Znowu się psychicznie nastawiam na życiówki w martwym. Aktualny rekord sprzed pół roku to 210 i już w grudniu planowałem zrobić 220, ale poleciałem na cztery dni do Polski i później odchorowywałem to dwa tygodnie. Przeorało mnie strasznie, nigdy więcej.
Zatem dzisiaj plan był na 200. Nie poszło, ale 2x190 zrobiłem w takim stylu, że jestem nawet bardziej zadowolony niż byłbym z 200. Nie że lekko, wręcz przeciwnie. Pierwsze powtórzenie w normie, natomiast drugie z takim sakramenckim grindem i tak powoli, że w połowie już nic nie widziałem. Ale psychika wytrzymała (mam za⁎⁎⁎⁎ście silną), głowa nie stwierdziła w trakcie, że nic z tego nie będzie, odkładamy. A to tak naprawdę największy problem. Wyprało to ze mnie całkowicie energię, ale warto było.
Będzie spamowanie rekordami
#hejtokoksy