Hipotetyczna asteroida niszczy Europę w symulacji NASA.
Grupa ekspertów z amerykańskich i europejskich agencji kosmicznych wzięła udział w tygodniowych ćwiczeniach prowadzonych przez NASA. Naukowcy zmierzyli się z hipotetycznym scenariuszem: asteroida oddalona o ponad 56 milionów kilometrów zbliża się do naszej planety i może w nią uderzyć w ciągu sześciu miesięcy.
NASA zbadała możliwości, jakie mieliby naukowcy, gdyby znaleźli niebezpieczną asteroidę na kursie kolizyjnym z Ziemią. Obejmują one zdetonowanie ładunku wybuchowego w pobliżu kosmicznej skały lub wystrzelenie laserów, które mogłyby rozgrzać i odparować asteroidę na tyle, by zmienić jej tor lotu.
Inną możliwością jest wysłanie statku kosmicznego, aby uderzył w nadlatującą asteroidę, tym samym zmieniając jej trajektorię. Jest to strategia, którą NASA rozważa najbardziej poważnie.
Jeszcze w tym roku agencja ma przeprowadzić test takiej technologii. W ramach Double Asteroid Redirection Test (DART) wyśle statek kosmiczny w stronę asteroidy Dimorphos i jesienią 2022 roku celowo w nią uderzy.
NASA ma nadzieję, że to zderzenie zmieni orbitę Dimorphosa. Chociaż obiekt ten nie stanowi zagrożenia dla Ziemi, misja ma udowodnić, że zmiana trajektorii asteroidy jest możliwa z odpowiednim wyprzedzeniem.
Dołącz do grupy Nauka - to społeczność dla wszystkich zainteresowanych nauką, jej zdobyczami, rozwojem, sukcesami i porażkami; dla głodnych wiedzy i sprawdzonych informacji!
https://www.hejto.pl/spolecznosc/nauka
Obserwuj też wartościowe tagi #qualitycontent #nauka oraz @arcy
Badanie wykazało, że setki osób zgłosiły nieprawidłowe miesiączkowanie po zetknięciu z gazem łzawiącym.
Artykuł naukowy rozwija doniesienia mediów społecznościowych o nagłym wystąpieniu miesiączki, plamieniach i innych osobliwościach menstruacyjnych podczas protestów w Portland w stanie Ore zeszłego lata.
Promocyjna cena subskrypcji New York Times - 2 euro za miesiąc - nytimes.com/share/_o3ArBa
_______________________________________
W pewnym momencie zeszłego lata pojawiło się zbyt wiele doniesień o protestujących, którzy doświadczyli nienormalnych cykli miesiączkowych po kontakcie z gazem łzawiącym, aby Britta Torgrimson-Ojerio, pielęgniarka z Kaiser Permanente Center for Health Research w Portland, uznała je za przypadek.
Pewna przedszkolanka powiedziała Oregon Public Broadasting, że jeśli wdychała znaczną ilość gazu w nocy, następnego ranka dostawała okres. Inni mieszkańcy Portland opowiadali o miesiączkach, które trwały tygodniami i o niezwykłym plamieniu. Transgenderowi mężczyźni opisywali nagłe miesiączki, które były sprzeczne z hormonami, które trzymały miesiączkę na dystans przez miesiące lub lata.
Dr Torgrimson-Ojerio zdecydowała, że spróbuje dowiedzieć się, czy te anegdoty są wyjątkami, czy też reprezentują bardziej powszechne zjawisko. Przebadała około 2200 dorosłych, którzy twierdzili, że byli narażeni na działanie gazu łzawiącego w Portland zeszłego lata. W badaniu opublikowanym w tym tygodniu w czasopiśmie BMC Public Health, poinformowała, że 899 z nich - ponad 54 procent respondentów, którzy potencjalnie miesiączkują - powiedziało, że doświadczyło nieprawidłowych cykli menstruacyjnych.
"Nawet jeśli nie możemy powiedzieć nic naukowo ostatecznego na temat tych środków chemicznych i związku przyczynowego z nieprawidłowościami miesiączkowymi," Dr Torgrimson-Ojerio powiedział, "możemy definitywnie powiedzieć, że w naszym badaniu większość ludzi, którzy mieli cykle miesiączkowe zgłosili nieprawidłowości miesiączkowe po zgłoszeniu ekspozycji na gaz łzawiący."
Dalszych skutków, takich jak wpływ na płodność, nie są znane, ale "to jest nasze wezwanie do działania, aby poprosić naszą społeczność naukową, aby zwrócić uwagę na ten problem," powiedziała.
Dr Torgrimson-Ojerio była również zainteresowana tym, czy ludzie doświadczali innych problemów dłużej niż kilka godzin po wystawieniu na działanie gazu łzawiącego. Okazało się, że 80 procent uczestników badania miało takie problemy, a trudności z oddychaniem należały do najczęstszych dolegliwości.
Kira Taylor, profesor epidemiologii i zdrowia populacji na University of Louisville School of Public Health and Information Sciences, która prowadzi podobne badanie, powiedziała, że badanie dr Torgrimson-Ojerio dostarczyło "pierwszych solidnych dowodów" na to, że gaz łzawiący może mieć związek z zaburzeniami miesiączkowania. Jest to również "pierwsze badanie, które dokumentuje długoterminowe skutki ekspozycji na gaz łzawiący w dużej populacji", powiedziała.
Sven-Eric Jordt, profesor anestezjologii, farmakologii i biologii nowotworów w Duke University School of Medicine, który nie brał udziału w badaniu, pochwalił pracę.
Większość badań, na których polegają agencje policyjne i rząd, aby poinformować ich o bezpieczeństwie gazu łzawiącego "są przestarzałe, często 50-70 lat, i nie mierzą się z nowoczesnymi podejściami toksykologicznymi", powiedział. "Większość z tych badań zostały przeprowadzone wśród młodych zdrowych mężczyzn, albo policji lub wojska, a nie na kobietach, lub w ogólnej populacji cywilnej reprezentujących protestujących".
Dr Torgrimson-Ojerio i jej koledzy rekrutowali uczestników badania poprzez media społecznościowe i linki na stronach internetowych The Oregonian i Oregon Health Authority w lipcu i sierpniu.
Badacze poprosili uczestników o dokładne wyjaśnienie, w jaki sposób ich miesiączki zostały dotknięte po ekspozycji na gaz łzawiący. Najczęstszymi reakcjami były wzmożone skurcze, nietypowe plamienia i nietypowo intensywne lub długie krwawienia. Wiele osób, które zazwyczaj nie mają miesiączki z powodu terapii hormonalnej lub wieku, zgłosiło nieoczekiwane krwawienie i plamienie, powiedziała dr Torgrimson-Ojerio.
Badanie to ma pewne ograniczenia. Nie jest to próba losowa.
"Jest możliwe, że ludzie, którzy czują, że ich zdrowie zostało uszkodzone przez gaz łzawiący mogą być bardziej skłonni do odpowiedzi niż ludzie, którzy byli również narażeni, ale nie czuli takich szkodliwych skutków" Dr Taylor powiedział. "Oznacza to, że niektóre z liczb mogą być przesadzone".
Biorąc pod uwagę, że badanym pozwolono na anonimowy udział w badaniu, badacze nie mogli zweryfikować ich relacji.
Badanie nie daje również odpowiedzi na pytanie, w jaki sposób i dlaczego gaz łzawiący może przyczyniać się do nieregularności miesiączkowania lub w jakim stopniu inne czynniki są również zaangażowane. Autorzy przyznają, że wysoki poziom stresu i niepokoju wśród protestujących mógł również przyczynić się do reakcji fizycznej.
"Jest możliwe, że ból, stres, odwodnienie i wysiłek odgrywają pewną rolę" - powiedział dr Jordt. Alternatywnie, gaz łzawiący może działać jako "czynnik zaburzający gospodarkę hormonalną", zakłócając normalne funkcje hormonalne.
"Gaz łzawiący CS, czasami używany przez policję, jest chlorowanym związkiem chemicznym i wytwarza dodatkowe chlorowane produkty uboczne podczas spalania w kanistrach używanych przez policję" - powiedział. "Narażenie na chlorowane chemikalia może wpływać na zdrowie menstruacyjne".
Alexander Samuel, biolog molekularny we Francji, bada podobne pytania od czasu, gdy francuscy protestujący zaczęli zgłaszać nieprawidłowości miesiączkowe.
Wspomniał o dwóch dodatkowych obszarach do zbadania: czy gaz łzawiący jest metabolizowany do cyjanku, który może powodować obfite krwawienia miesiączkowe, oraz o roli, jaką traumatyczne wydarzenie może odgrywać w zmianie cykli menstruacyjnych.
Podejrzenia dotyczące gazu łzawiącego i menstruacji pojawiły się po raz pierwszy ponad dziesięć lat temu, podczas protestów Arabskiej Wiosny, zauważył dr Jordt.
W 2011 roku Chile również zakazało używania gazu łzawiącego po tym, jak badania sugerowały, że gaz CS może powodować poronienia i szkodzić małym dzieciom. Trzy dni później chilijska policja zniosła ten zakaz, upierając się, że rodzaj gazu łzawiącego, którego używała, był całkowicie bezpieczny.
___________________
Dołącz do grupy Nauka - to społeczność dla wszystkich zainteresowanych nauką, jej zdobyczami, rozwojem, sukcesami i porażkami; dla głodnych wiedzy i sprawdzonych informacji!
https://www.hejto.pl/spolecznosc/nauka
Obserwuj też wartościowe tagi #qualitycontent #nauka oraz @arcy
Zespół badawczy z Virginia Polytechnic Institute and State University (Virginia Tech), George Washington University i ITMO University przedstawił nowe dane do badania zachowania i fizjologii dwóch rodzajów komarów przenoszących malarię. Informacje te pomogą znaleźć regiony genomu odpowiedzialne za kontakt z patogenem oraz za ich zachowania żywieniowe. Badania zostały opublikowane w GigaScience.
Za komary malaryczne uważa się w sumie 400 rodzajów owadów, z których 30 jest głównymi wektorami choroby. Malaria jest wywoływana przez pasożyta Plasmodium, którego komary przenoszą na ludzi, gdy ich ukąszą. Aby zwalczyć tę chorobę, ważne jest, aby zrozumieć, w jaki sposób zachowania żywieniowe niebezpiecznych i "zwykłych" komarów różnią się genetycznie. Informacje te pomogłyby znaleźć sposób na zmianę "diety" poszczególnych gatunków tak, aby przestały żywić się ludzką krwią lub przestały przenosić pasożyty. Wcześniej naukowcy dysponowali jedynie referencyjnym genomem Anopheles gambiae, teraz jednak dostępne są również genomy dwóch kolejnych gatunków - afrykańskich komarów malarycznych Anopheles coluzzii i Anopheles arabiensis.
Proces łączenia wielu krótkich odcinków DNA w jedną długą sekwencję nazywany jest składaniem sekwencji. Najlepsze asemblery danego gatunku nazywane są genomami referencyjnymi. Oznacza to, że są to "przeciętne" genomy danego organizmu. Z ich pomocą naukowcy mogą określić, czym różnią się od siebie osobniki lub całe populacje.
"Składanie genomu komara jest zadaniem umiarkowanie trudnym. Z jednej strony, jego genom jest dość duży: Znajduje się w nim około 300 milionów par zasad, czyli jest tylko 10 razy mniejszy niż ten, który posiada człowiek. Z drugiej strony, komary mają tylko trzy pary chromosomów, podczas gdy człowiek ma ich 23. Ze względu na fakt, że jeden komar dostarcza nam niewiele materiału genetycznego, użyliśmy materiału pobranego z całej kolonii, co oznacza, że DNA od wielu osobników zostało wprowadzone do maszyny sekwencjonującej w tym samym czasie. W efekcie widzimy indywidualne cechy komarów, które należy zneutralizować, aby stworzyć genom referencyjny - wyjaśnia Anton Zamyatin, badacz z Laboratorium Różnorodności Genomowej Uniwersytetu ITMO.
Badania rozpoczęły się w 2018 roku. Ekstrakcja genomu i sekwencjonowanie odbyły się w Virginia Polytechnic Institute and State University, gdzie naukowcy mają kolonie owadów rozdzielone gatunkowo na potrzeby eksperymentalne. Następnie specjaliści z Uniwersytetu ITMO rozpoczęli składanie genomu. Planują również pracę nad nowymi projektami związanymi ze składaniem sekwencji genomów referencyjnych dla innych rodzajów komarów malarii.
___________________
Dołącz do grupy Nauka - to społeczność dla wszystkich zainteresowanych nauką, jej zdobyczami, rozwojem, sukcesami i porażkami; dla głodnych wiedzy i sprawdzonych informacji!
https://www.hejto.pl/spolecznosc/nauka
Obserwuj też wartościowe tagi #qualitycontent #nauka oraz @arcy
@kris Też wypróbuję, tym bardziej że aromat waniliowy bardzo lubię, a spreje - nie dość że śmierdzą - to w większości nie są zbyt skuteczne (tak przynajmniej wynika z moich osobistych doświadczeń). Jestem ciekawy, czy olejek da radę.
Tempo, w jakim zużywamy zasoby naturalne, znacznie przekracza możliwości naszej planety do odnawiania biomasy.
Nowe badanie opublikowane w czasopiśmie Nature Sustainability podkreśla coraz pilniejszą potrzebę zrównoważonego sposobu życia. Autorzy pokazują również, jak bogatsze kraje są chronione przed skutkami ograniczeń w zakresie zdolności biologicznych.
Autorzy zauważyli, że jako gatunek wykorzystaliśmy 173% zdolności biologicznej planety w 2017 roku w porównaniu do 119% w 1980 roku. Brak bezpieczeństwa zasobów stanowi rosnące zagrożenie dla wszystkich krajów.
Dołącz do grupy Nauka - to społeczność dla wszystkich zainteresowanych nauką, jej zdobyczami, rozwojem, sukcesami i porażkami; dla głodnych wiedzy i sprawdzonych informacji!
https://www.hejto.pl/spolecznosc/nauka
Obserwuj też wartościowe tagi #qualitycontent #nauka oraz @arcy
@kris Nawet w Chinach też się chyba coś zmienia, plan 15 letni partii zakłada zmianę myślenia o ekologii i większy udział w gospodarce zielonych tematów, od ograniczeń emisji po źródła energii - Chiny chcą osiągnąć neutralność klimatyczną do roku 2060.
Są jeszcze inne kwestie- co zrobić z syfem, który już naprodukowaliśmy, dwutlenek węgla w atmosferze sam nie zniknie, plastik sam się nie rozłoży.
Oczywiście ja na to patrzę z baaaardzo umiarkowanym optymizmem, bo słowa i deklaracje to jedno, a rzeczywistość i realne działania to co innego.
No i tempo wprowadzania zmian jest bardzo powolne absolutnie nie wystarczające. Ogólnie to idee zacne, ale póki co nieurzeczywistnione.
Globalny wzrost poziomu morza związany z możliwym załamaniem się pokrywy lodowej Antarktydy Zachodniej został znacznie niedoszacowany we wcześniejszych badaniach, co oznacza, że poziom morza w ocieplającym się świecie będzie wyższy niż przewidywano - wynika z nowego badania naukowców z Harvardu.
Raport, opublikowany w Science Advances, zawiera nowe obliczenia dotyczące tego, co badacze nazywają mechanizmem wypychania wody. Dzieje się tak, gdy lita skała macierzysta, na której spoczywa lądolód Antarktydy Zachodniej, odbija się w górę, gdy lód topnieje i zmniejsza się całkowita masa lądolodu. Skała macierzysta znajduje się poniżej poziomu morza, więc kiedy się podnosi, wypycha wodę z otaczającego ją obszaru do oceanu, przyczyniając się do globalnego wzrostu poziomu morza.
Nowe prognozy pokazują, że w przypadku całkowitego załamania się pokrywy lodowej, szacunki dotyczące globalnego wzrostu poziomu morza zostały powiększone o dodatkowy metr czyli do około 3 stóp, w ciągu następnego stulecia.
"Wielkość efektu nas zaszokowała", powiedziała Linda Pan, doktorantka nauk o Ziemi i planetach w GSAS, która wraz z koleżanką Evelyn Powell kierowała badaniami. "Poprzednie badania, które brały pod uwagę ten mechanizm, odrzuciły go jako nieistotny".
"Jeśli Arkusz Lodowy Zachodniej Antarktydy załamałby się, najczęściej cytowane szacunki dotyczące wynikającego z tego globalnego średniego wzrostu poziomu morza wynoszą 3,2 metra," powiedziała Powell. "To, co pokazaliśmy, to fakt, że mechanizm wypychania wody doda dodatkowy metr, czyli 30 procent, do całości".
To nie jest historia o wpływie, który będzie odczuwalny za setki lat. Jedna z symulacji, którą przeprowadzili Pan i Powell, wskazywała, że do końca tego stulecia globalny wzrost poziomu morza spowodowany topnieniem lądolodu Antarktydy Zachodniej zwiększy się o 20 procent dzięki mechanizmowi wypychania wody.
"Każda opublikowana prognoza wzrostu poziomu morza z powodu topnienia pokrywy lodowej Antarktydy Zachodniej, która została oparta na modelowaniu klimatu, niezależnie od tego, czy prognoza sięga końca tego stulecia, czy dłuższej przyszłości, będzie musiała zostać skorygowana w górę z powodu ich pracy", powiedział Jerry X. Mitrovica, Frank B. Baird Jr. profesor nauk ścisłych na Wydziale Nauk o Ziemi i Planetarnych i starszy autor pracy "Every single one".
Pan i Powell, obaj badacze w laboratorium Mitrovicy, rozpoczęli te badania podczas pracy nad innym projektem dotyczącym zmian poziomu morza, ale zmienili je, gdy zauważyli większe wydalanie wody z Arkusza Lodowego Zachodniej Antarktyki niż się spodziewali.
Naukowcy chcieli zbadać, jak mechanizm wydalania wpływa na zmianę poziomu morza, jeśli weźmie się pod uwagę niską lepkość, czyli łatwość płynięcia materiału płaszcza Ziemi pod Antarktydą Zachodnią. Kiedy włączyli to do swoich obliczeń, zdali sobie sprawę, że wydalanie wody następuje znacznie szybciej niż przewidywały to poprzednie modele.
"Bez względu na to, jaki scenariusz zastosowaliśmy dla załamania się pokrywy lodowej Antarktydy Zachodniej, zawsze okazywało się, że ten dodatkowy metr globalnego wzrostu poziomu morza miał miejsce" - powiedział Pan.
Badacze mają nadzieję, że ich obliczenia pokazują, że aby dokładnie oszacować globalny wzrost poziomu morza związany z topnieniem pokrywy lodowej, naukowcy muszą uwzględnić zarówno efekt wypychania wody, jak i niską lepkość płaszcza pod Antarktydą.
"Wzrost poziomu morza nie zatrzyma się, gdy lód przestanie się topić" - powiedział Pan. "Szkody, jakie wyrządzamy naszym wybrzeżom, będą trwały przez stulecia".
___________________
Dołącz do grupy Nauka - to społeczność dla wszystkich zainteresowanych nauką, jej zdobyczami, rozwojem, sukcesami i porażkami; dla głodnych wiedzy i sprawdzonych informacji!
https://www.hejto.pl/spolecznosc/nauka
Obserwuj też wartościowe tagi #qualitycontent #nauka oraz @arcy
@siRcatcha Globalny średni wzrost poziomu morza ok. 3 metry.
Co do czasu to dzieje się to już teraz, ale nie jest to proces gwałtowny, z dnia na dzień. Część Wysp Salomona już została zatopiona, a mieszkańcy przesiedleni. Szacuje się że do konca wieku takie miejsca jak Malediwy czy europejska Wenecja znajdą się całkowicie pod wodą. Również część północnej Polski zostanie zalana.
Tempo zależy od dalszego postępowania ludzi i ich destrukcyjnego wpływu na przyrodę.
@arcy 3m w jakim czasie? Nie żeby mnie to specjalnie ruszało (wiem straszny jestem), ale mieliśmy Doggerland kiedyś jak było więcej lodowców, to bedziemy mieć więcej zalanych terenów jak tych lodowców będzie mniej. 3m to niech się Niderlandy boją w PL Żuławy (o ile nie zbuduje się tamki )
Pierwsza rozpoznana na świecie egipska mumia ciężarnej kobiety znajduje się w Muzeum Narodowym w Warszawie.
Dr Ożarek-Szilke powiedziała PAP, że w tkankach zachowane są śladowe ilości krwi zmarłej. W ramach kolejnego, planowanego etapu projektu naukowcy chcą przeanalizować jej skład. Dzięki temu być może uda się poznać powód śmierci ciężarnej, bo – jak mówi – pewne toksyny świadczące o konkretnych chorobach można wykryć nawet dziś.
Naukowcy wykonali też trójwymiarową wizualizację ciała zmarłej kobiety. Było to możliwe bez rozwijania mumii, dzięki zastosowaniu technologii tomograficznej. Na uzyskanych obrazach 3D wyraźnie widoczne były długie, spływające na ramiona, kręcone włosy oraz zmumifikowane piersi.
Długo sądzono, na podstawie analizy napisów hieroglificznych na sarkofagu, że mumia należy do mężczyzny - Hor-Dżehutiego, który był pisarzem miejskim i zarządcą w okolicach Medinet Habu w Tebach Zachodnich oraz kapłanem Horusa-Thota, miejscowego świętego, czczonego w okresie grecko-rzymskim. Kapłan żył w 1. poł. I w. p.n.e.- 1. poł. I w. n.e. Według naukowców mumia kobiety może być jednak starsza, bo… zachowała się lepiej. Wydaje się to nielogiczne, bo starsze znaleziska powinny być w gorszym stanie. Jak wyjaśniła Ożarek-Szilke, w przypadku mumifikacji pod koniec trwania cywilizacji egipskiej, czyli ok. 2 tys. lat temu, technika wykonywania mumii była coraz mniej wysublimowana. "Dlatego szybciej ulegały rozkładowi. Mumia kobiety może być kilkaset lat starsza, niż szacowano do tej pory” – dodała.
Dołącz do grupy Nauka - to społeczność dla wszystkich zainteresowanych nauką, jej zdobyczami, rozwojem, sukcesami i porażkami; dla głodnych wiedzy i sprawdzonych informacji!
https://www.hejto.pl/spolecznosc/nauka
Obserwuj też wartościowe tagi #qualitycontent #nauka oraz @arcy
Wysokokaloryczna dieta, składająca się z dużej ilości przetworzonej żywności może prowadzić m.in. do niealkoholowego stłuszczenia wątroby. Przejawy tego schorzenia może łagodzić spożywanie bogatych w polifenole malin. Na ile skuteczna to pomoc sprawdzają naukowcy z Olsztyna.
Wstępne badania in vitro przeprowadzone przez jego zespół na liniach komórkowych hepatocytów, czyli komórkach wątroby, wykazały, że polifenole z malin mogą regulować mechanizmy związane z rozwojem stanów zapalnych i rozwojem niealkoholowego stłuszczenia wątroby (NAFLD). To jedno z najczęstszych zaburzeń funkcjonowania wątroby na świecie, dotykające ok. 15-30 proc. populacji. Tego rodzaju otłuszczenie wątroby powodowane jest dietą o zwiększonej kaloryczności, szczególnie u ludzi mieszkających w krajach ekonomicznie rozwiniętych, z łatwym dostępem do wysoko przetworzonego pożywienia.
Dołącz do grupy Nauka - to społeczność dla wszystkich zainteresowanych nauką, jej zdobyczami, rozwojem, sukcesami i porażkami; dla głodnych wiedzy i sprawdzonych informacji!
https://www.hejto.pl/spolecznosc/nauka
Obserwuj też wartościowe tagi #qualitycontent #nauka oraz @arcy
W czwartek rano, kilka godzin przed wschodem słońca, Marjorie Weber dotarła na miejsce spotkania na kampusie Uniwersytetu Stanowego Michigan. Trzech innych naukowców zajmujących się roślinami z tej uczelni już tam było, czekając w prószącym śniegu. Kiedy stali i dmuchali sobie w ręce, piąty członek ich ekipy, Frank Telewski, "wyłonił się z ciemności z łopatą przewieszoną przez ramię" - powiedziała dr Weber.
Kiedy wszyscy inni tłoczyli się wokół, dr Telewski, lider grupy, wyciągnął kopię mapy, narysowanej jak plan architektoniczny. Miała ona zaprowadzić ich do botanicznej wersji zakopanego skarbu: butelki wypełnionej piaskiem i garścią naprawdę starych nasion.
Dr Weber i jej koledzy są ostatnimi opiekunami eksperymentu Beala dotyczącego żywotności nasion: wielowiekowej próby ustalenia, jak długo nasiona mogą leżeć uśpione w glebie, nie tracąc zdolności do kiełkowania. Co 20 lat opiekunowie eksperymentu zakradają się pod osłoną nocy w sekretne miejsce, wykopują butelkę, rozrzucają jej nasiona na tacy ze sterylną glebą i sprawdzają, które z nich wyrosną.
Jest to jeden z najdłużej trwających eksperymentów na świecie - trwa już 142 lata. Botanicy z East Lansing mają nadzieję, że będzie trwał co najmniej przez kolejne 80.
To, co na początku było prostą próbą zmierzenia trwałości nasion, z biegiem lat przerodziło się w coraz ciekawszy eksperyment. Wraz z postępem technologicznym i wzrostem wiedzy, strażnicy mogą zrobić coś więcej niż tylko liczyć udane kiełki w każdej butelce. Mogą zajrzeć do wnętrza nasion, by sprawdzić, jak działają, zacząć ustalać, co decyduje o ich długowieczności, a nawet, w niektórych przypadkach, sprawić, że gatunki, które wydawały się skończone, wykiełkują ponownie. Wnioski z ich pracy mogą pomóc we wszystkim - od odbudowy zniszczonych ekosystemów po długoterminowe przechowywanie nasion roślin uprawnych.
Ale najpierw musieli znaleźć miejsce, w którym mogliby kopać.
W butelce, której szukał zespół, znajduje się ponad tysiąc nasion: po 50 z 21 różnych gatunków, od gorczycy czarnej przez koniczynę białą po szarłat czerwony.
W 1879 roku William James Beal, botanik z Michigan State, napełnił 20 takich butelek i zakopał je w rzędzie gdzieś na terenie kampusu. Wykombinował, że on - a później jego następcy - będą mogli wykopywać jedną z nich co pięć lat i sadzić w niej zakonserwowane nasiona.
Kiedy nasiona są rozsiewane przez swoich rodziców, nie zawsze rosną od razu. Pod każdym skrawkiem ziemi znajduje się konstelacja śpiących nasion, które "czekają na swój czas", powiedział dr Weber. Często leżą one w uśpieniu - przez sezon, kilka lat lub nawet dłużej - dopóki nie otrzymają odpowiedniego zestawu wskazówek, które pozwolą im wykiełkować.
Ta rezerwa roślin jest znana jako bank nasion. Odtwarzając go eksperymentalnie, dr Beal miał nadzieję lepiej zrozumieć, jak długo rośliny mogą przetrwać w glebie i co pobudza je do wzrostu. Prawdopodobnie chciał w ten sposób pomóc miejscowym rolnikom - sfrustrowanym niekończącym się pieleniem i zastanawiającym się, jak długo potrwa "zanim będą mogli mieć nadzieję na zmniejszenie się banku nasion, a ich nakład pracy spadnie" - powiedział dr Telewski.
Przez kilka pierwszych rund eksperymentu, wiele gatunków kwitło, a nasiona rosły łatwo po 10, 15 lub 20 latach. W miarę upływu kolejnych dekad większość z nich odpadała jeden po drugim. Pozostał tylko jeden niezawodny kiełkownik: Verbascum blattaria, zioło o rozłożystych liściach i żółtych kwiatach. Prawie połowa nasion Verbascum z butelki z 2000 roku zakwitła, mimo że od ponad wieku znajdowały się w stazie pod ziemią.
Dziś rolnicy nie potrzebują takiej pomocy w walce z chwastami, jaka skłoniła Beala do zakopania butelek. Ale naukowcy zajmujący się roślinami zainteresowali się kwestią tego, które nasiona są trwałe i w jaki sposób, z innych powodów.
Glebowe banki nasion leżące u podstaw różnych siedlisk są "wielką niewiadomą" w ekologii odtworzeniowej, ponieważ eksperci próbują promować rodzime gatunki, jednocześnie zwalczając te inwazyjne, powiedział Lars Brudvig, adiunkt w Michigan State i inny członek zespołu eksperymentującego z nasionami Beala. W niektórych przypadkach, nasiona zagrożonych lub dawno zaginionych roślin mogą nawet ukrywać się w glebie.
Inni badacze pracujący nad kwestiami długowieczności i kiełkowania mogą zachowywać nasiona w kontrolowanych warunkach klimatycznych lub badać bardzo stare nasiona, które przypadkiem znajdą. Jednak eksperyment dr Beala jest najdłużej trwającym eksperymentem z nasionami, w którym połączono warunki naturalne z dokładnie zarejestrowanymi danymi, powiedziała Carol Baskin, profesor nauk o roślinach i glebie na Uniwersytecie Kentucky, która wykorzystała wyniki eksperymentu w swojej pracy.
"Myślę, że profesor Beal ma tu najlepszy eksperyment," powiedziała dr Baskin. "Szkoda, że nie zakopał więcej butelek".
Uzbrojeni w łopaty, rękawice i latarki czołowe, zespół podążał za mapą na miejsce wykopalisk. Atmosfera była "bardzo piracka" - powiedział dr Weber. Dr Telewski zabrał się do kopania czystego, prostokątnego dołka.
Ale gdy kopali coraz głębiej i szerzej, nie znaleźli żadnych butelek. "Ptaki zaczęły ćwierkać" - powiedział dr Weber, a słońce groziło, że zdmuchnie ich przykrywkę. "Morale było niskie."
Kiedy dr Beal po raz pierwszy zakopał butelki z nasionami, planował, że jedna będzie wykopywana co 5 lat, a eksperyment będzie trwał sto lat. Ale z czasem osoby odpowiedzialne za eksperyment wydłużyły okres między wykopami do 10 lat, potem do 20. Dwa z nich zostały nieco opóźnione: 1919 przesunięto na wiosnę 1920 roku - co, jak podejrzewa dr Telewski, mogło mieć związek z grypą z 1918 roku; a 2020 przesunięto na ten rok, ze względu na wyłączenia kampusu związane z Covid-19.
Aby uniknąć utraty wątku przez te dekady, na Michigan State rozwinęło się coś w rodzaju ministerstwa posiadaczy nasion, gdzie każde pokolenie botaników przekazuje pochodnię młodszym kolegom.
Dr Telewski - profesor biologii roślin na uniwersytecie i siódma osoba odpowiedzialna za eksperyment - wykopał swoją pierwszą butelkę z nasionami w 2000 roku wraz ze swoim poprzednikiem, Janem Zeevaartem, który zmarł w 2009 roku. Kilka lat temu, zastanawiając się nad własną śmiertelnością, dał kopię mapy Davidowi Lowry'emu, profesorowi nadzwyczajnemu biologii roślin, który wyraził zainteresowanie przyłączeniem się do eksperymentu.
Zaledwie kilka miesięcy później dr Telewski doznał udaru mózgu. Chociaż od tego czasu powrócił do zdrowia, "to tylko pokazało mi, jak delikatne jest przekazywanie takich rzeczy przy jednoczesnym zachowaniu ich w tajemnicy" - powiedział dr Lowry. Wkrótce potem dr Telewski zaprosił dr Webera, który jest adiunktem na uniwersytecie, oraz dr Brudviga, aby również się zaangażowali.
Z biegiem lat, czysto praktyczne decyzje dr Beala nabrały cech mistycyzmu. Dr Beal wydobywał każdą nową butelkę pod osłoną ciemności nie po to, by dramatyzować, ale po prostu po to, by chronić inne butelkowane nasiona przed światłem słonecznym, które mogłoby spowodować ich kiełkowanie przed czasem, jak powiedział dr Telewski. (Z tego samego powodu zespół używa zielonych żarówek w swoich lampach czołowych).
Papierowa mapa została narysowana po tym, jak punkty orientacyjne, które pierwotnie wskazywały położenie butelek, zostały przeniesione. A ukrywanie się jest od niedawna konieczne, ponieważ im starszy jest eksperyment, tym większe zainteresowanie wzbudza, powiedział.
Te "zamaskowane, tajne" elementy są teraz częścią uroku eksperymentu, powiedział dr Weber. Ale to koleżeństwo i pragnienie, aby zobaczyć eksperyment do końca, utrzymuje wszystko w ruchu. W noc poprzedzającą wykopaliska dr Telewski wysłał do grupy maila motywacyjnego. Zawierał on jego własną pięciowersową reimaginację utworu Simona & Garfunkela "The Sound of Silence". Przykładowy tekst: "Hello bottles my old friends / I've come to dig you up again".
Słysząc o eksperymencie, zanim przybył do Michigan State, "mogłem sobie wyobrazić druidów wychodzących w nocy i wykopujących tę rzecz" - powiedział dr Lowry. "Teraz, kiedy wiem, kto jest w to zaangażowany, to jest jak - 'Hej, to tylko Frank'".
Nieco po szóstej rano, gdy światło dzienne zaczęło się zbliżać, dr Lowry zdał sobie sprawę, że źle odczytał mapę. Ponowna kalibracja sprawiła, że kopali około dwóch stóp na zachód.
Po kilku fałszywych alarmach - korzenie drzew, kamień - dr Weber, kopiąca teraz rękami, natrafiła na coś gładkiego. Powoli wyciągnęła butelkę z ziemi, podczas gdy jej koledzy wiwatowali. "Czułam się jakbym urodziła dziecko, albo znalazła naprawdę ważny skarb" - powiedziała. "Było ogromne poczucie ulgi".
W tym roku, po raz pierwszy, wykopane nasiona nie trafiły prosto do komory wzrostu. Zamiast tego, inny członek zespołu, Margaret Fleming, badaczka podoktorska, przeniosła je do zimnego pomieszczenia, gdzie usunęła niektóre nasiona Setaria glauca - gatunku prosa, który nie wykiełkował w eksperymencie od 1914 roku - do analizy genetycznej.
Zasadzenie nasion to jak zadanie im pytania "tak" lub "nie": Nasiono albo kiełkuje, albo nie. Ale często nasiona, które nie rosną, nie są całkowicie martwe. Badanie jego DNA i RNA pozwala naukowcom zbadać je znacznie dokładniej - mogą dowiedzieć się, czy jego maszyneria uległa degradacji czy przetrwała, jak bardzo uszkodzony jest materiał genetyczny i jakie procesy mogą być nadal możliwe, nawet jeśli kiełkowanie nie jest możliwe, powiedział dr Fleming.
Wprowadzenie nowego pokolenia strażników jest okazją do ponownego przemyślenia możliwości eksperymentu. Kiedy zakopywano te nasiona, "nie wiedzieliśmy nawet, czym jest DNA" - powiedział dr Telewski. Teraz, po wielu pokoleniach, "możemy zająć się bardzo podstawowymi pytaniami, które pomogą nam zrozumieć, czym jest okres spoczynku i żywotność nasion".
Stawka tych pytań również się zmienia. W ostatnich dekadach wzrosła liczba projektów związanych z przechowywaniem nasion, włączając w to działania na rzecz suwerenności żywnościowej ludności tubylczej oraz skarbce nasion roślin uprawnych chroniące przed katastrofą. Lepsze zrozumienie tego, co pozwala określonym nasionom zachować funkcjonalność w stanie uśpienia, a także co powoduje ich kiełkowanie, może pomóc w tych pracach.
Po wysianiu i podlaniu reszty nasion, zespół będzie obserwował, oczekując, że 142-letnie nasiona Verbascum wypuszczą delikatne zielone pędy.
Wtedy spróbują kilku sztuczek opartych na odkryciach z dziedziny ekologii roślin. Na początek poddadzą całą glebę działaniu zimna, aby zasymulować drugą zimę - to posunięcie, które w partii z 2000 roku przyniosło jedną sadzonkę gatunku malwy, Malva pusilla.
Spróbują też czegoś nowego: wystawienia nasion na działanie dymu. Może to wywołać kiełkowanie u niektórych roślin, które są znane z tego, że rozwijają się po pożarach, takich jak Erechtites hieraciifolius, czyli chwast ognisty, który ani razu nie wykiełkował podczas eksperymentu.
Zespół z niecierpliwością czeka na wyniki testów wzrostu, które powinny pojawić się w ciągu najbliższych kilku tygodni.
Ale czekają również na "19 lat od teraz," Dr Brudvig powiedział, "kiedy będziemy szukać młodych kolegów w dziale i powiedzieć 'Psst, hej - mogę pokazać ci mapę?"
___________________
Dołącz do grupy Nauka - to społeczność dla wszystkich zainteresowanych nauką, jej zdobyczami, rozwojem, sukcesami i porażkami; dla głodnych wiedzy i sprawdzonych informacji!
https://www.hejto.pl/spolecznosc/nauka
Obserwuj też wartościowe tagi #qualitycontent #nauka oraz @arcy
Podejrzewsz znajomego, że jest Jaszczuroludziem? Masz wrażenie, że Twoj sąsiad to kosmita? Twój mąż przypełzł o czwartej rano spod ziemii?
Teraz bedzie można sprawdzić ich człowieczeństwo!
Zespół gdańskich naukowców opracował test, który pozwala na szybkie wykrycie unikalnego dla ludzi genu DEFB1.
Interdyscyplinarny zespół naukowców z Politechniki Gdańskiej, Uniwersytetu Gdańskiego oraz Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego, czyli uczelni tworzących Związek Uczelni Fahrenheita, zaprojektował procedurę testową, która pozwala na szybkie wykrycie genu DEFB1 w próbce śliny.
Nowatorskie podejście do wykrywania ludzkiego DNA zaproponowane przez naukowców z Gdańska może okazać się przydatne w diagnostyce medycznej lub kryminalistyce przy analizie próbek DNA niewiadomego pochodzenia (obecnie korzysta się z testów na przeciwciała z płynów ustrojowych człowieka lub wykonuje testy PCR wykrywające ludzkie DNA).
Dołącz do grupy Nauka - to społeczność dla wszystkich zainteresowanych nauką, jej zdobyczami, rozwojem, sukcesami i porażkami; dla głodnych wiedzy i sprawdzonych informacji!
https://www.hejto.pl/spolecznosc/nauka
Obserwuj też wartościowe tagi #qualitycontent #nauka oraz @arcy
Najcięższe jądra powstają w wyniku zderzenia i połączenia się jąder lżejszych pierwiastków.
W laboratoriach zazwyczaj jedno z tych jąder jest wyraźnie lżejsze i stanowi pocisk, uderzający w cięższe jadro pełniące rolę tarczy. Pociski są rozpędzane w specjalnych akceleratorach. Zarówno jądra tarczy jak i pociski posiadają swój ładunek elektryczny. Aby pokonać barierę odpychania elektrostatycznego pomiędzy jądrami tarczy i pocisku, jądra pocisków muszą być rozpędzone do odpowiednio dużej energii. Po zderzeniu powstaje złożony układ wzbudzony, w którym konkurują ze sobą odpychające oddziaływania elektromagnetyczne i oddziaływania silne, zdolne przeciwstawić się tym pierwszym. Wzbudzenie układu, to - w dużym uproszczeniu - nadmiar energii.
Do tej pory, gdy planowano sposoby dokonania syntezy wybranych jąder, uważano, że należy dążyć do tego, by po zderzeniu tej nadmiarowej energii było jak najmniej i by układ mógł się jej pozbyć emitując jedynie pojedyncze neutrony lub cząstki alfa.
Opublikowane dziś wyniki zespołu badaczy z udziałem polskich naukowców pokazują, że prawdopodobieństwo syntezy nowego jądra nie maleje tak gwałtownie ze wzrostem energii wzbudzenia jak dotąd zakładano. Wykonane obliczenia przekonują, że scenariusze, w których nowe jądro miałoby powstać po emisji 6, 7, a nawet większej liczny neutronów, powinny być brane pod uwagę przez eksperymentatorów.
Dołącz do grupy Nauka - to społeczność dla wszystkich zainteresowanych nauką, jej zdobyczami, rozwojem, sukcesami i porażkami; dla głodnych wiedzy i sprawdzonych informacji!
https://www.hejto.pl/spolecznosc/nauka
Obserwuj też wartościowe tagi #qualitycontent #nauka oraz @arcy
"Opublikowano najdokładniejszą w historii mapę Wszechświata w zakresie niskich częstotliwości radiowych. Powstała dzięki przeglądowi nieba prowadzonemu przez radioteleskop LOFAR, którego trzy stacje znajdują się na terenie Polski. Udział w badaniach wzięli polscy astronomowie z kilku ośrodków.
(...)
Opisywane mapy powstały dzięki połączeniu sygnałów od 70 tysięcy anten wchodzących radioteleskopu LOFAR, które dostarczyły łącznie ponad 4 petabajty surowych danych, co odpowiada pojemności około miliona płyt DVD. Obserwowany na niebie, który obserwowano był około 300 razy większy niż Księżyc w pełni.
(...)
International Low Frequency Array, w skrócie LOFAR, jest europejską siecią anten radiowych, której centrum znajduje się w Exloo w Holandii. Instrument został zaprojektowany, zbudowany i jest aktualnie obsługiwany przez ASTRON, Holenderski Instytut Radioastronomii. Krajami partnerskimi w projekcie są Francja, Irlandia, Łotwa, Holandia, Niemcy, Polska, Szwecja, Wielka Brytania i Włochy. Polskim udziałem kieruje grupa POLFARO, w skład której wchodzą Uniwersytet Warmińsko-Mazurski w Olsztynie, Uniwersytet Jagielloński w Krakowie, Centrum Badań Kosmicznych PAN w Warszawie oraz Poznańskie Centrum Superkomputerowo-Sieciowe w Poznaniu. Utrzymanie polskich stacji LOFAR finansowane jest przez Ministerstwo Edukacji i Nauki."
Zapraszamy do grupy Nauka - to społeczność dla wszystkich zainteresowanych nauką, jej zdobyczami, rozwojem, sukcesami i porażkami; dla głodnych wiedzy i sprawdzonych informacji!
UOKiK przetestował proszki do prania. Marka własna Rossmanna wypadła lepiej niż Ariel, Persil i Vizir
Proszki do prania białych tkanin to kolejna kategoria produktów przetestowana przez Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Poprzednio w testach brano pod lupę m.in. pieluszki dla dzieci. Specjaliści z Laboratorium Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów sprawdzili skuteczność usuwania plam oraz wpływ proszku na wytrzymałość i kurczenie się tkaniny po praniu.
Zweryfikowali również, czy masa proszku jest zgodna z deklaracją na opakowaniu. Obliczyli, ile wynosi koszt proszku na jedno pranie, a także ocenili stosunek jakości produktów do ich ceny. - Prawo do rzetelnej informacji jest jednym z podstawowych praw konsumenckich. Chcemy ułatwić konsumentowi wybór, dostarczyć informacje o jakości produktów i wspierać świadome decyzje zakupowe. Kontynuujemy testowanie różnych produktów codziennego użytku i prezentujemy wyniki badania jakości 10 proszków do prania białych tkanin - mówi prezes UOKiK Tomasz Chróstny.
UOKIK sprawdzi sieci sklepów. Chodzi o opłaty marketingowe i rabaty Proszek Domol od Rossmanna z najwyższą oceną Do badań wytypowano 10 proszków do prania białych tkanin na podstawie rozeznania rynku, które przeprowadziła Inspekcja Handlowa. Proszki kupowano w sklepach sieciowych, lokalnych i dyskontach. Badania wykonali pracownicy akredytowanego laboratorium UOKiK w Łodzi. Trwały one od grudnia 2020 roku do lutego 2021 roku.
Proszki przeszły w sumie 197 testów, podczas których uzyskano 5 392 wyników cząstkowych. Aby sprawdzić, jak proszki usuwają plamy, pracownicy laboratorium UOKiK wykorzystali gotową dzianinę bawełnianą z zestawem 15 rodzajów standaryzowanych zabrudzeń takich jak herbata, podkład w płynie (make-up), lody czekoladowe czy sos spaghetti. Badania zdolności usuwania plam, wytrzymałości tkanin i ewentualnej zmiany jej rozmiaru (kurczenia się) po praniu i suszeniu były przeprowadzone w takich samych monitorowanych warunkach. Proszki były dozowane zgodnie ze wskazówkami na etykiecie. Dla każdego cyklu prania proces przebiegał w taki sam sposób.