
Ricoh GR
hejto.plDzień dobry wieczór się z Państwem,
Od jakiegoś czasu spamuję troszkę większą liczbą zdjęć pod tagami #fotografia, #streetphotography i #ricohgr, więc pomyślałem sobie, że może należy się słowo wyjaśnienia.
Otóż w robienie zdjęć bawiłem się od zawsze. Najpierw znalazłem u dziadka w szufladzie nieśmiertelny aparat Zenit (mam go do dzisiaj), który zamieniłem na Minoltę Dynax 300si i niedługo później na Minoltę Dynax 505si (też leży w szufladzie). Kiedy na początku bieżącego stulecia przyszedł czas fotografii cyfrowej przez moje ręce przewaliło się sporo różnych aparatów, od prostych point&shoot, przez nico bardziej zaawansowane jak np. Olympus C-5050, który przywiozłem sobie zza oceanu wydając na niego ostatnie zarobione w USA pieniądze.
Najdłużej służył mi jednak Nikon D90. Niestety wziął i umarł. Na szczęście stało się to w czasie, kiedy aparaty w telefonach zaczęły robić zdjęcia nieco lepsze od żelazka, a będąc wyznawcą zasady, że najlepszy aparat to ten, który akurat mamy przy sobie to przez wiele lat nic więcej nie było mi potrzebne.
Jednak zdjęcia z najnowszych modeli telefonów są… zbyt dobre. Ciężko jest dzisiaj zrobić złe (technicznie) zdjęcie dobrym telefonem komórkowym. Tyle, że te zdjęcia są zupełnie bez charakteru. Są nijakie. Są wytworem zaawansowanych algorytmów.
Dlatego też zatęskniłem za normalnym aparatem. Takim, z którego na dziesięć zdjęć udaje się jedno. Ale zanim zdecydowałem się na zakup zrobiłem sobie mały rachunek sumienia, żeby określić co ja tak naprawdę potrzebuję.
Dla mnie fotografia to przede wszystkim fotografia “uliczna” - zamrożona chwila, emocja, grymas, myśl, skojarzenie, etc. Zdjęcia robię głównie podczas jazdy na rowerze (w mieście, ale nie tylko), spacerów czy po prostu dojazdów do pracy. Dlatego aparat musi być mały (dyskretny?). Wszelkie lustrzanki, czy nawet te nowoczesne bezlusterkowce z wymienną optyką raczej odpadają. Zresztą w D90 miałem od groma różnych szkieł, lamp, filtrów a jak przyszło co do czego to używałem przeważnie jednego obiektywu. Całego tego złomu nie chciało mi się nawet ze sobą nosić. I tu doszedłem do wniosku, że w sumie to ja nawet zooma nie potrzebuję.
W tym momencie wybór zawęził się do stałoogniskowych aparatów, a w kontekście fotografii ulicznej, w zasadzie do trzech modeli:
-
Fujifilm X100V
-
Nikon Coolpix A
-
Ricoh GR III
Sony od kiedy przejęło moją ukochaną Minoltę i parę lat później zabiło standard mocowania “A” nie trawię, więc nawet nie brałem pod uwagę.
Fujifilm odpadł ze względu na rozmiar i kosmiczną cenę.
Nikon, jako że jest to konstrukcja leciwa (2013), jest właściwie nie do zdobycia.
W związku z czym został Ricoh GR III.
Im więcej czytałem o tym aparacie, tym bardziej utwierdzałem się w przekonaniu, że to jest właśnie to. Nie mogłem się tylko zdecydować, czy wolę wersję standardową z obiektywem 28mm, czy wersję “x” z obiektywem 40mm. No i ciągle próg 4-5k jakoś hamował mnie z zakupem.
Aż dotarło do mnie, że przecież na początek mogę kupić używaną wersję II. Niestety kilka prób zakupienia na OLX skończyło się niepowodzeniam - dziwnym trafem po próbie kontaktu konta były przez OLX usuwane, a w jednym ogłoszeniu pan uparcie nie chciał udostępnić opcji "przesyłki OLX". Aż na Vinted trafiłem na oryginalną, pierwszą wersję z 2013 roku w stanie niemalże idealnym. Szybkie targowanko i za 1800 cebulionów stałem się posiadaczem aparatu Ricoh GR (MK I) z 2013 roku.

Ten aparat jest fantastyczny:
-
ma matrycę APSC 16 Mpix
-
ma obiektyw odpowiadający 28mm o jasności f/2.8
-
jest mniejszy (no dobra, jest grubszy) od ajfona
-
jest gotowy do robienia zdjęcia w czasie ~1 sek od włączenia
-
ma fantastyczne predefiniowane filtry, zwłaszcza genialny “positive film”
-
robi zdjęcia w RAW + JPEG
-
ma LAMPĘ BŁYSKOWĄ, z której wykastrowane są modele III i IV
Ale przede wszystkim ma coś, co doceniłem jak tylko zacząłem robić nim zdjęcia na ulicy - funkcję SNAP FOCUS.
Funkcja pozwala na wstępne ustawienie odległości ostrzenia, co wraz z odpowiednio dobraną wartością przesłony pozwala na robienie zdjęć “natychmiast”, bez ostrzenia. Po prostu - wyciągam aparat, celuję, wciskam spust i tyle - żadnego łapania ostrości. Co więcej, można skonfigurować “snap focus override”. W takim trybie aparat działa niemal klasycznie (czyli ostrzy przy częściowym przyciśnięciu spustu i po wyostrzeniu pozwala zrobić zdjęcie dociskając spust) ale wciskając spust od razu do końca, aparat pomija etap ostrzenia i robi zdjęcie z zadanymi parametrami “snap focusa”. Działa to niesamowicie. I to wszystko w sprzęcie, który mieści się w kieszeni spodni i ma 13 lat.
Ma tylko jedną wadę. Baterię zjada w ciągu jednego dnia (ok 200 zdjęć), więc trzeba nosić zapas.
Jak już się z nim całkiem zaprzyjaźnię, to pewnie dokupię sobie wersję III, bo jednak kilka rzeczy zostało w niej poprawione. Przede wszystkim zdecydowanie szybszy autofocus (jednak czasem się przydaje), IBIS (czyli stabilizacja obrazu), no i jest jeszcze mniejszy.
Swoje zdjęcia będę publikował pod tagiem #ricohgr. Zapraszam do obserwowania albo czarnolistowania.
No i takie trochę #chwalesie



