To uczucie gdy wchodzisz do Lidla na własną odpowiedzialność i jeb głuchota od ciszy gwarantowana. Czy ktoś może mi wyjaśnić, dlaczego w Lidlu muzyka gra tak cicho, jakblyśmy byli na stypie po cenach masła? Przecież prawo pozwala na radosne 70 decybeli, a przy odrobinie fantazji można by j⁎⁎ać po uszach i 80 dB! No ale rozumiem... budżet. Gdyby puścili muzykę choć o ton głośniej, musieliby – OLABOGA – wyposażyć pracowników w profesjonalne stopery do uszu. A wiadomo, że zakup paczki zatyczek dla personelu mógłby doprowadzić tę ledwo przędącą sieć na skraj bankructwa. Biedacy pewnie ledwo wiążą koniec z końcem, licząc co wieczór każdą złotówkę z marży na awokado.

Zamiast porządnego pierdolnięcia basem, które postawiłoby na nogi każdego emeryta przy lodówkach, mamy akustyczną ascezę. Czy oni naprawdę myślą, że chcę robić zakupy w spokoju? Chcę czuć, jak bułki w moim koszyku wibrują w rytm techno, a nie słuchać szeptów o tym, czy ta sopocja jest w promocji z kuponem czy hez. Lidl, litości! Zainwestujcie te 15 złotych w stopery dla załogi i dajcie nam trochę decybeli. Niech te zakupy mają w sobie chociaż odrobinę holenderskiego hardstylu a nie klimat czytelni w gminnej bibliotece! Ironia mode-off. J⁎⁎ać #lidl bo i tak mają we d⁎⁎ie #bonkers

76cd737f-1c4c-43e8-b272-527b949bf372

Komentarze (6)

To w Lidlach gra muzyka? Aż zwrócę uwagę przy następnej wizycie, jedynie dźwięki które mi się kojarzą to zablokowany butelkomat na wejściu i alarm przy pieczywie że trzeba wyjąć bułki z piekarnika ;)

Zaloguj się aby komentować