Przez 42 dni „Batya” utrzymywał pozycję w wilgotnej podziemnej piwnicy i wraz z towarzyszami zabił ponad 30 rosyjskich żołnierzy w obwodzie sumskim. Za to otrzymał tytuł Bohatera Ukrainy.
#wojna #rosja #ukraina
Batya: „Modliłem się przez wszystkie 42 dni. Wiedziałem, że moja żona, dzieci, rodzice i przyjaciele modlą się za nas. Czułem wewnętrzny spokój. Obiecałem rodzinie, że wrócę. Musiałem dotrzymać tej obietnicy”.
Misja planowana była na 5-7 dni. Żywność i woda na tydzień.
30 maja 2025 roku czterech ukraińskich żołnierzy zajęło pozycje we wsi Oleksijewka w obwodzie sumskim.
W rzeczywistości spędzili tam 42 dni. Nie było wyjścia.
Bronili pozycji w glinianej piwnicy o wymiarach 3x4 metry.
Pierwszego dnia zabili rosyjskiego żołnierza i zaciągnęli jego ciało do środka, aby nie ujawniać jego miejsca pobytu.
Ciało pozostało tam przez prawie sześć tygodni !
Szóstego dnia zginął ukraiński żołnierz – odłamek trafił go w szyję. Jego ciało umieszczono w pobliżu.
Później zginął kolejny towarzysz.
W piwnicy pozostało dwóch żywych żołnierzy i dwa ciała.
W ciągu 42 dni grupa zabiła ponad 30 rosyjskich żołnierzy, a dziesiątki kolejnych zostało wyeliminowanych za pomocą dronów.
Oddawali pojedyncze strzały i przeprowadzali zamaskowane ataki, zrzucając ładunki za pomocą dronów, tak aby wróg nie zorientował się, że w tym miejscu działa piechota.
Ilość wody została ograniczona do około 500 gramów na osobę dziennie.
Drony zrzuciły butelki - z dziewięciu, tylko jedna lub dwie przetrwały upadek.
Żywność i wodę zabierano poległym rosyjskim żołnierzom. Nazywali to „dostawą Glovo”.
Po wykryciu znaleziska siły rosyjskie użyły granatów, amunicji gazowej i dronów FPV.
Żołnierze wykopali okopy wewnątrz piwnicy, zablokowali wejście łóżkiem i kamizelką kuloodporną, a otwory wentylacyjne zakryli hełmem – po prostu, żeby przeżyć.
Ostatniego dnia woda całkowicie się skończyła. Wysysali wilgoć z chusteczek nawilżanych, żeby nie dopuścić do wyschnięcia ust.
Jeden z żołnierzy, zrozpaczony, poprosił, żeby go zastrzelono, zamiast czekać na kolejnego drona.
Zostali ewakuowani w nocy.
Ranni, wyczerpani, ze złamanymi żebrami i pękniętymi błonami bębenkowymi, podążali za dronem przez ponad 2 km, a następnie przeszli kilka kilometrów dalej, aby dotrzeć do miejsca ewakuacji.
Dziś „Batya” jest u siebie.
Złożył wniosek o wypis ze szpitala po tym, jak u jego żony zdiagnozowano raka i wymagała ona opieki po operacji.


