Radioteleskop Arecibo w Puerto Rico, który podjął pierwszą na Ziemi próbę kontaktu z kosmitami, kształtował pionierskie badania kosmosu przez prawie sześć dekad. Jego upadek w grudniu ubiegłego roku, poprzedzony dwiema awariami kabli i decyzją National Science Foundation (NSF) o wycofaniu z eksploatacji i demontażu teleskopu, oznaczał koniec pewnej epoki.
Niemniej jednak Arecibo pozostawia po sobie bogatą spuściznę odkryć naukowych obejmującą 57 lat, a dane zebrane przed upadkiem teleskopu będą nadal wykorzystywane do badania planetoid, planet i odległych galaktyk.
Coś niewidocznego rozrywa najbliższą Ziemi gromadę gwiazd.
Według nowej analizy danych z satelity Gaia - najbliższa naszemu Układowi Słonecznemu gromada gwiazd jest obecnie rozrywana na strzępy - zaburzana nie tylko przez normalne procesy, ale również przez grawitacyjne przyciąganie czegoś masywnego, czego nie jesteśmy w stanie dostrzec.
8 stopni na południe od Syriusza można znaleźć Sharpless Sh2-308 - kosmiczną bańkę znaną również jako Mgławica Delfin, oddalona jest o 5200 lat świetlnych od gwiazdozbioru Wielkiego Psa.
Tę mgławicę utworzyła masywna gwiazda; która zwie się Wolfa-Rayeta. Uważa się, że taka gwiazda ma aż 20 mas Słońca, a sama mgławica ma już 70 000 lat.
@HappyNewYear88 Wydaje mi się, że mogłoby być nie zaciekawie. Jest to obłok gazu i pyłu z zewnętrznej warstwy gwiazdy, która kończy etap syntezy jądrowej. Jest tam również bardzo gorąco, są promienie UV, dlatego taka mgławica jest widoczna. BTW świetne pytanie
W 2009 roku sonda Cassini zrobiła takie o to zdjęcie Saturnowi, który był świadkiem niezliczonych równonocy na naszej planecie. Sonda podczas tworzenia mozaiki fotografii, była w odległości 847 000 kilometrów od Saturna.
Wulkany mogły tchnąć nowe życie w atmosferę superziemi.
Dawno, dawno temu GJ 1132 b była niewielką planetą typu gazowy olbrzym. Następnie potężne promieniowanie z jej gwiazdy macierzystej spaliło jej masywną otoczkę gazową, pozostawiając za sobą jedynie wysuszone skaliste jądro - superziemię o masie około 1,6 raza większej od naszej planety.
Teraz grupa naukowców z Laboratorium Napędu Odrzutowego NASA (JPL) w Pasadenie przeanalizowała obserwacje GJ 1132 b wykonane przez Kosmiczny Teleskop Hubble'a i odkryła coś bardzo osobliwego: wydaje się, że planeta ponownie wytworzyła atmosferę. Co więcej, skład gazów sugeruje na jej wulkaniczne pochodzenie.
Wiadomości, które wysłaliśmy do kosmitów, mogą być tylko strzałami w ciemność.
Na początku XIX wieku, austriacki astronom Joseph Johann Von Littrow zaproponował, aby ludzie wykopali na pustyni Sahara rowy ułożone w rozległe geometryczne wzory, napełnili je naftą i podpalili. Chodziło o to, aby wysłać jasny komunikat do obcych cywilizacji żyjących w innych częściach Układu Słonecznego: Jesteśmy tutaj.
Von Littrow nigdy nie doczekał się realizacji swojego pomysłu. Mimo to długo po tym jak przedstawił swój ambitny plan, nie zaprzestaliśmy prób nawiązania kontaktu z życiem pozaziemskim.
Chcą wysłać 6,7 mln komórek rozrodczych na Księżyc. Taka "arka" ma zabezpieczyć ludzkość
Część przedstawicieli świata nauki wysunęła koncepcję stworzenia globalnej polisy ubezpieczeniowej dla ludzkości poprzez wybudowanie na Księżycu "arki" wypełnionej 6,7 miliona dawek komórek rozrodczych. Projekt zakłada dostarczenie na Księżyc w kilku transportach blisko 7 milionów porcji m.in. męskiej spermy oraz żeńskich komórek jajowych. Zostaną one zmagazynowane i zabezpieczone w specjalnym skarbcu, umieszczonym pod powierzchnią naturalnego satelity Ziemi.
Naukowcy planują wybudowanie na Księżycu magazynu, w którym ma zostać złożonych 6,7 miliona dawek komórek rozrodczych różnych gatunków
"Księżycowa arka" ma stanowić zabezpieczenie dla ludzkości na wypadek wystąpienia globalnej katastrofy
Realizacja tej koncepcji wymagałaby 250 lotów na Księżyc
Jedna kwestia - co nam z 6,7 mln komórek jak do "noszenia ciąży potrzebna jest kobieta? Chyba że przewidują jakiś kataklizm który spowoduje bezpłodność u ludzkości. Ale w "artykule" w zasadzie brak argumentacji takiego przedsięwzięcia...
Supermasywna czarna dziura pędzi przez wszechświat z prędkością 177 000 km/h, a astronomowie, którzy ją zauważyli, nie wiedzą dlaczego.
Szybko poruszająca się czarna dziura, która jest około 3 miliony razy cięższa od naszego Słońca, mknie przez centrum galaktyki J0437+2456, oddalonej od nas o około 230 milionów lat świetlnych.
Naukowcy od dawna twierdzą, że czarne dziury mogą się poruszać, ale taki ruch jest rzadkością, ponieważ ich gigantyczna masa wymaga równie ogromnej siły, aby je rozpędzić.
W Jeziorze Bajkał, najgłębszym jeziorze świata, umieszczono podwodny teleskop neutrinowy. Przygotowania do tego przedsięwzięcia trwały od 2015 roku. W końcu oficjalnie od 13 marca 2021 roku teleskop rozpoczyna pracę. W mroźną sobotę badacze obserwowali jak urządzenia stopniowo zanurzają się w zimnej wodzie przez wycięty w lodzie prostokątny otwór. W projekcie obok Rosjan biorą udział m.in. Polacy z instytutu Fizyki Jądrowej PAN.
(...)
Zadaniem teleskopu jest obserwacja neutrin, najmniejszych obecnie znanych cząsteczek świata fizycznego, których masa jest niemal zerowa. Neutrina przybywają do nas z najdalszych stron Wszechświata z prędkością zbliżoną do prędkości światła i przenikają przez naszą planetę jakby była powietrzem. Zdaniem badaczy są w stanie dotrzeć do Ziemi niemal bez zmian, przynosząc w ten sposób informację o najdalszych zakątkach Kosmosu. Detekcja neutrin jest jednak niezwykle trudna. Skutecznym medium wspierającym to przedsięwzięcie okazuje się woda i dlatego fizycy budują teleskopy głęboko pod wodą.
Choroba strasznie mnie wymęczyła, więc mało czasu spędzałem przed komputerem i telefonem.
Chciałbym Was przeprosić za swoją nieobecność.
Ok. Po krótkim oświadczeniu, co my dzisiaj tu mamy..
Przed Wami piękna i spektakularna galaktyka NGC 6946, która doświadczyła 10 super nowych - galaktycznych fajerwerków!
Warto dodać, że nasza Droga Mleczna doświadcza takich zdarzeń raz do dwóch razy na wiek. Warto również, wspomnieć, że ta galaktyka ma bardzo wysokie tempo tworzenia nowych gwiazd.
Galaktyka znajduję się w odległości 25,2 miliona lat świetlnych od nas, wzdłuż granicy północnych konstelacji Cefeusza i Łabędzia.
A całą spiralną galaktykę i jej gwiazdy mógł obserwować Kosmiczny Teleskop Hubble'a.
Mówi się, że mierzył do gwiazd, lecz strzelał w Londyn. Wernher von Braun urodził się na terenie dzisiejszej Polski, służył w SS, lecz to Amerykanom zapewnił kosmiczną potęgę i zwycięstwo nad Sowietami w walce o dominację w kosmosie.
(...)
Wernher von Braun od najmłodszych lat wykazywał ogromną pasję do nauki. Pomimo tego w szkole nie należał jednak do najlepszych uczniów. Największe problemy paradoksalnie sprawiały mu fizyka i matematyka – do tego stopnia, że z racji ich niezaliczenia był nawet zagrożony powtarzaniem klasy...
Wiecie, że taki obiekt na niskiej orbicie jak Międzynarodowa Stacja Kosmiczna okrąża ziemie z prędkością 29 000 KM/H? I to całe zajście na naszej orbicie zajmuje jej zaledwie 90 minut.
Dla kosmonautów ta szybkość generuje jednak problem, podczas robienia zdjęć ziemi. Problem nawet występuję w przypadku precyzyjnych aparatów. To po prostu generuje zniekształcenia lub zakłócenia. Właśnie w ten sposób powstało to zdjęcie.
Nie widzimy na nim nic, kontynentów, nocnych świateł aglomeracji, dymów z pożarów, czy znaków nadejścia, którejś z pór roku, ale jest ono wyjątkowe.
Wardo dodać, że cała kompozycja została wykonana z 72 pojedynczych zdjęć z długim czasem naświetlania, wciągu kilku minut. Jak donosi NASA, wtedy ISS przelatywała nad Morzem Karaibskim, Amerykę Południową oraz Oceanem południowo-atlantyckim. Seria zdjęć została wykonana 23 kwietnia 2012 roku.
Kto się boi "obrotów sfer niebieskich"? Zakazany traktat Kopernika
5 marca 1616 roku dzieło Mikołaja Kopernika "De revolutionibus orbium coelestium" znalazło się w Indeksie ksiąg zakazanych. Stało się to 73 lata po śmierci autora, a wszystko przez spór Galileusza z Kościołem katolickim.
Galileusz był włoskim fizykiem i astronomem, który odkrył cztery satelity Jowisza i fazy Wenus. Swoje obserwacje opublikował w 1610 roku, a trzy lata później ukazała się drukiem jego broszura "Listy o plamach słonecznych". To właśnie w niej badacz oznajmił, że teoria heliocentryczna Mikołaja Kopernika jest poprawna.
Spowodowało to reakcje osób, którym Galileusz już wcześniej naraził się na bardzo różne sposoby. Był to wybitny polemista, który potrafił w utarczkach słownych ośmieszać swoich rozmówców. Zwłaszcza jeżeli rozmowa dotyczyła kwestii naukowych i literatury. To spore grono osób mu nieprzychylnych uznało, że jest to dobry moment na nauczenie go moresu
Rakiety to nie tylko NASA, ESA, Roskosmos, Blue Origin inni.
Rakiety to również nowozelandzka firma Rocket Lab założona w 2006 roku przez Petera Becka. Od 2013 roku główna siedziba firmy mieści się w Kalifornii w Stanach Zjednoczonych.
Od jakiegoś dłuższego czasu obserwuje ich bacznie i im kibicuje.
"Dare mighty things" tłumacząc na nasz ojczysty język "Odważ się czynić wielkie rzeczy” to sekretna wiadomość zakodowana na wewnętrznej części spadochronu misji MARS 2020.
Oczywiście, wiadomość jest mottem Laboratorium Napędu Odrzutowego NASA, które również w 1899 roku zostało wygłoszone przez prezydenta USA Theodore’a Roosevelta.
Na zewnętrznej części zakodowana wiadomość zawiera współrzędne geograficzne wspomnianego wcześniej laboratorium odpowiedzialnego za misję.
Treść: 34°11'58" N 118°10'31" W
Kto pierwszy dokonał odkrycia tych wiadomości?
Pierwszy był student informatyki Abela Paf, który podzielił się rewelacyjnymi wiadomościami na Twitterze z internautami, rozwiązanie zagadki potwierdził jeden z inżynierów JPL Adam Steltzner.
Na czym polegała ta zagadka?
Zagadka polegała na charakterystycznym ułożeniu biało-czerwonych wzorów, w poszczególnych segmentach. Były to oczywiście liczby zapisane w systemie binarnym.
Białe segmenty są zerami, zaś czerwone jedynkami. Jak donoszą doniesienia prasowe, zgrupowanie segmentów pozwoliło osiągnąć liczby dziesiętne, do nich dodano liczbę 64, a to w celu uzyskania kodu ASCII, które odpowiadały małym i dużym literom alfabetu. W przypadku zewnętrze części spadochronu, czyli współrzędnych siedziby JPL, należało przełożyć niektóre fragmenty szyfru w celu otrzymania współrzędnych.
Prawda, że to ciekawa zagadka?
Ale to jeszcze nie koniec!
Jakiś czas temu nasza koleżanka @Mia udostępniła post ze zdjęciem biletu imiennego, na którym mogliście umieścić swoje imię i nazwisko. Tak, jeśli je tam umieściliście, polecieliście na Marsa. Na pokładzie łazika, znalazło się aż 11 milionów nazwisk, które poleciały eksplorować kosmos. Nadruk na 'module nazwisk' zapisano alfabetem Morsa i brzmi on "Explore As One", co można przetłumaczyć "Eksplorujcie jako Jedność".
Zwróćcie uwagę na detale i na to jaką wagę mają te smaczki. Takie wiadomości sprawiają, ze misja staje się jeszcze ciekawsza!
Więcej o lądowaniu, możecie przeczytać w moim poście pod linkiem:
Cały etap, włącznie z euforią będziecie mogli zobaczyć na filmiku od NASA.
Jak przebiegała misja?
Całe "siedem minut grozy" zaczęło się wtedy, gdy statek z łazikiem na pokładzie 'dotknął' marsjańskiej atmosfery. Był to jeden z najważniejszych manewrów podczas trwania całej misji. I jak widać, w pełni się udał.
Pierwszy cel misji to porzucenie modułu przelotowego, był tuż przed samym marsem. Odrzucenie tak ważnego modułu, który pomógł Perseverance dostać się w okolice Marsa, nastąpiło dokładnie o 21:38, zaś o 21:48 – czyli 10 minut później kapsuła z łazikiem na pokładzie weszła w w marsjańską atmosferę z zawrotną prędkością 19 500 km/h.
Maksymalna wartość temperatury dolnej części kapsuły, która wynosiła blisko 1200 stopni Celsjusza, nastąpiła o 21:49 i trwała, aż 80 sekund.
Wypuszczenie spadochronu – widocznego na filmiku – nastąpiło o 21:52, na 12 kilometrach od powierzchni Marsa.
Po tych manewrach, wstępnym wyhamowaniu spadochronem lądownika, o 21:52 i 20 sekund, została odrzucona niepotrzebna już osłona termiczna, co pozwoliło na użycie radaru oraz uaktywnieniu systemów nawigacyjnych, który miał za zadanie ocenić odległość od powierzchni planety i bezpiecznie pokierować lądowaniem.
O 21:54, 2 kilometry nad powierzchnią Marsa, nastąpiło odrzucenie górnej części kapsuły wraz ze spadochronem i odpalenie silników hamujących. Moduł opadania wraz z łazikiem od tej chwili pędził z prędkości wynoszącą blisko 300 km/h, która została zredukowana do 2,7 km/h.
O 21:55 nastąpił efekt kulminacyjny całego lądowania, gdzie 20 metrów nad powierzchnią Marsa, moduł opadania delikatnie opuści łazik na powierzchnie i bezpiecznie odleciał, na spora odległość od łazika, aby rozbić się o powierzchnie Marsa. Łazik wylądował w Kraterze Jezero. Touchdown!
To było najbardziej ekscytujące 7 minut, każdego człowieka, który ogląda eksplorację kosmosu z zapartym tchem. Udane lądowanie, to dobra wieść dla inżynierów i naukowców, która mówi jasno, że ich praca nie poszła na marne. Spójrzcie na ich entuzjazm, na to co współpraca i wspólna pasja potrafi dokonać. Gratuluje.
Dobrze, lądowanie łazika Perseverance mamy już za sobą.
A co wiemy o 2-kilogramowym marsjańskim helikopterze o ciekawej nazwie Ingenuity?
Jest to testowy helikopter, który ma za zadanie przetestować nowe możliwości, w ograniczonym zakresie w rzadkiej marsjańskiej atmosferze. Warto wspomnieć, że atmosfera Marsa jest o 99% mniej gęsta niż nasza – ziemska.
Z czego zbudowany jest Ingenuity?
Jego 4 łopaty, rozmieszczone w dwóch wirnikach, zbudowane są z włókna węglowego. Obracają się w przeciwnych kierunkach z prędkością 2400 obrotów na minutę. Na jego pokładzie zainstalowano innowacyjne baterie i ogniwa słoneczne.
Marsjański helikopter nie posiada żadnych instrumentów naukowych, nie będzie służył więc do badań naukowych.
Jak zaznacza NASA, jest to inny projekt od łazika Perseverance.
Podczas budowy tego helikoptera, naukowcy nie brali pod uwagę tylko gęstości atmosfery planety, ale również temperatury jakie panują na powierzchni. Stąd też nocne temperatury, które spadają w kraterze Jezero do -90 stopni Celsjusza przesunęły pewne granice odporności na zimno, podczas projektowania kadłuba Ingenuity.
Kończąc opis Ingenuity warto zaznaczyć, że pojazd ten będzie miał sporo autonomii, ponieważ ze względu na duże opóźnienia, inżynierowie będą musieli wysyłać rozkazy do komputera pokładowego z dużym wyprzedzeniem.
Pierwsze informację od Ingenuity, które dotarły do nas kilka dni temu, mówią, że helikopter ma sprawną i naładowaną baterię, oraz że stacja bazowa działa bez zarzutów, sterując ogrzewaczami odpowiedzialnymi za utrzymywanie odpowiedniej temperatury potrzebnej do optymalnej pracy elektroniki na pokładzie maszyny.
O dalszych losach Ingenuity będę Was informował w osobnych postach.