Po pierwsze, to piękne zasady nam kolega-organizator wymyślił! – gratuluję inwencji.
Po drugie to, jak to nasz kolega-mędrzec kiedyś napisał (i tylko przypadek sprawia, że kolega-organizator i kolega-mędrzec to ta sama osoba), a ja zapamiętałem: ty masz prawo wymyślić sobie zasady, a my mamy prawo mieć je w dupie, to do mądrości się zastosowałem i piłeczki posłanej mi zgodnie z zasadami tej edycji w tym wierszu nie odbijam, no bo wiersz te jest kolejną odsłoną Cyklu Grudziądzkiego.
Obiecałem Państwu Cthulhu, no to niech będzie o Cthulhu. Jest to jednak nasz Cthulhu: polski, biało-czerwony, jak Wisła zanieczyszczona zanieczyszczeniami azotowymi i olejem opałowym. A skoro jest to Cthulhu nasz, polski, no to jak Polak: głodny, to zły (i mądry po szkodzie, i tak dalej). No i dumny jestem z siebie, że udało mi się w ostatnim wersie połączyć to wszystko z motywem przewodnim naszej Kawiarni, który, z jakiegoś zupełnie niezrozumiałego dla mnie powodu, dawno się w mojej twórczości nie pojawił.
Proszę bardzo:
***
Przebudzenie potwora
Jak ośmiornica – acz podkurwiona,
albo Lewiatan, który w głębinach
głowy szczękami ludziom ucina.
Może zły jeszcze – trochę jak żona.
Przez wieki kimał, lecz już nie kima.
Głodny – skurczona żołądka błona,
śniadania jakiegoś by sobie dokonał:
z Wisły wypełzła wodna gadzina.
Prześledźmy jego trasę po śladach:
przez Grudziądz pełznąc, ludzi tam zjadał,
a w jego żołądku był chyba tasiemiec,
bo na przystawkę zjadł dwudziestu troje:
– Oj, Cthulhu! – chory jest z ciebie pojeb
i teraz będziesz miał zatwardzenie.
***
#nasonety
#zafirewallem