Kiedyś to było 🤭 Egzamin na prawko '99:
- zrobiłem placyk bez zapiętych pasów. Byłem święcie i absolutnie prsekonany, że tak to się robi. 🙈 żeby było wygodniej, wiadomka. Egzaminator podszedł i uchylił mi drzwi pasażera, żebym ocenił ile jestem od krawężnika (poprawiałem manewr). Bez pasów spokojnie wychyliłem się przez fotel pasażera 😁 Placyk zaliczyłem i patrzę jak następny kursant wiąże się pasami i pytam pozostałych "Po kij zapina, przecież tak niewygodnie sie manewruje!" Ich wzrok pytał czy ja właśnie zaliczyłem bez pasów 😂
- wyjeżdżamy na miasto, lało jak z cebra, więc włączyłem światla. Tak, wtedy światła nie były obowiązkowe - no chyba że warunki pogodowe i zdrowy rozsądek sugerowały, że już warto. No i to mi uratowało dupkę na mieście. Większość ludzi, tak przyzwyczajona do niewlaczania świateł, ruszala w ulewe bez świateł.
- pierwsze 500m, dwupasmówka, wyprzedzam TIRa i słyszę: rozumiem że wyprzedzasz, ale tu mamy miasto. Szybki look na licznik, fuck, 80 km/h. No nic, jedziemy dalej. Za chwilę słyszę, że widać że czuję się pewnie za kółkiem i pewnie więcej ćwiczyłem niż na samym kursie (tiaaaa, z dziadkiem, nie liczyło się).
- wracamy na bazę, już prawie meta, znów dwupasmowa. Czuję jakby autko leciutko przyhamowalo, egzaminator coś tam zadziałał, szybka obczajka co jest grane. Jest! Laska wchodzi na przejście. Absolutnie nie widziałem jej w pierwszej chwili przez słupek. No ale już hamuję. Egzaminator: ładna jest, takiej ustępujemy 🤯
- jakimś cudem dojechaliśmy do mety, choć miał z trzy powody żeby mnie ulac. No ale ... On mial swoją wizję/statystykę/metodę kogo ulac (większość) a kogo nie.