@voy.Wu to te złote czasy kiedy gry się nie pierdoliły w tańcu a wydawcy mieli jaja. Fallouty gdzie mogłeś robić genocide runy, postale, carmageddony, manhunty. Dziś nawet w takim GTA nie ma dzieci- miały być ale je usunęli "bo kontrowersja". Bethesda od Obliviona albo Skyrima unieśmiertelniła małe kurwie, bo też "kontrowersja". Przy okazji potwornie spłaszczając rozgrywkę. Not-so-fun fact to Bethesda z gry na grę tak bardzo ma wywalone na scenariusz i konsekwencje działań graczy, że "na wszelki wypadek" unieśmiertelnia coraz więcej NPCów tak, żeby gracz mógł w każdej chwili rzucić wszystkim, przystąpić do przeciwnej frakcji i skończyć tego zasranego questa. Starfield był chyba ukoronowaniem tego zdebilenia.
I to jest smutne, bo dalej mi się zdarza odpalić takiego F1 czy F2 i tak- przestawienie się na ten tryb walki ze współczesnych gier typu "idź i strzelaj na ślepo gratulacje wygrałeś", ogarnięcie faktycznej taktyki, zarządzania zapasami i konsekwencji może mocno człowieka przeorać, ale można tam zrobić praktycznie wszystko co się chce. I tak jak wiem, że lepiej starych gier nie odpalać na fali sentymentu, bo można sobie zepsuć pamięć o nich, tak tu nie mam z tym problemu.
A tymczasem przeszedłem takiego Fallouta 4 raz, no dobra, na kilka frakcji, ale jednym ciągiem, i wiem że nigdy do tego barachła już nie wrócę, bo tam nie istnieje coś takiego jak spójny świat. Nie ma budowania świata. Nie ma konsekwencji działań. Nie ma "commitmentu" dla wyborów, które się popełniło. Frakcje to żart z bezsensownym i często przeczącym logice backgroundem i służą jedynie do traktowania cię za popychadło. Towarzyszów lepiej w ogóle nie brać, bo tylko będą niemożebnie wkurzać. Nie ma wolności. Nie ma żadnych mechanik, które by gracza kopnęły w dupę za to co zrobił, bo gra mimo, że próbuje grać open worlda, to prowadzi gracza po sznurku i nie ma możliwości czegoś NIE zrobić. Kurde- im się już tak nie chciało, że nawet kółko dialogowe spłycili do nieużywalnej bez modów papki.