Pamiętacie może jak jakiś rok temu pisałem o Backyard Ultra, czyli zawodach w bieganiu w kółko jak chomik na kołowrotku. To teraz odbywają się Drużynowe Mistrzostwa Świata w to chore gówno. Ogólna idea jest taka, że każdy rozgrywa to u siebie (plus u nas biegała Ukraina) a wygrywa kraj, co łącznie zgarnie najwięcej kółek.
Polacy już wszystcy odpadli (ponad dobę temu) i zajęli 11 miejsce choć kilku z nich pobiło swoje życiówki. Wszystkie drużyny już skończyły. Poza jedną Belgią. W której na 101 okrązeniu zostało jeszcze 4 zawodników na trasie (kółko ma 6.76km, więc daje im to jak łatwo policzyć już jakieś 680km w nogach.
To co Belgowie zrobili w tych zawodach to jakiś kosmos. Rekord świata to 108 kółek i ciężko uwierzyć, by tego nie dociągnęli - bo już tylko o to walczą, zawody zdeklasowali.
Pamiętam, że gdzieś oglądałem dokument o innym biegu ultra, gdzie dwóch starych typów kminiło czy da się uciec z więzienia pieszo i im z tego bodaj wyszły te zawody. Do końca ogladałem w zdumieniu :D
O, mam tytuł: "The Barkley Marathons: The Race That Eats Its Young"
Akurat Backyard Ultra, do mnie przemawia sam myślałem by wystartować i się sprawdzić rok temu. Ale to co tam ludzie kręcą kółek to masakra można ześwirować