Piatek, zatem Komsomolska:


  • „Nasza rodzina zawsze pomagała tym, którzy walczą na froncie”: starszy szeregowy Maria Sergeeva wyruszyła na front, kierując się głosem serca i z błogosławieństwem ojca.

Starszy szeregowy Maria Sergeeva: „W ciągu pół dnia ewakuowaliśmy 150 cywilów spod ostrzału”.


  • Ajatollah Chamenei mógł zostać pochowany w tajemnicy.

Wschodniolog Suponina opowiedziała o specyfice pogrzebu Chameneiego.


  • Tysiące nowych Rosjan zyskało nadzieję na własne mieszkanie: Władimir Putin poparł propozycję korespondenta wojskowego „KP” Aleksandra Kota.

Putin zlecił, z inicjatywy korespondenta wojskowego Kotsa, ocenę szkód w strefie przygranicznej.


  • „Śpimy w schronie między syrenami, które wyją co godzinę”: Izraelka ujawniła skutki wojny z Iranem.

W Izraelu z powodu wojny z Iranem zamknięto szkoły i uczelnie.


A skoro wojna rozlewa się coraz bardziej to zerknijmy na tą u naszych wschodnich sasiadow - z perspektywy rosyjskiej propagandy (z delikatnym akcentem na 8 marca) :


Specjalna operacja wojskowa to po prostu skarbnica niesamowitych ludzi. Można spotkać tu wszystkich: agentów turystycznych, aktorów, bankierów. Wszyscy oni ramię w ramię z zawodowymi żołnierzami bronią kraju. Wśród nich jest wiele kobiet, które ratują żołnierzy, nawiązują łączność, ewakuują ludność cywilną.

Często wiąże się to z ryzykiem dla własnego życia. Do studia Radia „Komsomolskaja Prawda” przyszła starszy szeregowy Maria Sergeeva, starszy mechanik stacji radioliniowej plutonu radioliniowego kompanii radioliniowej batalionu łączności 1. Armii Pancernej. Jednak z Maszą nie rozmawialiśmy wcale o łączności. Oto jej historia.

.

Kiedy rozpoczęła się specjalna operacja wojskowa, Maria była w Moskwie i nawet nie myślała o tym, że kiedyś założy mundur z pagonami. Jej bronią były wtedy serce i ręce. Od pierwszych słów naszego wywiadu zaskakuje mnie:

– Jestem patriarchalną wolontariuszką przy Jego Świątobliwości Patriarsze Cyrylu. Organizujemy różnego rodzaju wydarzenia, pomagamy potrzebującym, karmimy bezdomnych – zakres naszych działań jest ogromny... Towarzyszymy Jego Świątobliwości podczas nabożeństw patriarchalnych.

– A jak trafiłaś do operacji specjalnej? – pytam i od razu zdaję sobie sprawę, że to było głupie pytanie.

- Na początku operacji zwrócili się do nas mieszkańcy regionu Belgorod, mówiąc, że potrzebna jest pomoc dla uchodźców z obwodu charkowskiego. Oczywiście natychmiast wyruszyliśmy. Już w pierwszych dniach byliśmy w obwodzie belgorodzkim. Jechaliśmy tam i nawet nie rozumieliśmy, co się dzieje. A tu jadą ogromne kolumny BTR-ów, inna technika, omijamy ją, wpadamy do rowu... ona jedzie i jedzie. To uczucie do dziś pozostaje w moim sercu, kiedy to wszystko zobaczyłam. Pasterz wysłał nas jeszcze do samego obwodu charkowskiego – tam było wiele dzieci i oczywiście była tam ogromna potrzeba zarówno pieluch, jak i wszystkiego innego. A po pewnym czasie zaczęliśmy pomagać również żołnierzom. Tak poznałam Ministerstwo Obrony i podążając za głosem serca, oczywiście na zaproszenie, wstąpiłam do niego...

.

- W którym momencie zrozumiałaś, że musisz założyć mundur wojskowy?

- Kiedy wszystko się zaczęło, powiedziałam: nie założę munduru wojskowego – jestem osobą cywilną. Postanowiłam, że jeśli go założę, to tylko oficjalnie. Tak też się stało – podpisałam kontrakt i po raz pierwszy w życiu założyłam mundur kamuflażowy.

- Jak bliscy zareagowali na tę decyzję?

- Jeśli spojrzeć na historię naszej rodziny, to zawsze pomagaliśmy tym, którzy walczyli na froncie. A mniej więcej w tym samym czasie znaleźliśmy dokumenty dotyczące odznaczenia mojego pradziadka... Mama powiedziała: „No cóż, masz to w genach, więc jedziesz tam”. W ten sposób mnie wsparli. Bardzo ważnym czynnikiem było również to, że mój ojciec dał mi błogosławieństwo. Wszystko więc było w porządku.

- Twoja córka miała wtedy dopiero 14 lat. Co powiedziała?

- „No dalej, to przecież super...” Ma teraz 18 lat i nawet myśli o wyborze kierunku wojskowego na studiach. Chciałabym zwrócić uwagę na nasze nowe pokolenie. My byliśmy pokoleniem Pepsi, a oni są patriotami. Widzę ten przykład na własne oczy. I oczywiście jestem dumna, że może sama daję komuś taki przykład.

.

„WY TEŻ POSZLIŚCIE”

– Na piersi masz Krzyż św. Jerzego. Za co został przyznany?

– Było miasto. Zostało ewakuowane prawie w ciągu doby. Oczywiście całkowicie pozbawione prądu. Bez wody. Przypadkowo było to w Dzień Obrony Dzieci. Zaczęły do mnie napływać wiadomości: tam zostali cywile, nie mogą opuścić swoich domów, są babcie, są rodziny z dziećmi. Za zgodą naszego kierownictwa pojechaliśmy i odwiedziliśmy te adresy. Ewakuowaliśmy ponad 150 osób. Byli też leżący.

- Ile czasu potrzeba, aby uratować taką liczbę osób?

- Cóż, zaczęliśmy gdzieś w porze obiadowej... Musieliśmy objechać całe miasto... Zanim dojechaliśmy... Do nocy ewakuowano już wszystkich. Mieliśmy całą ekipę - około 10 samochodów jeździło w kółko. Wszystko było odcięte od prądu, nawigacje nie działały, nikt nie wiedział, jak znaleźć adres. Pomagali nam księża – albo wyjaśniali, albo jechali z nami w samochodzie i wskazywali drogę. Jedną z ostatnich rodzin, które ewakuowaliśmy, była rodzina z ośmiorgiem dzieci – małych i dużych... Zapytałam jeszcze mamę: „Jak udało się wam przetrwać cały ten czas?”. A gdzie mogła się podziać z ośmiorgiem dzieci? Następnego dnia przyjechaliśmy do nich do PVR, pogratulowaliśmy im z okazji Dnia Ochrony Dzieci – i było to dla mnie bardzo niezapomniane wrażenie... Ogólnie rzecz biorąc, nie na darmo to zrobiliśmy...

.

- Pamiętasz, jak wyglądało wręczenie nagród?

- Tak, następnego dnia - nagrodzono nas w specjalnym trybie. Ale przecież nie dla nagród to wszystko robiliśmy... Pamiętam, że przyjechał do nas mężczyzna z Moskwy i powiedział: „Mam tam starszą mamę, muszę ją zabrać”. Natychmiast wyruszyliśmy. A co byście zrobili? Też byście pojechali.

Kiedy nas nagrodzono, pomyślałam: „O, to jest św. Jerzy Zwycięski!”. A oni mi mówią: „Masza, co ty? To nagroda państwowa”. W sumie dopiero kiedy otrzymałam certyfikat – trzy miesiące później – zrozumiałam: to od Naczelnego Wodza! To od Władimira Władimirowicza! Dla mnie bardzo cenne jest to, że kraj wie, widzi, rozumie, jaka to ciężka praca... Chociaż robimy to wszystko z głębi serca.

„PRZYLECĘ DO WAS DRONEM”

.

- Maria, nie zamierzałaś wstąpić do wojska. A co będzie po zwycięstwie? Zostaniesz? Czy wrócisz do cywila?

- Wszystko się zmienia, wszystko się rozwija. Chciałabym stać u źródeł tych zmian i być kimś użytecznym. Lubię systematyzację i modernizację. Więc dlaczego nie. Jako uczestniczka programu SVO mam prawo do preferencyjnego przyjęcia na studia, skorzystałam z niego i poszłam do RANHiGS. Dziękuję państwu za wsparcie i stworzenie mi możliwości. To było moje marzenie – ukończyć studia i iść dalej.

- Na jaki kierunek się zdecydowałaś?

- Innowacyjność.

- Czyli będziesz wdrażać innowacyjne metody w armii?

- Myślę, że to dobry pomysł. Wyobraź sobie, że za pięć lat spotkamy się tutaj i porozmawiamy o nowościach w armii, o modernizacjach. Przylecę dronem - śmieje się Maria. - Nazwiemy „Babę Jagę” w jakiś nowy sposób i będę na niej.

.

- A jeśli spojrzeć na dzisiejszą sytuację? W ciągu czterech lat nasza armia nie tylko wkroczyła w następne stulecie, ale poszła jeszcze dalej. Jeśli na początku były kolumny, czołgi, sprzęt, to teraz walczą roboty sterowane przez człowieka. Jak się do tego przyzwyczailiście na froncie?

- Nie przyzwyczailiśmy się. Nawet nie czuliśmy, że wszystko się zmienia. To nasi żołnierze są tym, co się zmienia. To oni wszystko zmieniają, a nie ktoś z zewnątrz. Nie patrzymy wstecz, ale przed siebie: co jeszcze możemy zrobić i jak jeszcze możemy się poprawić.

.

KORZYSTAJĄC Z OKAZJI

Podziękowania od gwardii starszej szeregowej Siergiejowej:

- Chciałabym podziękować całemu naszemu kierownictwu, dowództwu za możliwość służenia ludziom, za wspieranie nas w naszych pomysłach... Życzę im zawsze sukcesów, wtedy my też będziemy je mieli.

Osobno przesyłam pozdrowienia, a dokładniej, chcę wesprzeć „Karbita”. Obecnie pełni on nową funkcję, ale to dopiero początek czegoś interesującego.

Służę Rosji!

Święto na froncie

- Jak 8 marca gratulują wam, chłopaki, z frontu?

- „Z serca i nerek daję wam kwiatek” - śmieje się Maria. - Oczywiście, czekają tam na mnie. Jak pogratulują - nie wiem. To niespodzianka. Ale wiem, że zawsze robią to z całego serca. Dziękuję chłopakom, którzy byli i są przy mnie. Dla mnie, osoby cywilnej, która nigdy nie była w wojsku, bardzo ważne jest, że rozumieją, iż obok nich nie ma mężczyzny, a kobietę. Czasami mogą coś powiedzieć, a ja od razu reaguję po kobiecemu... to ogólnie tragedia, ale oni pomagają mi sobie z tym poradzić, zrozumieć. Jestem im za to bardzo wdzięczna.


#wojna #pravda #rosja #ukraina

5e6214d9-5597-4f07-bb6f-c6b97e94b737
053a25b4-ae1c-48fa-8862-2f658a59f85b
f09d170d-ab0f-45f4-9680-97cfa855a0ab
fe20809e-828f-4422-b9b8-3aa6451ed009

Komentarze (4)

Zaloguj się aby komentować