Komentarze (9)
@IronFist Przypomniała mi się pewna historia. Miałem takiego kolegę na studiach, co to za kołnierz nie wylewał i na zajęcia zawsze lekko wczorajszy się zjawiał. Pewnego razu zgubił portfel. Nie pamiętał kompletnie jak do tego doszło, więc zadzwonił do matki z prośbą, aby mu przesłała kasę, bo go chyba okradli. Matka kasę wysłała, gość nad zgubionym portfelem przeszedł do porządku dziennego...
Za kilka dni dzwoni wkurzona matka i mówi, że odebrała telefon i znalazł się ukradziony portfel. Rozmowa z nią przebiegała mniej więcej tak:
- Dzień dobry, sklep alkoholowy "Melanż" z tej strony. Czy przypadkiem synowi nie zginął porftel? ( ͡° ͜ʖ ͡°)
Matka pikaczu face, po czym wybełkotała:
- A syn mówił, że go chyba okradli...
A śmieszek ze sklepu na to:
- U nas nikt takich rzeczy nie kradnie, jak widać klienci czasem w przypływie dobrej zabawy coś gubią ( ͡° ͜ʖ ͡°)
I tym sposobem wyszło jak pilnym studentem był XD
Adaś - jak to czytasz, to Cię gorąco pozdrawiam XD
@projektant_doktorant seems legit ze po znalezieniu czyjegos portfela dzwoni sie do jego matki. Cool story bro
@Pirazy Wyjaśniam: w portfelu poza pieniędzmi miał dokumenty, na podstawie których w tamtych latach można było m.in. poznać tożsamość studenta oraz jego adres zamieszkania. Przypomnę - gość studiował w innym mieście niż mieszkał. Istniało wtedy jeszcze coś takiego, jak telefon stacjonarny, którego numer, o ile nie był zastrzeżony, był dostępny w tzw. "biurze numerów" lub też "książce telefonicznej". Stąd na podstawie nazwiska i adresu zamieszkania najpewniejszy był telefon do domu rodzinnego - odebrała matka. A niby skąd sprzedawca w sklepie miał znać nr komórkowy studenta, lub też wiedzieć w którym akademiku lub na jakiej "stancji" mieszka?
No elo!
Na Chemicznej mieszkał Balcerek z "Alternatywy 4", nim go do na wiochę do jakiegoś Natolina wywieźli.

Zaloguj się aby komentować


