Zdjęcie w tle

Społeczność

Poezja/Cytaty/Proza

13

Miejsce do dzielenia się z innymi twórczością literacką (swoją lub innych artystów). Tutaj można wrzucać wiersze, lirykę oraz różne cytaty.

Z twoich ramion widzę niebo drążące rozkoszą…


Spadła gwiazda. I druga, i trzecia. Prawdziwa to epidemia!


Widać dzisiaj niebem jest ziemia,


dlatego się gwiazdy przenoszą…


Pawlikowska-Jasnorzewska


#poezja

Zaloguj się aby komentować

A może by,


Na spacer iść przez świat.


A może by,


Za rękę z brzozą.


A może by,


Zaprosić wiatr,


Na ciszę z makiem,


Albo wieczór z prozą.


A może by,


Przestawić drogowskazy,


I puścić z prądem rzek


Bezbrzeżne smutki


A może by,


Na głuchej stacji marzeń,


Dać dróżnikowi,


Setkę niezłej wódki


#poezja

Zaloguj się aby komentować

Orzeł bielik usiadł na drzewie w moim sadzie.


Usiadł na mirabeli, choć drapieżny jest w zasadzie.


Bym go ustrzelił, lecz leśniczy mi powiedział jasno:


Jak mu spadnie z d⁎⁎y pióro, to zapłacisz głową własną.


Więc z bezpiecznej odległości obserwuję ścierwojada.


Lecz brak mi cierpliwości i kieruje krok swój do sąsiada.


I jemu gadam, na niego swój przelewam gniew.


Sam niedojadam, a te bydle kradnie mi mą kasę z drzew.


Lecz przyjdzie taki dzień, i prędzej niż później to nastąpi.


Mirabelki sam podpalę pień, a wtedy bielik zwątpi.


Odleci w siną dal, szukać sobie nowych sadów.


Nawet mi żal nie będzie gdy poleci do sąsiadów.


#poezja #tworczoscwlasna #wykop

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Tekst Hemara


Wezwali spadochroniarza


Chłop, jak z obrazu Kossaka


„Cześć – powiedzieli – spocznij!


Słuchajcie.


Rzecz jest taka


Wylecicie dziś w nocy,


Maszyną przygotowaną.


Wyskoczycie z maszyny


Dokładnie o szóstej rano.


W obrębie dziesięciu kroków


Od miejsca wylądowania


Znajdziecie rower.


Na nim


Dokonacie zadania.


Zadanie – jest w tej kopercie.


Otworzyć – tuż przed skokiem”.


„Rozkaz” – rzekł spadochroniarz


Z zadowoleniem głębokiem.


Wyleciał o północy.


Gdy dochodziła szósta


Otworzył kopertę z instrukcją.


Koperta była pusta.


(Ktoś widocznie instrukcji


W roztargnieniu nie włożył).


Skoczył.


Pociągnął za sznurek.


Spadochron się nie otworzył.


Szarpnął raz, drugi – na nic.


Wtedy, w rosnącym pędzie,


Pomyślał z żalem:


„Psiakrew, Roweru też pewno nie będzie”.




Taki słyszałem kawał.


Gdym sens kawału przeorał,


Objawił mi się w kawale


Melancholijny morał:


Mówią mi: „Wylecicie Po ciemku!”


„Rozkaz, wylecę!”


„Skoczycie!”


„Rozkaz, skoczę


Niech mnie Bóg ma w swej opiece!”


Tam – mówią – będzie na miejscu, odrodzenie moralne,


Wspólnota ideałów, bezpieczeństwo totalne.


Globalne planowanie.


Zupełna demokracja.


Age of plenty.


Idea


Plus elektryfikacja


Motoryzacja.


Praca


Dla wszystkich.


And moreover: Wspaniały start dla każdego,


Dla każdego – ten rower.


Wylecę o każdej porze.


Gdzie każą – wyskoczę wszędzie.


Lecz boję się, że roweru


Że tego roweru nie będzie.


– Marian Hemar


#gownowpis

Zaloguj się aby komentować

Wiersz stanowiący wstęp do książki o tym samym tytule autorstwa Oriah Mountain Dreamer.


Przełożyła Kasia Emilia Bogdan


ZAPROSZENIE


NIE INTERESUJE MNIE, JAK ZARABIASZ NA ŻYCIE


Chcę wiedzieć, za czym tęsknisz i czy masz odwagę marzyć o spełnieniu pragnień swojego serca.


Nie interesuje mnie, ile masz lat.


Chcę wiedzieć, czy pozwolisz, by świat uznał cię za głupca z powodu twojej miłości, marzeń i przygody, jaką jest samo twoje życie.


Nie interesuje mnie, jakie planety masz w kwadraturze do Księżyca.


Chcę wiedzieć, czy dotknąłeś głębi swojego bólu; czy życiowe zdrady otworzyły twoje serce, czy też skurczyłeś się i zatrzasnąłeś z lęku przed dalszym cierpieniem.


Chcę wiedzieć, czy potrafisz obcować z bólem, moim lub swoim, nie próbując go ukryć, pomniejszyć czy złagodzić.


Chcę wiedzieć, czy potrafisz oddać się radości, mojej lub swojej, tańczyć dziko, przepełniony ekstazą aż po koniuszki palców, nie mówiąc, jak ważna jest ostrożność i realizm, i świadomość ograniczeń, przed jakimi stoi człowiek.


Nie interesuje mnie, czy historia, którą mi opowiadasz, jest prawdziwa.


Chcę wiedzieć, czy jesteś w stanie kogoś rozczarować, by pozostać wierną swojej prawdzie; czy potrafisz znieść oskarżenie o zdradę, nie zdradzając własnej duszy; czy potrafisz być niewierny, a przez to godny zaufania.


Chcę wiedzieć, czy każdego dnia potrafisz dostrzec piękno, nawet gdy nie jest ono ładne, i na nim oprzeć swoje życie.


Chcę wiedzieć, czy umiesz znieść porażkę, moją oraz swoją, i nadal stanąć nad brzegiem jeziora, w srebrnej poświacie Księżyca w pełni, i krzyknąć „Tak!”.


Nie interesuje mnie, gdzie mieszkasz ani ile masz pieniędzy.


Chcę wiedzieć, czy potrafisz wstać po nocy pełnej grozy i rozpaczy, poturbowany i zmęczony aż do szpiku kości, i nadal zrobić wszystko, co należy, by nakarmić swoje dzieci.


Nie interesuje mnie, kogo znasz ani jak się tu znalazłeś.


Chcę wiedzieć, czy staniesz ze mną w ogniu i się nie wycofasz.


Nie interesuje mnie, co, gdzie ani z kim studiowałeś.


Chcę wiedzieć, co jest twoim wewnętrznym źródłem siły, gdy wszystko inne zawodzi.


Chcę wiedzieć, czy potrafisz być sama ze sobą i czy w chwilach pustki naprawdę lubisz własne towarzystwo.

Zaloguj się aby komentować

"- W swoim życiu przeczytałem dwie książki...


- Co to było? 'Poczytaj mi mamo'?


- Jedna z nich to 'Ojciec Chrzestny', gdybyś ją przeczytał to wiedziałbyś, że pieniądze to nie wszystko, że nie zdradza się przyjaciół i nie dmucha ich żon, ale niestety ty zapchałeś sobie głowę jakimiś pierdołami o żabach i teraz na siłę próbujesz zainteresować tym innych."


#cytaty #cytatyfilmowe

Zaloguj się aby komentować

#codziennywiersz


Wiatr i róża


W ogrodzie rosła róża.


Zakochał się w niej wiatr.


Byli zupełnie różni,


on – lekki i jasny,


ona – nieruchoma i ciężka jak krew.


Przyszedł człowiek w drewnianych sabotach


i gołymi rękami zerwał różę.


Wiatr skoczył za nim,


ale tamten zatrzasnął przed nim drzwi.


– Obym skamieniał – zapłakał nieszczęśliwy.


– Mogłem obejść cały świat,


mogłem nie wracać wiele lat,


ale wiedziałem, ze na zawsze czeka.


Wiatr rozumiał,


że aby naprawdę cierpieć,


trzeba być wiernym.


#wiersz #herbert

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

#codziennywiersz #wiersz #szymborska


Nic dwa razy


Nic dwa razy się nie zda­rza


i nie zda­rzy. Z tej przy­czy­ny


zro­dzi­li­śmy się bez wpra­wy


i po­mrze­my bez ru­ty­ny.


Choć­by­śmy ucznia­mi byli


naj­tęp­szy­mi w szko­le świa­ta,


nie bę­dzie­my re­pe­to­wać


żad­nej zimy ani lata.


Żaden dzień się nie po­wtó­rzy,


nie ma dwóch po­dob­nych nocy,


dwóch tych sa­mych po­ca­łun­ków,


dwóch jed­na­kich spoj­rzeń w oczy.


Wczo­raj, kie­dy two­je imię


ktoś wy­mó­wił przy mnie gło­śno,


tak mi było, jak­by róża


przez otwar­te wpa­dła okno.


Dziś, kie­dy je­ste­śmy ra­zem,


od­wró­ci­łam twarz ku ścia­nie.


Róża? Jak wy­glą­da róża?


Czy to kwiat? A może ka­mień?


Cze­mu ty się, zła go­dzi­no,


z nie­po­trzeb­nym mie­szasz lę­kiem?


Je­steś - a więc mu­sisz mi­nąć.


Mi­niesz - a więc to jest pięk­ne.


Uśmiech­nię­ci, współ­o­bję­ci


spró­bu­je­my szu­kać zgo­dy,


choć róż­ni­my się od sie­bie


jak dwie kro­ple czy­stej wody.

@Negative takie heheszki robiłem, nie przejmuj się.


Ładnie piszesz, przeczytałem cały Twój komentarz w parę sekund.


Ja swego czasu uczyłem się pisać, szybko pisać, refleksu na mirkowaniu - komentowaniem wszstkiego, ale z jakimiś zasadami (wiadomo, różne).

@Negative ja nie daje rady słuchać w wersji sanah - ale! Pomysł przemycania wierszy podoba mi się. Tylko żeby głośno było, że to jakaś wariacja czyjegoś tekstu.

Zaloguj się aby komentować

#codziennywiersz


Muzeum


Są talerze, ale nie ma apetytu.


Są obrączki, ale nie m wzajemności


od co najmniej trzystu lat.


Jest wachlarz - gdzie rumieńce?


Są miecze - gdzie gniew?


I lutnia ani brzęknie o szarej godzinie.


Z braku wieczności zgromadzono


dziesięć tysięcy starych rzeczy.


Omszały woźny drzemie słodko


zwiesiwszy wąsy nad gablotką.


Metale, glina, piórko ptasie


cichutko tryumfują w czasie.


Chichocze tylko szpilka po śmieszce z Egiptu.


Korona przeczekała głowę.


Przegrała dłoń do rękawicy.


Zwyciężył prawy but nad nogą.


Co do mnie, żyję, proszę wierzyć.


Mój wyścig z suknią nadal trwa.


A jaki ona upór ma!


A jak by ona chciała przeżyć!


#szymborska #wiersz

Zaloguj się aby komentować

#codziennywiersz - Codziennie czytam wiersze, a pod tym tagiem będę zamieszczał jeden, ten, który najbardziej mi się spodobał konkretnego dnia. Służy mi to do kontroli siebie, ale może komuś się również spodoba :)!


Mój ostatni sonet


Bądź zdro­wa! - tak po­nu­ry By­ron że­gnał żonę,


Tak i nie­je­den luby lubą swą nie­sta­łą,


Lecz mych po­że­gnań chwi­la bę­dzie onie­mia­łą,


Cho­ciaż za­wsze wy­mow­ne oczy wspło­mie­nio­ne.


Te­raz więc, póki jesz­cze Nie­bo jest ła­skaw­sze,


Póki ja­sność Twych spoj­rzeń jesz­cze dla mnie świe­ci,


A za­sło­na przy­szło­ści czar­nych chmur nie wznie­ci,


Żegnam Cie­bie, o luba, że­gnam Cię na za­wsze.


Na za­wsze?... - może z ża­lem Twe usta po­wtó­rzą,


Może na­wet Twe oko w roz­sta­nia go­dzi­nie


Uro­ni łez­kę, kie­dy wspo­mnie­nia się wzbu­rzą.


Lecz żal ten, jak ślad ło­dzi pły­ną­cej, prze­mi­nie


I łza osch­nie, gdy losy ra­dość Ci wy­wró­żą,


I w pierz­chli­wej pa­mię­ci pa­mięć o mnie zgi­nie


#wiersz #norwid

Zaloguj się aby komentować

bardzo mnie dziwi, ze przy ostatniej fali antypoborowej na wykopie nie zrobiła jeszcze kariery ta piosenka i wiersz:


https://www.youtube.com/watch?v=7wChlvZbXjY


>Gdy znów do murów klajstrem świeżym


Przylepiać zaczną obwieszczenia,


Gdy „do ludności”, „do żołnierzy”


Na alarm czarny druk uderzy


I byle drab, i byle szczeniak


W odwieczne kłamstwo ich uwierzy,


Że trzeba iść i z armat walić,


Mordować, grabić, truć i palić;


Gdy zaczną na tysięczną modłę


Ojczyznę szarpać deklinacją


I łudzić kolorowym godłem,


I judzić „historyczną racją”,


O piędzi, chwale i rubieży,


O ojcach, dziadach i sztandarach,


O bohaterach i ofiarach;


Gdy wyjdzie biskup, pastor, rabin


Pobłogosławić twój karabin,


Bo mu sam Pan Bóg szepnął z nieba,


Że za ojczyznę – bić się trzeba;


Kiedy rozścierwi się, rozchami


Wrzask liter pierwszych stron dzienników,


A stado dzikich bab – kwiatami


Obrzucać zacznie „żołnierzyków”.


– O, przyjacielu nieuczony,


Mój bliźni z tej czy innej ziemi!


Wiedz, że na trwogę biją w dzwony


Króle z panami brzuchatemi;


Wiedz, że to bujda, granda zwykła,


Gdy ci wołają: „Broń na ramię!”,


Że im gdzieś nafta z ziemi sikła


I obrodziła dolarami;


Że coś im w bankach nie sztymuje,


Że gdzieś zwęszyli kasy pełne


Lub upatrzyły tłuste szuje


Cło jakieś grubsze na bawełnę.


Rżnij karabinem w bruk ulicy!


Twoja jest krew, a ich jest nafta!


I od stolicy do stolicy


Zawołaj broniąc swej krwawicy:


„Bujać – to my, panowie szlachta!”


#wojna #tuwim #wiersz #muzyka

Zaloguj się aby komentować

Padlina


Charles Baudelaire


Przypomnij sobie, cośmy widzieli, jedyna,


W ten letni tak piękny poranek:


U zakrętu leżała plugawa padlina


Na ścieżce żwirem zasianej.


Z nogami zadartymi lubieżnej kobiety,


Parując i siejąc trucizny,


Niedbała i cyniczna otwarła sekrety


Brzucha pełnego zgnilizny.


Słońce prażąc to ścierwo jarzyło się w górze,


Jakby rozłożyć pragnęło


I oddać wielokrotnie potężnej Naturze


Złączone z nią niegdyś dzieło.


Błękit oglądał szkielet przepysznej budowy,


Co w kwiat rozkwitał jaskrawy,


Smród zgnilizny tak mocno uderzał do głowy,


Żeś omal nie padła na trawy.


Brzęczała na tym zgniłym brzuchu much orkiestra


I z wnętrza larw czarne zastępy


Wypełzały ściekając z wolna jak ciecz gęsta


Na te rojące się strzępy.


Wszystko się zapadało, jarzyło, wzbijało,


Jak fala się wznosiło,


Rzekłbyś, wzdęte niepewnym odetchnieniem ciało


Samo się w sobie mnożyło.


Czerwie biegły za obcym im brzmieniem muzycznym


Jak wiatr i woda bieżąca


Lub ziarno, które wiejacz swym ruchem rytmicznym


W opałce obraca i wstrząsa.


Forma świata stawała się nierzeczywista


Jak szkic, co przestał nęcić


Na płótnie zapomnianym i który artysta


Kończy już tylko z pamięci.


A za skałami niespokojnie i z ostrożna


Pies śledził nas z błyskiem w oku


Czatując na tę chwilę, kiedy będzie można


Wyszarpać ochłap z zewłoku.


A jednak upodobnisz się do tego błota,


Co tchem zaraźliwym zieje,


Gwiazdo mych oczu, słońce mojego żywota,


Pasjo moja i mój aniele!


Tak! Taka będziesz kiedyś, o wdzięków królowo,


Po sakramentch ostatnich,


Gdy zejdziesz pod ziół żyznych urodę kwietniową,


By gnić wśród kości bratnich.


Wtedy czerwiowi, który cię będzie beztrosko


Toczył w mogilnej ciemności,


Powiedz, żem ja zachował formę i treść boską


Mojej zetlałej miłości.


#wiersz #poezja #literatura

Zaloguj się aby komentować

Broniewski na dziś


Zagłębie Dąbrowskie


Władysław Broniewski


Szybie milczący i ciemno,


ożyjesz i będziesz gadał.


Po gniew - jak węgiel - kamienny,


windo złej pieśni


                     - na dół!


Po gniew, moja pieśni, najgłębiej


w serce ziemi się wwierć!


Węgiel dobywa Zagłębie!,


Zagłębia dobywa śmierć.


W dół i w górę otchłanie mroku,


czarna troska, czarna robota,


a na ziemi - szeroko, szeroko -


widma domostw i gruda błota.


Zagłębie dobywa węgiel,


tu nie ma innego prawa.


Nocą nad widnokręgiem


łuna błotnisto-krwawa,


w tej łunie - skrzypią wyciągi,


kraczą krany żelazne,


wywożą, wywożą pociągi


głaz rozbity na miazgę.


Trzeba wapnem skropić wagony.


Wapnem - czy ludzką krwią?!


Parowozów dech przyśpieszony,


z remiz tabunem rwą.


Zagłębie goni za zyskiem,


Zagłębie goni za chlebem,


smugi czerwonych iskier


wieją pod czarnym niebem.


Zagłębie dobywa węgiel,


śle go na zachód i wschód


i zamienia czarną potęgę


na mór, na nędzę, na głód.


Powiedz, ziemio surowa,


komu ty jesteś ojczyzną?


Groźnie milczy Dąbrowa


w noc głodu, kryzysu, faszyzmu.


Milczy błotnista ulica,


wiedzą górnicy, kto wróg.


Na rogu stoi policjant,


nad policjantem - bóg.


Kryzys w ciężkim przemyśle,


płace górników głodowe,


ich twarze - nieprawomyślne,


ich domy - antypaństwowe!


Węgiel dobywa Zagłębie,


Zagłębie dobywa śmierć.


Po gniew, moja pieśni, najgłębiej


w serce ziemi się wwierć,


by te słowa zabrał niejeden,


jak lonty dynamitowe,


na Hutę Bankową, na Reden...


- Zapalać! Gotowe? - Gotowe!

Zaloguj się aby komentować

Ruski czołg


Jedzie sobie traktor polem,


Patrzy przed się, a tu z krzaka,


Jakaś lufa sobie macha.


Myśli traktor - być nie może


Taka lufa na traktorze.


Pewno to jest ruski czołg!


Więc się zakradł wnet do krzaka,


Patrzy, zerka - niezła draka!


Bo tam leży ro⁎⁎⁎⁎⁎iony, 


Ruski gruz gąsienicowy.


(Taki tam, autorski jeszcze z początków wojny)

e5bc6af8-1b5f-46ea-808f-540f51505f61

Zaloguj się aby komentować

Od lat interesuje się poezją, pisze czasem własne fraszki czy kompozycje. Najnowsze dzieło które powstało pod wpływem krytyki Kataru jako organizatora Mistrzostw Świata:


polaczku proszę


nie bądź taki


zacietrzewiony.


otwórz się na inne kultury


zobacz piękno różnorodności.


nie daj się ponieść


emocjom negatywnym


polaczku.


proszę.

Pierwszy krok wykonany. Brawo. Jak we wszystkim a w poezji zdecydowanie trzeba włożyć serce i uczucie. Jak kiedyś znów zamieścisz coś swojego chętnie przeczytam.

Zaloguj się aby komentować

Stanisław i Wincenty Korab-Brzozowscy, Ojcu swemu synowie (z tomu Stanisława Nim serce ucichło), 1910


Nowych światów odkrywcy, niespokojni gońce,


Ścigający swym wzrokiem Hesperyd ogrody,


Zwińcie żagle już wzdęte! Na niepewne wody,


O żeglarze! wstrzymajcie korabie płynące.


Błogosławić tu przyszedł waszej drogi końce


Boski Starzec — Ulisses i Syndbad. — Zachody,


Wschody, północ, południe, lądy i narody


Wszystkie widział, i poznał, na co patrzy słońce.


Chodźcie; w sercu swem zamknął, jak w cedrowej skrzyni,


Drogie skarby mądrości (żywe i śmiertelne) —


Z lichym mówił robakiem i z Bogiem w pustyni.


Chodźcie zaczerpnąć słodycz z prac Jego stulecia,


Albowiem Jego myśli, złote roje pszczelne,


Zebrały dla was miody z wonnych ziół i kwiecia.


Ilustracja: William J.M. Turner, The Fighting Temeraire tugged to her last berth to be broken up (pol. Ostatnia droga Temeraire'a), 1839

c2687b66-cea1-46a9-b7e3-1c1d69c38ef7

Zaloguj się aby komentować

Антон Павлович Чехов (Anton Pawłowicz Czechow), Смерть чиновника (pol. Śmierć urzędnika), tłum. A.W., 1883/1926


Pewnego pięknego wieczora, niemniej piękny intendent Iwan Dmitriewicz Czerwiakow siedział w drugim rzędzie krzeseł i patrzył przez lornetkę na scenę, gdzie grano „Dzwony Kornewilskie“. Patrzył i czuł się u szczytu błogości. Lecz nagle… — w opowiadaniach często spotyka się to „nagle“ — autorowie mają słuszność: życie tak pełne jest niespodzianek! Nagle więc… zmarszczył twarz, przewrócił oczyma, wstrzymał oddech… apczchi!! Kichnął, jak widzicie. Nikomu i nigdzie nie wzbrania się kichać. Kichają chłopi i policmajstry, a czasami nawet i tajni radcy. Wszyscy kichają. Czerwiakow wcale się nie zmieszał, wytarł nos chustką i jako człowiek grzeczny, obejrzał się naokoło, czy nie przeszkodził komu swojem kichnięciem. I teraz dopiero odczuł pewne zmieszanie. Zobaczył mianowicie, że staruszek, który siedział przed nim w pierwszym rzędzie krzeseł, wycierał sobie starannie rękawiczką łysinę i szyję, mrucząc coś pod nosem. W staruszku poznał Czerwiakow cywilnego generała z wydziału komunikacji, Bryzżałowa.


…Ucharkałem go… — pomyślał Czerwiakow. — Nie jest to wprawdzie mój szef, mimo to, jednak jakoś mi niemiło. Trzeba go przeprosić.


— Przepraszam, ocharkałem pana... ale to nieumyślnie.


— To nic.


— Wybacz pan, na Boga! Ja przecież... ja nie chciałem...


— Ależ siedź pan, z łaski swojej. Nie przeszkadzaj pan słuchać!


Czerwiakow zmieszał się, uśmiechnął się głupio i zaczął patrzeć na scenę... Patrzył, ale stan błogości minął. Dręczył go niepokój. Podczas antraktu zbliżył się do Bryzżałowa, pokręcił się koło niego i przezwyciężywszy lęk, mruknął:


— Ja pana ocharkałem... Wybacz pan... nie dlatego, żeby...


— Ależ niechże pan da spokój... Ja już zapomniałem, a pan wciąż to samo! — powiedział generał i niecierpliwie poruszył wargami.


...Zapomniał... z oczu jakoś mu źle patrzy... — pomyślał Czerwiakow, podejrzliwie przyglądając się generałowi. — Nawet rozmawiać nie chce. Trzeba mu wytłumaczyć, że wcale nie chciałem... że to prawo natury, bo gotów pomyśleć, że chciałem na niego plunąć. Jeżeli teraz nie pomyśli, to potem!...


Powróciwszy do domu, Czerwiakow opowiedział żonie o tem, co się przytrafiło. Żona, jak mu się zdawało, przyjęła to dość lekkomyślnie; zlękła się wprawdzie początkowo, ale gdy się dowiedziała, że to obcy, uspokoiła się.


— A jednak idź do niego i przeproś — powiedziała. — Pomyśli, że nie umiesz się zachowywać w towarzystwie.


— O to właśnie chodzi! Przeprosiłem go, ale on jakoś tak dziwnie... Ani jednego słowa nie powiedział na uspokojenie. Zresztą i czasu nie było na rozmowę.


Nazajutrz Czerwiakow włożył nowy mundur urzędowy, ostrzygł się i poszedł do Bryzżałowa.


Kiedy wszedł do poczekalni, ujrzał wielu interesantów, a wśród nich i samego generała, który już rozpoczął przyjmowanie podań. Załatwiwszy kilku interesantów, generał skierował wzrok na Czerwiakowa.


— Wczoraj, w „Arkadii”, jeżeli sobie Wasza Ekscelencja przypomina — zaczął meldować intendent — kichnąłem i… niechcący, ocharkałem… Przepr…


— Co za głupstwa!… Bóg wie co! Czego sobie pan życzy? — zwrócił się generał do następnego interesanta.


…Nie chce rozmawiać! — pomyślał Czerwiakow, blednąc. — Gniewa się, widocznie… Nie, tego nie można tak zostawić… Ja mu wytłumaczę.


Gdy generał załatwił ostatniego interesanta i skierował się do wewnętrznych apartamentów, Czerwiakow poszedł za nim i zabełkotał:


— Wasza Ekscelencjo! Jeżeli ośmielam się niepokoić Waszą Ekscelencję, to tylko, mogę powiedzieć, przez uczucie skruchy. Niechcący, sam pan wie!…


Generał zrobił taką minę, jakby mu się na płacz zbierało, i machnął ręką.


— Ale pan sobie poprostu ze mnie drwi — powiedział, znikając we drzwiach.


…Cóż to za drwiny? — pomyślał Czerwiakow. — Wcale nie drwiny. Generał, a nie może zrozumieć! Jeśli tak, to nie będę się więcej tłumaczył przed tym fanfaronem. Pal go sześć! Napiszę do niego list, a chodzić nie będę. Jak Boga kocham, nie będę!


Tak rozmyślał Czerwiakow, wracając do domu. Listu do generała nie napisał. Myślał, myślał — i w żaden sposób nie mógł wymyśleć listu. Trzeba było następnego dnia samemu iść i wytłumaczyć.


— Przychodziłem wczoraj niepokoić Waszą Ekscelencję — zaczął mamrotać, kiedy generał skierował na niego pytający wzrok — nie poto, żeby drwić, jak pan był łaskaw się wyrazić. Przepraszałem za to, żem ocharkał… a drwić nie miałem zamiaru. Czyżbym nawet śmiał żarty stroić?… Bo jeżeli my sobie będziemy na żarty pozwalali, to żadnego szacunku dla osób nie będzie.


— Precz stąd! — ryknął generał i cały się zatrząsł i posiniał.


— Co-o? — spytał szeptem Czerwiakow, omdlewając z przerażenia.


— Precz stąd! — ryknął generał, tupiąc nogami.


W brzuchu Czerwiakowa coś się oberwało. Nic nie widząc i nie słysząc, cofnął się ku drzwiom i wyszedł… Powlókł się machinalne do domu i nie zdejmując munduru, położył się na kanapie i… umarł.


Ilustracja: Rembrandt Harmenszoon van Rijn, Syndycy cechu sukienników, 1662

ac2e21da-079e-4826-83a7-ba44d9695ccb

Zaloguj się aby komentować

Lucjan Rydel, Księżyc wyszedł (z tomu Poezye), 1901


Księżyc wyszedł i płynie jak łódź pozłacana,


Niebo wisi niezmierne, bezdenne jak morze,


Chmur lotny puch szybuje przez jasne przestworze


Srebrząc się, jako morska białogrzywa piana,


Niebo wisi niezmierne, bezdenne jak morze,


Tatry czernią się w dali, jak grzbiet Lewiatana —


Srebrząc się, jako morska białogrzywa piana,


Śnieg osiadł granitowy zrąb, co błękit porze.


Tatry czernią się w dali, jak grzbiet Lewiatana,


Wichry po turniach w dzikim huczą rozhoworze,


Śnieg osiadł granitowy zrąb, co błękit porze —


A w koło mgła, z miesięcznej poświaty utkana.


Wichry po turniach w dzikim huczą rozhoworze,


Dolina leży cicha, snem zaczarowana,


A w koło mgła z miesięcznej poświaty utkana,


Jakby rąbek wzorzysty, co ocienia łoże.


Dolina leży cicha, snem zaczarowana,


Milczy las smukłych świerków o brodatej korze.


Jakby rąbek wzorzysty, co ocienia łoże,


W górze, ciemnych gałęzi sieć wisi splątana.


Milczy las smukłych świerków o brodatej korze


Paproć kryje świerkowych korzeni kolana,


W górze ciemnych gałęzi sieć wisi splątana,


Mdłe półblaski, półcienie majaczeją w borze.


Paproć kryje świerkowych korzeni kolana,


W powietrzu woń, lecz kwiatów dostrzedz wzrok nie może,


Mdłe półblaski, półcienie majaczeją w borze,


Księżyc wyszedł i płynie jak łódź pozłacana.


Ilustracja: Stanisław Masłowski, Wschód księżyca, 1884

c2ee7051-ec5f-4c85-9bc1-bb5a14205ae2