też jest, ale gdzieś na drugim/trzecim planie, więc zapach w ogóle nie wywołuje skojarzeń sakralnych. Początkowo byłem z tego powodu rozczarowany, ale z każdą kolejną aplikacją lubię go coraz bardziej, bo to zapach oryginalny, ale zupełnie nie polaryzujący, cytrusowo-miodowo-żywiczny przyjemniaczek o nieco orientalnym brzmieniu.
Roja Apex
Nie zawiodłem się, bo nie spodziewałem się artystycznej awangardowej niszy. Tymczasem Apex pachnie jak klasyczne, archetypicznie męskie zielone perfumy, z tą tylko różnicą, że nie daje drogeryjną taniochą. Wiecie, taka współczesna interpretacja retro perfum z cytrusami w otwarciu, iglakami, szczyptą ziół, skórką w tle, a to wszystko na mszysto-paczulowej bazie. Współczesności dodaje słodko-kwaskawy akcent owocowy, coś w stylu zielonego jabłka, ale bez płynu do naczyń. Całość ładnie okrągło zmieszana, składniki się uzupełniają i przenikają, nie czuć dziadem, ani Brutalem. Po kilku godzinach wychodzi w głębi bazy jakiś znajomy syntetyczny utrwalacz, ale musiał być dawkowany z umiarem, bo nie gryzie. Jeśli chodzi o ogólne wrażenie, to Apex pasuje mi gdzieś pomiędzy Duc de Vervins L'Extreme a Meo Fusciuni Spirito. Roztacza męską, czystą, profesjonalną aurę jak np. Beau de Jour czy Eau Sauvage Parfum, dzięki czemu pasowałby dla eleganckiego faceta pracującego na co dzień w garniturze, czyli do obdartusa saradonina tak średnio. Parametrowo jest średnio, ale i tak podoba mi się, jest potencjał na biurową sygnaturę.
Ramon Monegal Ten Fresh Notes
Cytrusowy świeżak z kwiatkami. Codzienny świeżak, który osobiście klasyfikuję w tej samej kategorii co XJ Renaissance, Carner Bo-Bo czy L'Eau d'Issey Pour Homme. Oczywiście od strzała dominują soczyste cytrusy, podane w sposób typowo perfumowy, ale na szczęście jest to poziom wyżej od wersaczowo-łazienkowej cytryny. Żeby nie było za płasko, to drugi plan stanowi akcent zielony i liściasty, jakieś krzaczory i chwasty, a także motyw białokwiatowy, który sprawia wrażenie lekko pudrowe. Baza natomiast jest typowo męska, mszano-wetyweriowa, a więc zahaczająca o terytoria barbeshop-fougere. Nie są to wybitne perfumy, raczej normickie i bezpieczne, ale są zdecydowanie świeże i latem świetnie się noszą.
Ilustracja zajumana z ifragranceofficial . com
Pisałem słuchając: Far & Off by AES DANA feat. MIKTEK
#perfumy #recenzjeperfum #smrodysaradonina

Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
Hej, polecanko na dziś: fortepianowy #djent z Armenii aka jazzowe Meshuggah.
Tigran Hamasyan - Entertain Me (z albumu Mockroot)
https://youtu.be/k-GUNcSWSko?si=rl1io4bKUdqJl87H
#muzyka #jazz
Zaloguj się aby komentować
Dziś otwieram i zamykam wspaniałą Londyńską marką, której perfumy idealnie nadają się do zakupów w ciemno oraz do polecania początkującym czy na wesele.
Beaufort 1805 Tonnerre
Jak Beaufort, to wiadomo, że nie będzie to crowd pleaser. To co się najbardziej rzuca w nozdrza, to intensywna metaliczność tych perfum, uzupełniona elementami dymnymi i mineralnymi oraz świeżym detalem aldehydowym. Frakcje te łączą się ze sobą w spójną i jednolitą całość. Wszyscy piszą o prochu i krwi, a mi się te perfumy kojarzą przemysłowo z obróbką metali. Pracowałem kiedyś w fabryce betoniarek i tam panował właśnie taki zapach, przesiąkał na ubrania, włosy, nawet skórę. Aromat pras, smarów, stalowych wytłoczek, spawania, gorących metalowych elementów wyjeżdżających z pieca do polimeryzacji farb i dym z papierosa zainstalowanego na stałe w kąciku ust wąsatego majstra. Tak odbieram pierwsze kilka godzin tego pachnidła. Z biegiem czasu Tonnerre stopniowo uspokaja się w kierunku drewnianych desek i brzozowego dziegciu, by pod sam koniec pozostawić po sobie utrwalacz znany z licznych morskich perfum niszowych. Nosić to tak niekoniecznie, ale poznać warto.
The House of Oud Crop 2016
Flakon kupiłem skuszony niecodziennym połączeniem oudu z miętą oraz faktem, że jest to seria limitowana, więc być może była to jedyna okazja aby spróbować tego zapachu. Mięta jest, ale tylko przez dosłownie 5-10 minut i w dodatku słabej jakości, bardziej w rodzaju pasty do zębów niż świeżo zerwanych liści. Kto miał przyjemność wąchać Shukran od Meo ten wie jak wspaniale naturalnie może pachnieć mięta. Niestety w Crop 2016 ten akord został zaprezentowany i słabiej i krócej. Po kilku minutach zostajemy więc z duetem oud-sandał. Profil oudu za to jest bardzo przyjazny dziewiczym europejskim nosom, gdyż nie ma w nim konotacji zwierzęcych, skórzastych ani nawet wyraźnie żywicznych. Jest suchy i wytrawnie drzewny, odrobinę ziemisty w taki szczególny roślinny sposób jak ziemista bywa wetyweria, a w połączeniu z sandałem tworzy gładką kremową teksturę. Przyjemne pachnidło, ale też dość nudne i delikatne, w mojej ocenie brakuje mu głębi, którą mogłaby zapewnić ta mięta, gdyby trzymała dłużej niż kilka minut, na co bardzo liczyłem.
Micallef Gourmet
Różne śmierdziele wąchałem, ale ten mnie autentycznie obrzydził. Trzon zapachu stanowi gruba skóra, nawet nie jakaś zwierzęca, a ‘perfumowana’, przez co też sztuczna. Miłośnikiem skór w perfumach nie jestem, tym bardziej sztucznych, ale no skóra jak skóra. Natomiast problem mam dalej, bo tej skórze towarzyszy intensywny aromat szafki z lekami w prowincjonalnym domu pomocy społecznej. Wątpię czy taki był zamysł perfumiarza względem pachnidła będącego częścią kolekcji Secrets of Love, ale pachnie to chorobami geriatrycznymi. Żeby nadal nie było za łatwo, to kompozycji dopełnia akord gnijących owoców z nutą kompostownika, niczym resztki owoców w koszu na bioodpady i to wszystko podlane płynem wędzarniczym. Bleh. Beauforty noszę z przyjemnością, cywecik czasem lubię, nawozowego oudu się nie boję, a ten smrut mnie pokonał. Odważnym poleję za free, powiedzcie mi że mam coś z nosem i że to ładny zapach.
Beaufort Coeur de Noir
Julki znów dały czadu. Julie Dunkley i Julie Marlowe atakują dymem po nozdrzach. Warto jednak chwilę poczekać, bo to wcale nie są perfumy jednoznacznie dymne. Główny motyw przewodni tym razem jednak stanowi skóra, świetnie podana, mocna i realistyczna, mam wręcz kaletnicze skojarzenia. Towarzyszy jej dym, a przynajmniej na początku tak się zdaje, bo przy bliższym kontakcie jasnym staje się, że znów mamy do czynienia z brzozowym dziegciem. Marka Beaufort ewidentnie lubi się z tym składnikiem. On jednak z czasem wyraźnie łagodnieje i jak to zwykle bywa w perfumach tej marki również w Coeur de Noir dzieje się znacznie więcej, niż wynikałoby z powierzchownych testów. Dość oczywiste są akordy drewniane, ale nie trocinowe, a w typie starych drewnianych mebli. Przewijają się akcenty atramentu, słodkiego alkoholu, odrobina pylistej wanilii, krótko mówiąc sporo się dzieje. W mojej ocenie nie jest to pachnidło tak trudne jak Vi et Armis, choć utrzymane w podobnym klimacie. Jest jednocześnie mniej dymne i bardziej złożone niż Tonnere czy Rake & Ruin, a nawet na swój sposób eleganckie i w miarę noszalne. Zdecydowanie perfumy warte poznania.
Ilustracja: fragment obrazu "Bitwa pod Trafalgarem, 21 października 1805" Williama Turnera
Pisałem słuchając: Within the Depths of Silence and Phormations by raison d'être
#perfumy #recenzjeperfum #smrodysaradonina

Zaloguj się aby komentować
Wpadło trochę ciekawostek m.in. rzadkie limitowane jajo, cytrusowo-kadzidlany klasyk i zgniły obrzydliwiec (rozdajo dla odważnych).
Flakony:
Gotowe dekanty:
Etat Libre d'Orange The Ghost In The Shell - 9,5ml - 40zł
Penhaligon's Endymion Concentré - 5ml minus 2 strzały - 23zł
Profumum Roma Fumidus - ok 3ml - 24zł
The Merchant Of Venice Mystic Incense - 4ml - 18zł
Mililitry:
szkło 3zł 5/10/20ml
Bdk Rouge Smoking - 6,2 zł/ml (20ml)
Comme des Garçons Series 1: Leaves - Lily - 7,5 zł/ml (15ml)
D.S. & Durga Bowmakers - 5 zł/ml (35ml)
Etro Messe de Minuit - 3,5 zł/ml
Goldfield & Banks Bohemian Lime - 4,4 zł/ml (40ml)
Guerlain Aqua Allegoria Mandarine Basilic - 2,2 zł/ml (15 ml)
Le Couvent Aqua Imperi - 1,6 zł/ml (można z flakonem)
Le Couvent Sperone - 2,5 zł/ml (można z flakonem)
Mark Buxton Free - 6,3 zł/ml (10ml)
Meo Fusciuni Little Song - 6,9 zł/ml (10ml)
Micallef Gourmet - 0 zł/ml (5ml gratis, daj znać jeśli chcesz)
Ramon Monegal Ten Fresh Notes - 2,7 zł/ml (30ml)
The House of Oud Crop 2016 - 7,5 zł/ml (10ml)
Wysyłka: Paczkomat lub DPD.
#perfumy

Zaloguj się aby komentować
Promocji współczesnego jazzu ciąg dalszy. Tylko czy to jeszcze #jazz czy już akustyczny #drumandbass ?
GoGo Penguin - Garden Dog Barbecue (z albumu v2.0)
https://www.youtube.com/watch?v=6HtuAh62Dc4
#muzyka #jazz
Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
I cyk, żeby było do czego ziewać.
Mugler Les Exceptions Woodissime - wielokolorowe landrynki zblendowane na jednolitą masę z plastikowym syntetycznym ‘oudem’. Najpaskudniejsza imitacja oudu jaką wąchałem, trochę a’la Terenzi tylko jeszcze tandetniej. Całość jest do porzygu słodka i agresywnie chemiczna. Woodissime pachnie tanio i wulgarnie jak damskie ulepy tej marki. Fuj!
The Merchant Of Venice Mystic Incense - ani mystic, ani incense. Motywem przewodnim jest nie kadzidło, a zapach słonego karmelu i to też nie całkiem wprost, bo nie mogę się oprzeć wrażeniu, że wącham lody z napisem “słony karmel” na pudełku. Coś tam się tli w tle, ale znów charakterystyczna kartonowa nuta wskazuje na użycie nie olibanum, czy innej żywicy, a Iso E Super. Oszukujo! Prosty zapach, słodko-słony i nawet niebrzydki, ale w ogólnym wydźwięku raczej pasuje dla kogoś, kto na co dzień się psika SWY czy Wanted i chciałby coś zbliżonego estetycznie, ale skręcającego w kierunku mniej plastikowym.
Heeley Eau Sacree - Chapeau bas! Od strzała czuć, że te to nie jakiś tam molekularny imposter, tylko perfumy oparte na naturalnych żywicach. Kadzidlany obłok nie ma ostrości syntetyków, jest ciepły, miękki, z naturalną głębią. W otwarciu trochę czarnego pieprzu, ale na szczęście nie on jest dominantą. Najmocniej wyczuwam mirrę, a towarzyszą jej jaśniejsze olibanum, gorzkie ziołowe labdanum i róża. I to ta róża jest kropką nad ‘i’ tych perfum, zmiękcza kompozycję, dodaje jej wymiaru i pozwala uniknąć nudy. Co ciekawe perfumy te nie sprawiają wrażenia kościelnego, na próżno w nich szukać chłodu i metaliczności Liturgii Godzin, nie ma w nich ani drewnianych ław Marsa, ani zimnych posadzek Avignon. Skupiają się na ukazaniu wieloaspektowości żywic i robią to fantastycznie, w tej kategorii są to jedne z najlepszych perfum jakie miałem przyjemność wąchać. Chapeau bas! Nie patrzcie na fragrę, zapach jest zupełnie niepodobny do Cardinala czy Lavsa; moim zdaniem z powodu tej ciepłej żywiczności bliżej mu do Samharam czy nawet Mortel Noir. Mam z nim tylko jeden problem, czyli parametry, bo projekcja już po godzinie jest bliskoskórna, a trwałość sięga około 4h. No trochę słabo mając na uwadze 9zł/ml i konieczność obfitej aplikacji. Gdyby siedział chociaż 5-6h to byłby mocny kandydat na flakon, a tak to prawdopodobnie tylko wypsikam odlewkę z przyjemnością.
#perfumy #recenzjeperfum #smrodysaradonina

Zaloguj się aby komentować
Dziś polecajka z serii Polak potrafi! Jeszcze jak!
Adam Baldych, Paolo Fresu: Poetry
https://www.youtube.com/watch?v=AJap8HP841s
#muzyka #jazz
Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
Taki obraz nasz.
Templatka aż się prosiła o wykorzystanie.
#perfumy #perfumemy #heheszki

Zaloguj się aby komentować