Ja nie chcę nic mówić, ale od dawna jest reguła, że kierowca musi rządzić ekipą inżynierów w Ferrari. Tak mniej więcej od lat 70. Ferrari było długo bez sukcesów, aż przyszedł Lauda - mistrz w ustawieniach bolidu, co dało sukcesy Ferrari. Potem znowu długo nic (pomijam Schecktera, bo to wpisuje się w obecność Laudy), aż do Schumachera, co przynajmniej według filmu - chłop siedział z mechanikami i poprawiali tę kupę złomu. Efekt? Ferrari na topie. Potem znowu długo długo nic aż po dziś dzień (pomijam Kimiego bo się to wpisuje w spuściznę Szumacherową). Był moment, że Ferrari chciało zrobić w jednym wyścigu Grande Strategie i przegrać, ale Sainz im powiedział żeby siedzieli cicho i wygrał xd Szarl teraz mówi żeby go słuchali, bo sami pojęcia nie mają o życiu. Słychać też przez radio że po prostu przeszkadzają Leclerkowi xd
No kierowca musi tam rządzić, nie ma innego bata na makaroniarzy