Dyskusja użytkownika Cornsalad
To jest niesamowite czego teraz doświadczam. Pierwszy raz w życiu nikogo, niczego nie kocham. Jestem tylko ja, sama ze sobą. Niczyje dobro nie jest ważniejsze, o nikogo się nie martwię, czuje nicość zaraz blisko satysfakcjonującej wolności. Coraz bardziej każdego dnia zaczynam dostrzegać jak dobra, dzielna, a nawet piękna jestem. Patrzę w te oczy i pierwszy raz nie ma piękniejszych oczu od tych w lustrze, naprawdę nigdy ich nie doceniłam. Jestem z siebie dumna, ale nie tak pozornie, zwyczajnie cieszę się dokąd doszłam, a przede wszystkim dokąd zmierzam. Dostrzegam jak znajomi mi ludzie reagują, gdy mnie widzą. Nikt chyba nigdy nie zachwycił się mną jak ostatnio (nie zgadniecie) staruszka, sąsiadka z jednego piętra. To jak stała wryta, jak mi się przyglądała, jak sama zauważyła, ze nie może oderwać ode mnie wzroku, jak mówiła ze jestem przepiękna, jakie mam migdałowe oczy, (nawet nie wiem jaki mam kształt) usta, buzie i fakt z jaka to szczerością w oczach i bez zbędnych korzyści mówiła ujęło całą moją dusze. Nie chciałabym być nikim innym, mimo, ze jutro nie będę młodsza niż dziś, ale mogę być dla siebie lepsza niż wczoraj. To jest to chyba całe kochanie siebie, drogi hejto pamiętniczku

