Wyszłam sobie wczoraj wieczorem wynieść śmieci na kompost. Ciemno, droga oświetlana jedynie delikatnym światłem odległych latarni na drodze, jednakże mi to wystarczy i żadnej czołówki nigdy nie biorę. Wysypuję śmieci i nagle patrzę - wąż! Długi, kręty, błyszczący w trawie. Przez pierwsze pół sekundy stanęło mi serce, zamarłam w bezruchu. Przez drugie pół sekundy zebrałam się żeby wrzeszczeć i uciekać. Po kolejnym pół sekundy pień mózgu nawiązał kontakt z płatami czołowymi i przypomniałam sobie, że mąż mi dzisiaj kupił wąż żebym nie musiała nosić wody do tunelu foliowego. Nie polecam. Znaczy polecam, nie trzeba wiader nosić.

Komentarze (7)

Zaloguj się aby komentować