@splash545 Nie rozumiem tego, naprawdę nie rozumiem, dlaczego ludzie tak bardzo wk.....ają się na relatywnie normalne zachowania innych na drodze. Znam przemiłych ludzi, którym za kółkiem po prostu odbija palma, ludzie którzy w innych okolicznościach nigdy nie przeklinają, nagle gdy ktoś wjedzie przed nich zaczynają bluzgać jak bezręki górnik. I komu to potrzebne? A na co?
@mannoroth jeśli to się dzieje często to faktycznie dziwne. Mi zazwyczaj się nie zdarza reagować silnymi emocjami na nieoczekiwane zdarzenia na drodze, rozumiem że ktoś może popełnić błąd a nie robić coś celowo. Takie jest życie i każdy popełnia błędy. Mimo tego czasem, rzadko bo rzadko ale jednak, zdarzy się machnąć ręką, coś krzyknąć lub skomentować pod nosem. Nikt nie jest perfekcyjny i nie utrzymuje emocji na wodzy w każdej sytuacji i zawsze.
@dzangyl @splash545 Nie bez powodu to się jakoś nazywa https://en.wikipedia.org/wiki/Road_rage
Niemniej mi nie chodzi o jakieś bluzgi w stronę drugiego kierowcy czy fizyczną agresję. Chodzi o wyzwalanie w samym sobie nerwów i emocji, które u prowadzącego pojazd mogą prowadzić do wypadku.
@dzangyl
Nikt nie jest perfekcyjny i nie utrzymuje emocji na wodzy w każdej sytuacji i zawsze.
To prawda, jednak akurat sytuacje na drodze są doskonałym polem do tego, żeby sobie te utrzymywanie emocji poćwiczyć. Ja od tego zaczynałem i jest to dosyć łatwe jak się do tego odpowiednio podejdzie, a później może się to przełożyć na mniej impulsywne reakcje w innych aspektach życia.
@mannoroth
Chodzi o wyzwalanie w samym sobie nerwów i emocji
To prawda i zgadzam się, że nie warto tego robić. Jednak sporo ludzi uważa, że "to zdrowe". Nie zauważają, że sami w sobie wyzwalają te negatywne emocje, które później wyrzucają. Często nieświadomie używają tego typu sytuacji jako wentyl dla wyrzucania swoich życiowych frustracji i zamiast zająć się naprawą swojego życia lub zmianą swojego podejścia w miejscu gdzie trzeba, to dodatkowo się podkurwiają i wyrzucają z siebie to wszystko w losowym miejscu siedząc za kółkiem.
@mannoroth wytłumacz mi motor który jedzie na trzeciego pomiędzy dwoma samochodami, ludzi wyprzedzający tylko po to by przyhamować i skręcać na zjazd.
Albo jeszcze ciekawsze zjawisko. Jedziesz tempomatem dojeżdżasz minimalnie szybciej do kolesia. Dodajesz kilka kilometrów gazu więcej żeby szybciej wyprzedzić zaczynasz wyprzedzanie i raptem jedziecie już równo z tą samą prędkościa. Zjeżdżasz zmniajsz prędkość i znowu jedziesz szybciej i znowu próbujesz wyprzedzać i akcja się powtarza.
Ja na autostradzie regularnie utrzymuje dystans od poprzedzającego. Takie mniej więcej 80 metrów*.
Nie wiedzieć czemu kolesie w BMW i Audi regularnie odbierają to jako wyzwanie próbując nakłonić do ustąpienia lewego pasa.
A ja... czasem ustępuję... po parunastu kilometrach... a czasem nie.
* https://www.gov.pl/web/gddkia/trzymaj-dystans-nie-jedz-na-zderzaku
Zaraz będzie festiwal "A ja jadę kilometr przed autem przedemną lewym pasem, nie zjeżdżam i mam gdzieś, że za mną trąbią i poganiają".
Sam mam wybitnie powolną flotę gdzie jedno auto ma uszkodzoną baterię hybrydową i mój vmax to 120 a drugie to 35 letni automat z 115 koniami i legalną prędkość autostradową to osiąga w 3 dni robocze.
I nigdy mnie nie poganiają ani nie trąbią na austostradach. A jeżdżę często, i często wyprzedzam. Może dlatego, że autostrada to dla mnie droga a nie festiwal dumy. Więc wyprzedzam sprawnie, przewidywalnie, gdy jest okienko to wracam na prawy, dam szybszym pojechać dalej i kontynuuję dalej wyprzedzanko.
Zaloguj się aby komentować