@Belzebub Nie piszę głupot. O ile z perspektywy mojej rodziny to temat dotykający przodków bezpośrednio, o tyle w przypadku większości Polaków nie był to temat znany. Ze wschodu, po IIWŚ relokowano około 1.5 miliona Polaków. Wobec populacji 24 milionów, było to ~6%. Nie wszyscy byli z Wołynia - wręcz przeciwnie, przymusowe przesiedlenie dotyczyło wszystkich byłych ziem RP i obywateli wywiezionych w głąb rosji. Można więc estymować, że ci, którzy mieli jakiekolwiek doświadczenia związane z okrucieństwem UPA w Ukrainie to nie więcej, niż 1% populacji. W tamtych latach obieg informacji nie wyglądał tak, jak teraz.
Kwestia Wołynia była znana tym, którzy mieli jakieś doświadczenia rodzinne z tym związane, większość nie miała nawet o tym pojęcia. Polityka historyczna przypominająca to wydarzenie, to wynalazek całkiem niedawny. Tuż po wojnie też takowa była, przez krótki czas, aby uzasadnić wysiedlenia z Bieszczad. Potem ucichła, bo nie była politycznie zbieżna z polityką ZSRR. Rodzinnie mam właśnie materiał porównawczy w kwestii tej wiedzy, poza tym trochę już żyję. I mogę dzięki temu twierdzić o poziomie tej wiedzy z doświadczenia.
Przypomne jeszcze odrębny przykład obrazujący ten mechanizm - kwestia Katynia. Ponad 20k zamordowanych. Wielu miało rodzinne powiązania. Jednak pytając ludzi o Katyń, u schyłku komunizmu, albo kompletnie nie mieli pojęcia, albo mówili, że to Niemcy zrobili. Był to wynik dobrze zorganizowanej machiny propagandowej, mającej przemapować i wyciszyć temat. W przypadku UPA jest podobnie - jest przekaz utrwalony pokoleniowo, pozbawiony kontekstu, uformowany pod cele, które już dawno nie mają sensu.