Wrzucacie czasem swoje raporty z wyjazdów w teren. Dominują długie, wyczerpujące i zaczynające się o czwartej rano dlatego chciałem zarekomendować alternatywę trochę w stylu slow-life dla niedynamiczniaków bez gravela i garmina na rękę.
Miejsce prawie że odludne, jedno z niewielu, gdzie po odejściu stu metrów od głównej drogi panuje cisza a w nocy jest ciemno. Nie mówię tu o Bieszczadach bo o ile kojarzę to obecnie popularny kierunek i stopniowo się zaludniają.
Beskid Niski. Kiedy przejedzie się na południe od drogi 28 albo 993 zaczyna się inny świat. Z przeludnionej małopolski, gdzie domy stoją absolutnie wszędzie wjeżdża się w region, gdzie jest pusto. Wysiedlone i zrównane z ziemią wsie łemkowskie są obecne jedynie jako nazwa na mapie. Puste doliny, częściowo użytkowane łąki, możliwość pójścia zupełnie przed siebie i nie spotkania prawie nikogo.
Dla mnie Wysowa jest centrum wypadowym na okolicę. Zaletą jest knajpa z najlepszym serniczkiem (co ja mówię, porcja sernika jak pół bochna chleba, wczoraj wrzucałem fotę). Ale można znaleźć sobie jakąś inną miejscówkę. Choć w Wysowej jest sanatorium
Nie ma kramów w stylu nadmorsko-zakopiańskim, jest parę knajp w stylu góralskim do których nie chodzę ale wystarczy wyjść kawałek na szlak albo jeszcze lepiej z niego zboczyć i jest się samemu w lesie. Trudno o jakieś spektakularne trasy i wykręcanie osiągów, wczoraj w cztery godziny zrobiłem ledwo 12 km ale w stylu psa wąchającego każdy kwiatek.
Ponieważ przeczyta to jakieś 20 osób nie boję się, że region zaleje fala użytkowników portalu zwłaszcza że większość mieszka gdzieś pod Bydgoszczą ale może komuś się przyda jeżeli szuka miejsca bez blichtru i zadęcia.
#gory









