Zapraszam na moją historię z linuxem cz.2

hejto.pl

Dzień dober wszystkim.


Zapraszam na drugą cześć mojej historii z linuxem.


Ten tekst nie ma na celu zachęcać czy zniechęcać typowych Kaś i Tomków do linuxa. Ma za zadanie pokazać z jakimi wyzwaniami musiałem sobie poradzić będąc typowym Tomkiem, nie ekspertem w linuxach. Jest to odpowiedź na głoszone w internecie hasła „masz starszy komputer, który nie spełnia wymagań dla windows 11, zainstaluj na nim linuxa to rozwiąże twój problem”.


W pierwszej części opisałem etap instalacji i konfiguracji systemu do momentu uruchomienia przeglądarki tak jak lubię. Czyli po rozwiązaniu problemów z pamięcią i SWAP-em mamy linux mint na komputerze z prockiem i5 3 gen, 16GB RAM i dysk SSD.


W tym tekście opiszę moje doświadczenia z konfiguracji google-drive i KeePassXC. Taki zestaw wykorzystuję na Windows i telefonie z androidem do przechowywania bazy z hasłami. Swego czasu wykorzystywałem też na macos. Dla mnie ogromną zaletą tego rozwiązania jest dostęp do haseł w bazie KeePassXC przechowywanej na gogle-drive i synchronizowanej do tych urządzeń. Nawet w przypadku kiedy jestem off-line mogę odczytać hasła z bazy.


Krótkie info dla ciekawskich. Z linuxa korzystam na co dzień w ramach mojego głównego systemu od drugiej połowy stycznia 2026.



Konfiguracja google-drive.


Na Windows dostępny jest google-drive for desktop. Działa całkiem fajnie, dysk google widoczny jest w systemie jako dodatkowy napęd. Pliki synchronizują się automatycznie i jeśli chcemy mamy do nich dostęp w trybie offline. To jest dokładnie to czego potrzebuję.


Niestety nie znalazłem google-drive for desktop dla linuxa. Szczęśliwie na linux mint, którego używam jest opcja konfiguracji konta online. Jest tam możliwość podłączenia kont i usług od czołowych dostawców (ależ to korpo brzmi ).



Finalnie w linuxowym eksploratorze plików (czy jak to się to tam nazywa) zobaczymy nasz google-drive tak jak na screenie poniżej.



Instalacja KeePassXC z menadżera oprogramowania jest banalnie prosta więc pominę opis. W konfiguracji KeePass wskazuję na plik bazy przechowywany na google-drive. I już, mogę czytać hasła zapisane w bazie KeePass i przechowywane w chmurze. Zaraz zaraz. Ale ja chciałem czytać bazę również w off-line tak jak to robię na Windows i Androidzie… Niestety na linuxie online accounts dla google-drive znaczy dokładnie online.


OK. Przeżyję. Działam na komputerze stacjonarnym, może później poszukam informacji jak mogę synchronizować google-drive na linuxa tak żeby pliki były dostępne offline.


Wszystko działało fajnie dopóki nie dodałem nowego wpisu do bazy haseł. Sprawa się rypła kiedy chciałem otworzyć bazę w keepass na Windowsie. Wpisu nie było (no kurde ale jak to?!). A tak to, że linux przy zapisie bazy zmienił nazwę pliku (albo zapisał nowy plik bazy) do czegoś co przypominało ciąg losowych znaków w nazwie.



Chatgpt podpowiedział, że linux jakoś inaczej widzi pliki na google-drive bo to jakiś inny system plików i pod „czystym” linuxem nazwy będą widoczne poprawnie. Jednak w innych aplikacjach, w tym keepass mogą być widoczne w jakimś innym trybie co objawia się nazwami jak na załączonym obrazku. Piszę to z pamięci, ale mniej więcej tak to brzmiało. Mogę sobie doinstalować jakiś dodatek o nazwie fusermount i nazwy plików będą czytane „normalnie”. Aha?!. Za łatwo szło, a już się witałem z gąską…


Ostatecznie spędziłem jeden czy dwa wieczory na znalezienie z chatem co to za dodatek (google-drive-ocamlfuse + fusermount) i sposób jak mój problem naprawić. No i na testy bo zależy mi żeby keepass z bazą na google-drive działał równolegle na windowsie, linuxie i w telefonie i żeby po edycji bazy wszędzie był ten sam zestaw haseł.


Czy to działa tak jak chciałem?

Prawie. Na linuxie muszę być online. Tzn. zrobiłem obejście z pomocą chata. Skrypt odpalany w cronie, który kopiuje plik bazy keepass co godzinę do lokalnego katalogu na linuxie. Więc jak mnie google odetnie w najgorszym wypadku prawie wszystkie hasła będę miał dostępne na linuxie.


Nie ma róży bez ognia. Czy też kolców.

Powyższe rozwiązanie działa świetnie dopóki nie przestanie. Co jakieś 2 tygodnie się wykrzacza. WTF!? Zamontowny z pomocą fusermount folder zmapowany (chyba tak to trzeba nazwać) z google-drive przestaje działać. Otóż trzeba ponownie zautoryzować się w google. Żeby to zrobić trzeba folder ponownie zamontować. A tutaj niespodzianka.


p*****@p*****-mint:~/google-drive$ fusermount -u ~/google-drive

fusermount: failed to unmount /home/p*****/google-drive: Device or resource busy


fusermount -u -z ~/google-drive

killall google-drive-ocamlfuse

rmdir ~/google-drive

rmdir: nie udało się usunąć '/home/p*****/google-drive': Urządzenie lub zasoby zajęte


Noż by cię…


Po, znowu, dwóch wieczorach walki i wsparcia chata znalazłem receptę (przeklejam z moich notatek).


--------To zadziałało-----------------

p*****@p*****-mint:~$ fusermount -u -z /home/p*****/google-drive

p*****@p*****-mint:~$ rmdir google-drive/

p*****@p*****-mint:~$ ls -lar (żeby sprawdzić czy folder faktycznie jest już usunięty)

rm ~/.gdfuse/default/cache/cache.db

rm ~/.gdfuse/default/state


p*****@p*****-mint:~$ rmdir /home/p*****/google-drive

rmdir: nie udało się usunąć '/home/p*****/google-drive': Nie ma takiego pliku ani katalogu


p*****@p*****-mint:~$ mkdir google-drive


I tak do zaj...a co dwa tygodnie (mniej więcej z moich obserwacji). Zamontowanie katalogu po takiej akcji wymaga autoryzowania aplikacji i ponownej autentykacji użytkownika w google…



Czy było warto?

Działa ale nie czuję się komfortowo z tym, że musiałem poświęcić kilka wieczorów na konfigurację i testy żeby w końcu uzyskać to co chciałem. Na windowsie instalację i konfigurację i testy zamknąłbym pewnie w jeden wieczór. Tyle mówi mi doświadczenie z instalacji i konfiguracji google-drive i keepass na innych komputerach z windows, które mam w domu. I nie ma problemu z tym, że przestaje działać co dwa tygodnie.


Czy to mnie zniechęciło?

Nie. Uważam, ze warto było bo co nas nie zabije to nas wzmocni. Ale czas kosztuje więc w ogólnym rozrachunku czuję, że jestem w plecy.


Podsumowanie w jednym zdaniu?

Dlaczego google nie wypuści sensownie działającego google-drive desktop for linux?


Moment moment. Ale używam jeszcze one drive!

Podpiąłem też do tego kompa z linuxem onedrive i synchronizuję pliki z chmury na lokalny dysk i na odwrót. Tutaj też nie ma natywnego klienta. Po obejrzeniu dwóch filmików na yt zainstalowałem abraunegg / onedrive i OneDriveGUI i po prostu zadziałało. Nie bardzo jest co opisywać.

Jestem w stanie to po części zrozumieć dlaczego Microsoft nie wypuścił klienta ondrive na linuxa. Mają w tym swój interes chociaż potrafili wypuścić office i onedrive dla macos…


Ale kurna, dla google wypuszczenie google-drive for linux to chyba nie powinien być problem.


Status as of...

Status na koniec części drugiej moich historii z linuxem jest taki, że mam kompa z linuxem, na którym działa przeglądarka, google-drive i keepass oraz onedrive. Na sznurek i trytytki ale działa i w 95% spełnia moje wymagania (względem tego z czego korzystam na windowsie).


W części trzeciej opiszę jak przeszedłem etap „office potrzebny na już”.


#linux #windows #komputery

tag do obserwowania #historieodpure667





hejto.pl

Komentarze (7)

Hej. Ja też próbuje się przesiadać na linuxa. Wybrałem sobie xubuntu. Mam keepass i też synchronizuje bazę między urządzeniami. Tylko od lat używam jako chmury mega.nz. no i nie mialem żadnych problemów- mega ma natywną aplikację na linuxa. Chwilka konfiguracji i wszystko synchronizuje się między windowsem, androidem i linuxem. Tylko w mega poprostu wybierasz folder lokalny który ma być synchronizowany

Do haseł lepszy jest Biwarden, działa w offline, synchronizuje się między urządzeniami gdy online, są wtyczki do przeglądarek, ma e2ee.

@30ohm przyjmuje Twój punkt widzenia ale jeśli chcąc znaleźć dane adresowe firmy na stronie muszę się przez wszystko przekopać żeby je odkryć w sekcji privacy policy (dlaczego ich nie ma w sekcji kontakt?), a jedyną formą kontaktu jest email i formularz kontaktowy do supportu lub przez social media to mi się czerwona lampka zapala. A mówimy o firmie, do której masz wrzucać, nawet jeśli zaszyfrowane, to nadal swoje dane.

Dzięki za link bo Idea https://filen.io/ ciekawa i trzymam za nich kciuki i będę od czasu do czasu obserwował ale póki co mówię pas.

Zaloguj się aby komentować