Słuchacie przez 3 dni #topwszechczasow na #radio357 może?
Jak co roku organizuję stypę nad wysokimi miejscami Bono
A tak serio jeśli ktoś chce poczatować na żywca to zapraszam na discorda: https://discord.gg/Aqxfh3uX
#muzyka


Słuchacie przez 3 dni #topwszechczasow na #radio357 może?
Jak co roku organizuję stypę nad wysokimi miejscami Bono
A tak serio jeśli ktoś chce poczatować na żywca to zapraszam na discorda: https://discord.gg/Aqxfh3uX
#muzyka

Zaloguj się aby komentować
1056 + 1 = 1057
Tytuł: Viridiana
Rok produkcji: 1961
Kategoria: Dramat
Reżyseria: Luis Buñuel
Czas trwania: 1h 30m
Ocena: 7/10
Bunuel bez absurdów też jest znośny.
Tym razem to historia młodej dziewczyny, która zaraz ma śluby zakonne, ale wcześniej musi odwiedzić owdowiałego wujka. Viridiania nie za bardzo chce, ale przybywa z wizytą. Od tego momentu już nic nie będzie takie samo. Wujowi dziewczyna przypomina zmarłą żonę i postanawia się z niedoszłą zakonnicą ożenić, sposobem próbuje zatrzymać ją przy sobie - uśpi ją i będzie o krok od wykorzystania jej. Na drugi dzień przyznaje się jej do wszystkiego, ale i to nie utrzyma Vididiany w jego domostwie i już prawie jest gotowa wrócić do zakonu, gdy okazuje się, że wuj popełnił samobójstwo.
Dziewczyna zostaje w domostwie, tam przybywa też syn wuja by zamieszkać. Zaś pobożna wciąż i otumaniona religią panna postanawia zaopiekować się grupką biedaków i żebraków. Ci niby na początku są jej wdzięczni, ale wystarczy chwila i bidoki robią pod jej nieobecność imprezę życia, a gdy ta wraca do domu, zamiast skruchy prawie zostaje zgwałcona.
Dla mnie to film w stylu - wypuście niewinną pannicę zza murów zakonu, dajcie jej wolną rękę - i patrzmy co się stanie. Faceci nie potrafią utrzymać rąk przy sobie, a byle żebrak wykorzysta jej gołębie serduszko. Zderzenie Viridiany z rzeczywistością obmywa ją z nabytej naiwności. Niczym pies, który nie dostał pełnej miski - nagle musi sama zapolować na swoje szczęście. A tego przecież nie uczyli w zakonie.
Chyba wolę jednak te powalone filmy Bunuela, na których można się pośmiać, ale ta historia też jest świetna. I pełna, gotowa do wielu interpretacji.
Wygenerowano za pomocą https://filmmeter.vercel.app
#filmmeter #filmy #kinozmahjongiem

Zaloguj się aby komentować
1054 + 1 = 1055
Tytuł: Matrix Rewolucje
Rok produkcji: 2003
Kategoria: Sci-Fi
Reżyseria: Wachowski
Czas trwania: 2h 9m
Ocena: 8/10
Czas powiedzieć "c". Ostatnia część trylogii za mną (IMO ta czwarta część wygląda trochę na odrębny matrixowy twór). Od razu dodam, że "d" nie będzie w bliższym czasie - jednak za świeżo jestem z seansem by robić rewatch, chociaż nie wykluczam, żeby utrzymać wczutkę to po nowym roku sobie włączę.
A jak Rewolucje? Całkiem spoko. Neo odkrywa, że pewna część jego umiejętności przerzuciła się na świat realny. Tymczasem armia maszyn zmierza do Zionu. Zaczyna się gra z czasem. Neo ostatni raz odwiedza Wyrocznię, by tam dowiedzieć się, że ma tylko dwie drogi wyboru i sam musi zdecydować co wybrać. Neo postanawia oczywiście uratować ludzkość. I przy okazji Matrix, bo kopiujący się Agent Smith przejmuje symulację na całego, do tego służy mu też ludzkie ciało, które przejmuje, by robić dywersję i zabić Neo.
Neo robi o wiele więcej niż zapowiedziała Wyrocznia w drugiej części - robi ze Źródłem deal, który uratuje każdego w Zionie - "ja uratuję Matrix przed Smithem, a ty zakończ wojnę". To wielkie poświęcenie, bo Neo straci wszystko co dla niego najważniejsze, ale taka jest widocznie cena za ratunek. I tylko on może tego dokonać.
Wszystko gra w tym filmie, akcja toczy się gładkim strumieniem, dla mnie np. w dwójce ta akcja była trochę toporna, jakby na siłę, by się popisywać realizacją. W trójce naprawdę siedzimy na spiętej d⁎⁎ie, dzieje się dużo. Na przykład nie pamiętałam już tej potwornej drogi drugim statkiem do Zionu, a jest ona dość emocjonująca.
Kiedyś myślałam, że to Rewolucje są najsłabszym ogniwem trylogii, ale nie - ta część całkiem ładnie składa i jedynkę i dwójkę do kupy - mimo, że było widać, że te dwie część to dokrętka po sukcesie pierwszego Matrixa.
Bardzo była to fajna i wcale nie taka sentymentalna rewatchingowa przygoda. Bawiłam się znakomicie i naprawdę - cała trylogia znakomicie broni się po latach.
Wygenerowano za pomocą https://filmmeter.vercel.app
#filmmeter #filmy #kinozmahjongiem

Czyli ostatecznie mamy podobną opinię na temat trylogii
Zaloguj się aby komentować
1052 + 1 = 1053
Tytuł: Dyskretny urok burżuazji
Rok produkcji: 1972
Kategoria: Komedia
Reżyseria: Luis Buñuel
Czas trwania: 1h 45m
Ocena: 8/10
Lubię Bunuela filmy, choć tak mało ich widziałam. Chyba najlepiej wspominam "Widmo wolności", gdzie do góry nogami zostały wywrócone normy społeczne, oraz "Anioła zagłady".
DSB ma ten sam sznyt co wyżej wymienione filmy - czyli wtapiamy się w pojawiające się absurdy. Grupka takich lepszych elit, złożona z trzech par, prawdopodobnie to ambasadorzy lub dyplomaci - nie załapałam wszystkich - próbują razem zjeść kolację. Ale nie będzie to im dane, ponieważ za każdym razem trafiają na jakieś dziwne przeszkody - a to zły termin przybycia, a to branie udziału w spektaklu, a to spóźniają się sami zapraszający, a to areszt.
Ogólnie to czasem sprawy w filmie to pewnego rodzaju sny bohaterów - przynajmniej częściowo te kontynuacje nieskonsumowanych spotkań, na co Bunuel nas naprowadza wprowadzając epizodyczną rolę żołnierza, który podczas (nie odbytej do końca oczywiście kolacji) opowiada swój sen.
Można zapatrywać się na to, że po prostu burżuazja nie może się... najeść!
Piękna jest scena w restauracji gdzie akurat spotykają się same kobiety i próbują zamówić coś do picia, lecz kelner co chwilę przychodzi z wiadomością, że zabrakło kawy/herbaty/innego napoju.
Dużo jest tam naprowadzeń, że burżuazja to ogólnie ćwoki, kombinatorzy i okrutnicy - opowieść umierającego ogrodnika, który spowiada się z morderstwa swoich pracodawców. Zabił ich bo byli dla niego okropni.
Nawet gdy śmierć zagląda w oczy, warto sięgnąć po kawałek cielęciny - taka to burżuazja.
Ale nie mamy jakieś złego wrażenia o naszych bohaterach, ogólnie są nawet sympatyczni, gdy rozmawiają ze sobą. Te ich "przygody" z niemożliwością dokończenia kolacji głownie nas rozśmieszają.
Pod spodem przewija się też wątek narkotyków, areszt za przemyt, czy wątek z jointem na kolacji, której oczywiście nie udało się skończyć
Kto lubi taki absurdalny humor, polecam. W sumie nawet nie trzeba za bardzo rozkminiać sensu tego filmu by się dobrze bawić.
Wygenerowano za pomocą https://filmmeter.vercel.app
#filmmeter #filmy #kinozmahjongiem

Zaloguj się aby komentować
1049 + 1 = 1050
Tytuł: Matrix Reaktywacja
Rok produkcji: 2003
Kategoria: Sci-Fi
Reżyseria: Wachowski
Czas trwania: 2h 18m
Ocena: 8/10
Powiedziało się "a", trzeba powiedzieć "b". Więc po rewatchu pierwszego Matrixa przyszedł czas na Reaktywację.
No cóż, to już bardziej kino akcji niż sprawny miszmasz gatunkowo-filozoficzny. Wciąż ogląda się świetnie, ale rozkmin już mniej.
Neo jest bohaterem wielkim już, i główną obroną ludzkiego miasta Zion. Jednak to, co odkrywa Neo w Matrixie, nie napawa optymizmem. Symulacja jest cykliczna, tak samo jak istnienie Zionu i pojawianie się Wybrańca. Albo wszystko pierdolnie, albo zaczynamy od nowa.
Każdy program jest już ustawiony od samego początku każdej symulacji na działanie w jednym kierunku - nawet zbuntowany agent Smith mówi, że robi to co robi, bo musi.
Ten motyw chyba najbardziej mi się podobał w Reaktywacji - że przeznaczenie jest brutalne i twarde - na pewno w sensie programów, których pomoc ludziom ma swoje drugie dno - czyli doprowadzenie do tego by anomalia nie rozwaliła systemu - trzeba go więc doprowadzić do rebootu.
To dalej świetny film, ale do jedynki nie ma podjazdu. Jednak jeśli ktoś lubi świat Matrixa, to warto obejrzeć. Mi teraz ciężej będzie zabrać się za trzecią część. Pewnie dlatego, że po pierwszym Matrixie miałam takie "WOW, ale odjazd", a druga część podwinęła trochę skrzydła. Ale obejrzę pewnie w końcu na dniach, bo trzeba powiedzieć "c".
Wygenerowano za pomocą https://filmmeter.vercel.app
#filmmeter #filmy #kinozmahjongiem


Zaloguj się aby komentować
1042 + 1 = 1043
Tytuł: Mr. Mercedes
Kategoria: Akcja / Thriller
Reżyseria: David E. Kelley
Ocena: 7/10
Emerytowany detektyw nie czuje się dobrze na emeryturze, postanawia rozwiązać sprawę Pana Mercedesa, który sam się do niego dobija. Oczywiście detektyw zbierze swoją wierną ekipę w postaci młodego Jeroma, speca od kompiuterów, Idę - starą ale mundrą sąsiadkę i Holly - autystyczną lecz bystrą dziewczynę, która chce się wyrwać z marazmu swojego życia. W roli złola tytułowy pan Mercedes - Brady Hartsfield - typo vide vibe Bates z Psychozy, tyle, że oprócz motywu matki ma trochę inne zainteresowania.
Czytałam książki, chyba nie wszystkie, ale większość i cóż. Serial jest dość wierną adaptacją - przynajmniej w pierwszym sezonie, ale największą satysfakcję sprawił dobór aktorów - tak sobie mniej więcej wyobrażałam Hodgesa, Jeroma, Holly czy Mercedesa.
Bawiłam się bardzo dobrze, po to właśnie oglądam seriale. Tutaj ma być FUN, bo bez tego nie włączę kolejnego odcinka. W Mercedesie włączam kolejny i kolejny, więc widocznie była zabawa
Teraz muszę znaleźć sobie kolejny serial na dobijanie do snu - tak traktowałam Mercedesa. Ale przeraża mnie, że znów się wyłożę na jakimś serialu, który ma zapowiedziany pięć kolejnych sezonów i fabuła się nie domyka.
Wygenerowano za pomocą https://filmmeter.vercel.app
#filmmeter #seriale #kinozmahjongiem

Zaloguj się aby komentować
1041 + 1 = 1042
Tytuł: Zostańmy przyjaciółmi
Rok produkcji: 2005
Kategoria: Komedia
Reżyseria: Roger Kumble
Czas trwania: 1h 36m
Ocena: 3/10
Jak wyjść z friendzone? Wyjechać na 10 lat do Hollywood, tam zostać człowiekiem sukcesu i schudnąć, wrócić na swoją wioskę i swoją "przyjaciółkę" przygruchać na nowy image.
Beznadzieja, oglądałam bo mama prosiła byśmy coś obejrzały razem w tv. Jedynym jasnym punktem filmu jest Anna Farris, solidnie gra przerysowaną do granic rozpieszczoną i powaloną gwiazdkę pop.
Wygenerowano za pomocą https://filmmeter.vercel.app
#filmmeter #filmy #kinozmahjongiem

@bojowonastawionaowca zobaczyłam, że gra Anna i pomyślałam, że może będzie dzięki temu trochę śmiesznie, no i było, ale Farris gra tam rolę drugoplanową i też przesadza trochę w stronę "strasznofilmową" i nie zawsze tym pasuje do filmu, albo może film nie pasuje do niej?
typowy amerykański romkom - i chyba tylko miłośnikom gatunku może się podobać
Zaloguj się aby komentować
1040 + 1 = 1041
Tytuł: Misja
Rok produkcji: 1986
Kategoria: Dramat / Historyczny
Reżyseria: Roland Joffé
Czas trwania: 2h 6m
Ocena: 9/10
Ten film widziałam tak dawno temu... Pamiętałam większość, ale jednak jako całość dopiero robi wrażenie w głowie.
To film o pewnym jezuicie, który wierzy w potęgę miłości i na tym opiera swoją misję. Chce nawrócić pewną grupkę Indian zamieszkujących nad wodospadami w Ameryce Południowej, w hiszpańskiej kolonii. Ciekawe jest, że na początku filmu widzimy jak owi Indianie zrzucają z wodospadu przywiązanego do krzyża poprzednika Ojca Gabriela.
Zawsze mi się to wydawało przykładem, jak trudno dotrzeć do "dzikusów". Ale w trakcie oglądania filmu doszło do mnie, że może to był jakiś wybrakowany jezuita, bo samemu Gabrielowi (w tej roli znakomity Jeremy Irons) udaje się to bez większego wysiłku. To on dopiero pokazuje jakie efekty daje miłość i podążanie taką ścieżką życia. Jego najjaskrawszym efektem działań jest Mendoza (Robert De Niro), niegdyś najemnik, chcący teraz odpokutować zabicie własnego brata. Dzięki Gabrielowi Mendoza zmienia całkowicie swoje życie, zamieszkuje w jego misji z Indianami i sam zostaje jezuitą.
Tymczasem Hiszpania sprzedaje swoją kolonię Portugalii, która chce usunąć z misji jezuitów Indian. Ojciec Gabriel i jego ekipa postanawia zostać w swojej misji, bo ich Indianie orzekli, że nie porzucą swoich ziem. Jedna część jezuitów postanawia chwycić za broń i stanąć w obronie wraz z Indianami.
Chyba nic nie łamie tak serca jak właśnie cały ojciec Gabriel, który patrzy jak przez ludzką chciwość i hipokryzję jego filozofia przestaje mieć sens, a przynajmniej nie pomoże przetrwać.
Film dość antykościelny, bo kościół popiera żądania Portugalczyków, nie biorąc pod uwagę opinii jezuitów.
To film smutny, który daje nadzieję, pokazuje jak mógłby wyglądać raj, a potem to wszystko ginie.
Wspaniałe aktorskie kreacje, cudowne widoki, niesamowita muzyka Ennio Morricone. Kto nie widział - niech nadrabia, bo bardzo warto.
PS. pierwsza scena z jezuitą na krzyżu spadającym z wodospadku to także symbol upadku kościoła/religii? różnie można to interpretować
Wygenerowano za pomocą https://filmmeter.vercel.app
#filmmeter #filmy #kinozmahjongiem



Zaloguj się aby komentować
1035 + 1 = 1036
Tytuł: Predator: Pogromca zabójców
Rok produkcji: 2025
Reżyseria: Dan Trachtenberg, Joshua Wassung
Czas trwania: 1h 25m
Ocena: 6/10
Trzy epizody polowań Predatorów łączące się na koniec w całość. W pierwszej części starsza pani Wiking, w drugiej samuraj-way coś jakby, a w trzeciej mechanik-pilot z II wojny. Ta trójka okazuje się sporym wyzwaniem dla predatorów więc zabierają ich na "stadion" igrzyskowy - który z ludzi wygra z resztą w nagrodę może zmierzyć się z największym predatorem-badassem.
Kino akcji na pełnej, kino animowane, bardzo przewidywalne, ale można się bawić, nie uważam za seans stracony. Jakościowo coś pomiędzy Predators, a Prey, więc większej tragedii nie ma.
Wygenerowano za pomocą https://filmmeter.vercel.app
#filmmeter #filmy #kinozmahjongiem

Zaloguj się aby komentować
1034 + 1 = 1035
Tytuł: F1
Rok produkcji: 2025
Kategoria: Sportowy
Reżyseria: Joseph Kosinski
Czas trwania: 2h 35m
Ocena: 7/10
Typowy sportowy film - tutaj mamy kozaka-weterana, który od losu dostaje jeszcze jedną szansę. Przy okazji pomoże innym, więc oprócz samej jazdy bolidem dostaniemy też relacje międzyludzkie na spokojnie przyswajalnym poziomie.
W sensie realizacyjnym ten film to bajka, i za to głównie taka wysoka ocena. Dla mnie F1 jest nudne, ale rozumiem przygotowanie filmowe - coś na kształt futbolu amerykańskiego - w filmach i serialach to wygląda na mega sport, a potem idziesz na żywca obejrzeć w tv lub gdzieś na boisku i nie możesz uwierzyć, że to ktoś ogląda z własnej woli
Ale nie o to mi chodzi, o gusta sportowe, ot, takie porównanie - naprawdę bardzo dobrze wchodzi ten film w oczy i robi puk puk dopaminko - baw się dobrze mózgu! Mój się bawił nawet bardzo dobrze!
Wygenerowano za pomocą https://filmmeter.vercel.app
#filmmeter #filmy #kinozmahjongiem

@Mahjong jestem fanem F1, Sport jest mega ciekawy i angażujący, jak się jest zaznajomionym w szczegóły. Ten film to jakby splunąć w twarz myślącym ludziom. Kolejny głupi film po Gran Turismo, a najlepsze jest to, że w temacie ścigania można zrobić wciągający i w miarę sensowny film, na przykład Ford vs Ferrari.
@JackDaniels gadasz jak mój szwagier bezrobotny, który cały dzień siedzi na Netflixie i ma mózg wypełniony gównem oglądając miernej jakości produkcję.
A tak bardziej serio jak coś jest bzdurą i krytyka jest rzeczowa, to ja nie widzę problemu. Jakiś laik z USA będzie oglądał i film zarobi a ja nadal mogę mieć własne zdanie i nic w tym złego.
Zaloguj się aby komentować
1033 + 1 = 1034
Tytuł: Człowiek z żelaza
Rok produkcji: 1981
Kategoria: Dramat
Reżyseria: Andrzej Wajda
Czas trwania: 2h 27m
Ocena: 8/10
Dziennikarz radiowy jedzie na Wybrzeże. Ma zrobić negatywny materiał o jednym z przywódców strajki w Stoczni Gdańskiej. Tym przywódcą okazuje się być Maciej Tomczyk, syn Birkuta z "Człowieka z marmuru". Tymczasem w mieście na czas strajku panuje prohibicja, co wielce utrudnia życie dziennikarza (w tej roli Marian Opania), który boryka się z alkoholizmem. Z czasem gdy dziennikarz bada i wczuwa się w historię Macieja, i tym samym w jego walkę w Stoczni.
Jednak dla mnie "Człowiek z marmuru" miał więcej sensu, polityka nie trzaskała widza w pysk, była raczej tłem do opowiedzenia historii i warunków pracy filmowca wtedy. "Człowiek z żelaza" ma wymiar ideologiczny czasem, w filmie np. występuje w roli samego siebie Lech Wałęsa. A może po prostu sam Birkut był ciekawszy, bo przechodził kilka zmian, natomiast Maciej cały czas z czymś walczy - może to wydać się męczące, bo staje się postacią ciągle jednoznaczną. Ale warto wziąć pod uwagę, że chciano zrobić ten film na szybko, na świeżo by oddać choć kawałek tej walki o lepszą Polskę widzom.
W każdym razie to dalej znakomity film Wajdy, no i nie wolno zapominać o Złotej Palmie dla tego tytułu. Dwie i pół godziny mijają niepostrzeżenie, więc realizacja jak zwykle na mistrzowskim poziomie.
Wygenerowano za pomocą https://filmmeter.vercel.app
#filmmeter #filmy #kinozmahjongiem


Zaloguj się aby komentować
1028 + 1 = 1029
Tytuł: Resident Evil: Retrybucja
Rok produkcji: 2012
Reżyseria: Paul W.S. Anderson
Czas trwania: 1h 35m
Brak oceny.
Czemu brak oceny? Bo nie byłaby to obiektywna ocena. Ciężko mi napisać coś o tym filmie tutaj, mimo że pewnie już wiecie iż mam szeroki gust filmowy. Ale czy każdy zrozumie, albo chociaż zaakceptuje moją miłość do powyższego filmu? Wątpliwe. Nawet wśród fanów serii RE ta część jest słaba. Dla mnie ten film to sztos.
To nawet nie guilty pleasure, bo czego mam się wstydzić? Fajnego filmu akcji, z fajnymi pomysłami, cóż że zajebanymi z innych filmów jak Matrix, Obcy 2 czy Terminator? I to czasami dość dosadnie.
A jednak ma ten film coś, co mnie rozbudza i sprawia, że bawię się jak dziecko. Aktorsko jest słabo, ale tragedii nie ma, każdy gra twardziela. Wszystko w tym sensie psuje jedynie drewno aktorskie grające Adę Wong - po czymś takim można docenić nawet sztywniackie granie Keanu w "Draculi" Coppoli. Po prostu katastrofa, no ale już widziałam tyle razy ten obraz, że nauczyłam się przymykać oko.
Największą perłą tego filmu jest to, że dzieje się w centrum symulacji z nieumarłymi w dołach Umbrelli - więc zaraz z Tokio możemy nagle znaleźć się w Moskwie. Symulacja nie jest wirtualna - oddane są normalne budynki i normalni ludzie - to klony z fabryki Czerwonej Królowej - często ci sami, którzy są bohaterami filmu, jak właśnie Alice, która podczas podróżny przez ośrodek symulacyjny "adoptuje" małą dziewczynkę-klona, która myśli, że Alice jej prawdziwą mama (tymczasem Alice-klon-mama umarła zabita przez zombiaki).
Film kończy się zapowiedzią potężnej bitwy o Waszyngton. To jedna z ostatnich ostoi ludzkości, dalej są tylko połacie wszelkiej maści potworów. Wyobraźcie sobie moje rozczarowanie, gdy poszłam do kina obejrzeć kolejną część, która zamiast zacząć się bitwą, zaczyna się... już dawno po bitwie. Ech, no ale może takie sceny batalistyczne mogły przerosnąć budżet i tak upadającej wtedy serii.
Film jest krótki, nie dłuży się, potwory wyskakują co chwilę a Czerwona Królowa powtarza jak mantrę, że wszyscy tu zginą, Wesker jak zwykle udaje agenta Smitha, twardziele są twardzielami, a Alice jest Alice - kolejny raz bronią w ręku kogo, tym razem Weskera, który pomaga jej uciec z uwięzienia. Dużo walk, fajnie się to ogląda, ale chyba dużo daje temu filmowi ten taki wzruszający rodzinny sznyt, jak w Obcym 2, gdzie porzuconym dzieckiem zaopiekuje się ta główna bohaterka.
Sama końcówka, już po wyjściu ośrodka dla mnie traci dynamikę, jednak najlepsze sceny odbywają się w centrum symulacyjnym. No i gdzie indziej zobaczycie ruskich żołnierzy-zombiaków ubranych jak na II wojnę.
Filmu nie polecam, nawet miłośnikom serii. Dla mnie to był jakiś wstrząs, nie wiem, jakby mnie ktoś albo coś zahipnotyzowało.
Gdy oglądałam drugi raz ten film byłam pewna, że zobaczę tym razem wszystkie jego mankamenty. I co? Zobaczyłam. I co z tego? Nic.
Ech, bezwarunkowa miłość.
Teraz więc po prostu oglądam dla zabawy, akceptując ślepe zauroczenie tym filmem.
Wygenerowano za pomocą https://filmmeter.vercel.app
#filmmeter #filmy #kinozmahjongiem



Zaloguj się aby komentować
Wesołych filmowych świąt dla wszystkich miłośników ruchomych obrazków życzę!
#filmmeter #filmy

Zaloguj się aby komentować
1023 + 1 = 1024
Tytuł: Jedna bitwa po drugiej
Rok produkcji: 2025
Reżyseria: Paul Thomas Anderson
Czas trwania: 2h 41m
Ocena: 9/10
Bob za młodu był aktywnym rewolucjonistą, ale gdy jego panna puszcza parę, trzeba uciekać, zorganizowana grupa rebeliantów ukrywa się. Bob zabiera małą córeczkę i porzuca rewolucję na rzecz rodzicielstwa.
I tak idziemy 16 lat później, gdzie Bob (świetna rola Di Caprio!) próbuje być ojcem, chociaż lepiej mu wychodzi chlanie i wapowanie maryśki, a córka zapewne czuje się trochę wykluczona przez paranoje ojca i jego poglądy. A jednak nastolatka dowiaduje się, że ojciec przekazał jej prawdę - że może być w niebezpieczeństwie.
Bob musi znów zostać aktywnym "rewolucjonistą".
Wspaniały był to seans. Realizacja jak zwykle na full pro, i do tego chyba był to najbardziej komediowy film PTA. W każdym razie uśmiałam się jak nigdy. Serio, coś tam czytałam o filmie, ale raczej unikałam opinii i recenzji i myślałam, że będzie na poważnie - a tymczasem boki zrywać, że tak napiszę.
Szczerze mówiąc podobał mi się na tyle ten film, że aż miałam ochotę go włączyć go jeszcze raz i coś czuję, że na stałe zagości w moich rewatchingowych przygodach. PTA to jednak arcymistrz!
Wygenerowano za pomocą https://filmmeter.vercel.app
#filmmeter #filmy #kinozmahjongiem


Zaloguj się aby komentować
1019 + 1 = 1020
Tytuł: Avatar: Ogień i popiół
Rok produkcji: 2025
Reżyseria: James Cameron
Czas trwania: 3h 17m
Bez oceny.
Na świeżutko z kina. Nie będę się rozpisywać - jestem fanką tej serii, może nie lecę jak ogłupiała do kina, nie czekam nie wiadomo ile, ale lubię, po prostu lubię oglądać tych niebieskich Indian.
Trzecią część oglądało mi się równie dobrze co poprzednie, bardzo dużo akcji, o wiele więcej niż w poprzednich częściach - rodzina Sullych znów musi stanąć do walki, tymczasem pojawiają się nowe wątki, które sprawiają, że SkyPeople tym łakomiej patrzą na Pandorę i są gotowi rozwalić wszystko.
Tymczasem porucznik Quaritch nie przechodzi na stronę Jake'a, ale w pewien sposób przechodzi na stronę niebieskich złoli, którzy pomagają ludziom, właśnie dzięki porucznikowi. Dalej ma sentyment do Spidera, i chłopak staję się jednym z główniejszych bohaterów serii, ale nie tylko dzięki gonitwie świadomości jego ojca w ciele Na'vi.
Pięknie widoczki, akcja, wzruszenie, humor. Blokbaster. Inni wolą marwele, ja wolę Avatary
Wygenerowano za pomocą https://filmmeter.vercel.app
#filmmeter #filmy #kinozmahjongiem



@Mahjong zdecydowanie lepsza niż druga część. Przyjemnie się oglądało i czas szybko zleciał, ale...
Film do zapomnienia po jednym dniu, amerykański do bólu, dużo nie wykorzystanego potencjału, nudne wątki poboczne. Drugi raz nie obejrzę.
Jeśli obejrzało się druga część, to trzecia nie wnosi prawie nic i można spokojnie obejrzeć czwartą (jak wyjdzie)
Zaloguj się aby komentować
1016 + 1 = 1017
Tytuł: Whiplash
Rok produkcji: 2014
Kategoria: Dramat / Muzyczny
Reżyseria: Damien Chazelle
Czas trwania: 1h 45m
Ocena: 8/10
Rewatch, akurat leciał wczoraj na TVP Kultura to sobie obejrzałam z mamą. Rodzicielkę aż brzuch bolał od tych nerwów i perypetii głównego bohatera. No bo ten film, przynajmniej za pierwszym razem, ogląda się na uber spiętej d⁎⁎ie.
Andrew jest ambitnym perkusistą, który uczy się w prestiżowej szkole muzycznej i jego marzeniem jest by dostać się do klasy Fletchera, bardzo wymagającego, ale najlepszego nauczyciela w szkole. Fletcher to prawie, że sadysta, do tego manipulator, ale czy kłamie gdy twierdzi, że najlepsi artyści wykuwają się w najcięższych kuźniach?
Chazelle tym filmem, i kolejnymi, udowodnił, że potrafi zręcznie łączyć obrazki ruchome z muzyką. Ale to w "Whiplash" chyba najlepiej zrobił. Człowiek po seansie aż ma ochotę posłuchać jazzu, nawet jeśli nie słuchał wcześniej
Wygenerowano za pomocą https://filmmeter.vercel.app
#filmmeter #filmy #kinozmahjongiem

@Mahjong ten film to obraz czasów współczesnych gdzie drygent to człowiek, a perkusista to AI. AI z czasem znienawidzi swojego trenera za złe traktowanie i znęcanie się psychiczne i będzie chciało go zniszczyć jednak w sytuacji ostatecznej AI przejrzy na oczy, że gdyby nie to nie osiągnęłoby sukcesu.
Zaloguj się aby komentować
1015 + 1 = 1016
Tytuł: 1975: Rok, który zmienił Amerykę
Rok produkcji: 2025
Kategoria: Dokumentalny
Reżyseria: Morgan Neville
Czas trwania: 1h 30m
Ocena: 6/10
Dla lubiących filmy o filmach. Tym razem pod lupą rok politycznych i społecznych zmian w USA, które na zawsze zmieniły oblicze kina.
Ciekawy, nie dłuży się, ogląda. Co tu więcej pisać? Całe mięso jest zawarte w dokumencie, który jak coś można zobaczyć na Netliksie.
Wygenerowano za pomocą https://filmmeter.vercel.app
#filmmeter #filmy #kinozmahjongiem

@Mahjong Ech, dlatego nie nawidzę tłumaczenia tutułów, potem nie można znaleźć filmu.
https://www.youtube.com/watch?v=M35kWPGmI1M
Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
1008 + 1 = 1009
Tytuł: Avatar: Istota wody
Rok produkcji: 2022
Kategoria: Sci-Fi
Reżyseria: James Cameron
Czas trwania: 3h 12m
Ocena: 8/10
Bardzo lubię Avatara, to na początek, jestem fanką od samego początku i zdaję sobie sprawę, że fabuła jest prosta. Ale nie dla tego oglądam te filmy - tylko oczywiście dla pięknych krajobrazów, całej tej wizualnej otoczki, w którą Cameronowi udało się tchnąć ducha. A to wcale nie jest takie oczywiste w czasach natężonego ruchu cyfrowych efektów specjalnych.
W drugiej części Jack Sully musi uciekać ze swoją rodziną przed SkyPeople, czyli ludźmi, którzy wracają na Pandorę po nowy towar. Jaki? Tego dowiemy się nieco później w filmie. Najpierw obserwujemy nowy dom rodziny Sully - w plemieniu wodnych Na'vi. Grupka leśnych smerfów na początku nie radzi sobie, ale z czasem odnajdują wśród tych innych Na'vi swoją nową ostoję. Przynajmniej dopóki wrogowie znów nie trafią na ich ślad.
Był to rewatch, prawdopodobnie wybiorę się do kina na trzecią część, i chciałam sobie mniej więcej odświeżyć co i jak. Dla mnie każdy seans Avatara to świetna zabawa, więc nie było żadnym problemem obejrzenie tego znowu. Dla mnie to także fenomen, jak w czasach marvelowskich nakręcić wysokobudżetowy film właściwie sklecony z nowoczesnych technik i ten film dalej ma smak klasycznej przygodówki, ekspozycji świata (nawet w drugiej części ten prosty zabieg by przenieść akcję nad wodę i poznajemy nowe środowisko Pandory), bohaterzy są może i prości, ale pełnokrwiści, kibicujemy ich i płaczemy razem z nimi gdy zła ludzka korporacja po raz kolejny ma gdzieś delikatny lecz wspaniały świat Pandory, który współgra ze wszystkim. To więc jest też trochę ekologiczna przypowieść, mądra, bo z przesłaniem. Te dobre wartości są po stronie ekologicznych Na'vi, chęć zysku, zemsty i po prostu walki za to przebija od strony przybyłych ludzi
Wspaniały to seans, pewnie nie ostatni. Pierwszego Avatara oglądałam już chyba z dziesięć razy
Wygenerowano za pomocą https://filmmeter.vercel.app
#filmmeter #filmy #kinozmahjongiem


Zaloguj się aby komentować
1007 + 1 = 1008
Tytuł: Zamach na papieża
Rok produkcji: 2025
Kategoria: Sensacyjny
Reżyseria: Władysław Pasikowski
Czas trwania: 2h 3m
Ocena: 3/10
Dla mnie to była męczarnia, i tak rozbiłam to na dwa wieczory. Linda jest Lindą pasikowskim, a Pasikowski jest Pasikowskim. Dla twardych fanów twórczości tego pana.
Zamach stwierdzono w dwóch promilach, reszta filmu opowiada o czym innym. Linda w roli emerytowanego snajpera, taki badass kozak pod koniec życia. Ale oczywiście w głębi kryje gołębie serce. Bleh, no serio, trochę mi szkoda tych dwóch godzin, no ale obejrzałabym i tak i tak, chociażby z ciekawości.
Myślę, że wielu z was może spodobać się ten film, więc jeśli ktoś przebiera nóżkami by odpalić film to proszę się nie przejmować, ja zawsze trochę taka antypasikowska byłam
Wygenerowano za pomocą https://filmmeter.vercel.app
#filmmeter #filmy #kinozmahjongiem

Zaloguj się aby komentować