Komentarze (8)

Pewnego dnia w małej chacie u podnóża gór, mama podała swojemu synkowi obiad – pachnący, ciepły, pełen warzyw i miłości. Mały Julek jednak tylko pomieszał widelcem po talerzu i skrzywił się:


– Mamo, to mi nie smakuje.


Mama, cierpliwa jak zawsze, westchnęła cicho i powiedziała:


– Skoro tak, to idź w góry po przyprawę. Znajdziesz tam krzaczek tymianku, może doda smaku temu, co ci nie pasuje.


Chłopiec ruszył w drogę. Szlak był stromy, a wiatr chłodny, ale wrócił z przyprawą, a mama dosypała ją do dania. Spróbował… znów skrzywił się:


– Nadal jakieś takie nijakie.


Mama westchnęła głębiej.


– W takim razie idź po majeranek. Rośnie wyżej, przy strumieniu. Może ten poprawi smak.


Znów wyruszył. Tym razem wrócił zmęczony, z błotem na butach i liściem we włosach. Mama dorzuciła majeranku, zamieszała, podała. Chłopiec spróbował, ale znowu marudził:


– Coś tu jeszcze nie gra…


Twarz mamy zmieniła się nieco. Uśmiechnęła się tajemniczo.


– Dobrze, ostatnia szansa. Idź na sam szczyt i znajdź szczyptę cząbru. To już wysoko, ale może to pomoże.


Chłopiec ruszył trzeci raz. Droga była długa, nogi bolały, brzuch burczał, a głód czaił się z każdą minutą. Kiedy wrócił, spocony, zmęczony i wygłodniały, mama podała mu dokładnie ten sam talerz zupy, co na początku. Bez żadnych nowych przypraw.


Zjadł wszystko w kilka minut, nawet nie pomyślał o smaku.


Mama uśmiechnęła się i rzekła:


– Widzisz, synku… głód to najlepsza przyprawa.

Zaloguj się aby komentować