#usa #konserwatyzm #polityka #bekazprawakow #trump
W USA zamordowano człowieka. Chłop chciał pomóc kobiecie, brutalnie rzuconej na ziemię. Nie był agresywny. Nie dążył do kontaktu, cały czas się cofał. Potraktowano go gazem, powalono, uderzano go w głowę pistoletem (to mniej więcej równie zdrowe co okładanie kogoś po głowie 800g kamieniem, chyba nie muszę tłumaczyć?), następnie rozbrojono, by po kilku sekundach władować mu kulę w potylicę, a potem jeszcze wielokrotnie strzelać do zwłok.
No i OK, jest film, wszystko widać. Obrazki jak z Warszawy w okolicach 1943 roku.
Wchodzę na twittera i konserwatywną część reddita, a tam rzeczywistość alternatywna.
Że to ofiara niby atakowała kobiety (0 dowodów, na filmie widać coś wręcz przeciwnego). Że chłop "wyciągnął broń", "dążył do konfrontacji", "strzelał do agentów".
I sobie można pomyśleć, że NAWET PRAWACTO dozna jakiegoś, choćby delikatnego, zwarcia pod kopułą, bo przecież to, co im się wmawia, totalnie nijak ma się do dowodów.
I co się okazuje?
Prawactwo tak kocha krztuszeniem się pomarańczowym ...., że prawda jest totalnie poza ich sferą zainteresowania. Mają swoją narrację, gdzie brutalnie zamordowany człowiek to "zbir" i "terrorysta" i są zadowoleni.
A gratis, ze strony wysoko postawionych amerykańskich polityków płynie potok goebbelsowskiego szamba. Nie ma żadnego "czekania na wyniki śledztwa", tylko powtarzanie tej samej, zakłamanej narracji, w nadziei, że chwyci.
No i .... chwyciła. Bo prawak nie jest tak głupi na jakiego wygląda. Jest trochę głupszy. A do tego zdegenerowany moralnie do poziomu nazisty, bo inaczej nazwać nie można cieszenia ryja, że grupa zbirów ot tak morduje niewinnego człowieka.
O, tu taka wisienka na szczycie tortu z gówna. Czołowy amerykański polityk wrzuca taki oto wpis i załącza wideo, które pokazuje, że właśnie skłamał. I co? I gówno. Przecież po czymś takim ludzie powinni się domagać jego głowy. Tymczasem wśród środowisk prawicowych słychać brawa i wesołe pohukiwania.





