Kocham i uwielbiam takie komentarze - nie ma jak podbić własne ego, co?
Tylko później przychodzi prawdziwa wojna.
Ci którzy mówili po cichu że do wojska nie pójdą mając pod swoją opieką matkę która wychowywała ich samotnie przez całe życie a teraZ jest chora, córkę która ma depresję w wieku 14 lat bo czasy bardziej świadome i zonę która jednak chce ratować małżeństwo probują poskładać rzeczywistość do kupy i opóźniają swoje pójście do woja jak mogą, ale finalnie idą gdy dochodzi do nich co się dzieje i o co walczą, zaś Ci którzy krzyczeli: my będziemy walczyć!
... Stoją jak jęczące waginy bo dochodzi do nich że całe życie im się sypie, a oni nie są tak mocni i silni w rzeczywistości jak we własnej głowie byli przed wojną.
Jest piękne określenie "kozak w necie, pizda w świecie" - i żebyś Ty kolego nie okazał się taką pizdą gdy przyjdzie czas bo wojna to nie mata.
Mniej generalizowania, mniej podziału i więcej ludzkiego zrozumienia.
Czasy się zmieniają.
A ja sam nie wiem co bym zrobił w takim wypadku. Szedłbym do woja? A może w dobie perspektywy paru lat konfliktu chroniłbym bliskich w inny sposób?
A innych osób nie mi oceniać w takiej sytuacji bo dobrze wiem, że to bardziej skomplikowana rzecz jak nadanie łatki - "nie idziesz do woja to jesteś pizda" albo "mężczyźni xxi wieku to tchórze"
Niby szkoda strzępić ryja, ale hejto to miejsce dyskusji, więc zapraszam do niej.