Wyszłam sobie wczoraj wieczorem wynieść śmieci na kompost. Ciemno, droga oświetlana jedynie delikatnym światłem
Wyszłam sobie wczoraj wieczorem wynieść śmieci na kompost. Ciemno, droga oświetlana jedynie delikatnym światłem odległych latarni na drodze, jednakże mi to wystarczy i żadnej czołówki nigdy nie biorę. Wysypuję śmieci i nagle patrzę - wąż! Długi, kręty, błyszczący w trawie. Przez pierwsze pół sekundy stanęło mi serce, zamarłam w bezruchu. Przez drugie pół sekundy zebrałam się żeby wrzeszczeć i uciekać. Po kolejnym pół sekundy pień mózgu nawiązał kontakt z płatami czołowymi i przypomniałam sobie, że mąż mi dzisiaj kupił wąż żebym nie musiała nosić wody do tunelu foliowego. Nie polecam. Znaczy polecam, nie trzeba wiader nosić.

