
Pastor mówił, że jedynym lekiem na jad węży jest silna wiara. Zmarł po ukąszeniu grzechotnika
Polskieradio24W pierwszych latach XX w. George Went Hensley (1881-1955), który świeżo nawrócił się na wyznanie zielonoświątkowców (pentekostalizm), zaczął mieć obsesję na punkcie pewnego fragmentu Ewangelii św. Marka, w którym wyczytał: Tym zaś, którzy uwierzą, te znaki towarzyszyć będą: w imię moje złe duchy będą wyrzucać, nowymi językami mówić będą; węże brać będą do rąk, i jeśliby co zatrutego wypili, nie będzie im szkodzić.
Hensley uznał, że częścią zielonoświątkowych obrzędów religijnych powinno być trzymanie w dłoniach jadowitych węży, dotykanie ich i pozwalanie, by robili to wszyscy wierni zgromadzenia na nabożeństwie. Zaczął urządzać rytuały poskramiania węży na długo przed tym, nim został pastorem, a gdy już zdobył święcenia, liczba "wężowych" widowisk znacząco się zwiększyła.
Pierwszą śmiertelną ofiarą praktyk Hensleya miał paść już w 1906 anonimowy mężczyzna, ukąszony przez węża w trakcie zielonoświątkowego rytuału w Bartow na Florydzie. To jednak tylko plotka. W dokumentach jako pierwszy potwierdzono dopiero zgon w 1922, a na kolejne nie trzeba było długo czekać. Doniesienia o śmiertelnych ukąszeniach wśród zielonoświątkowców co pewien czas pojawiają się również dziś i nic nie wskazuje na to, że to koniec.
Oczywiście pastor znał wyjaśnienie tego rodzaju sytuacji - człowiek tylko wtedy umierał od wężowego jadu, gdy jego wiara była słaba, a jeśli jednak nie była, przyczyną śmierci była słaba wiara całego zgromadzenia. Prawdziwie wierzący zielonoświątkowcy mogli bez obaw pić nawet strychninę i kwas akumulatorowy - tak przynajmniej twierdził Hensley.
Ponieważ władze poszczególnych miejscowości i stanów usiłowały wyrugować proceder publicznego poskramiania węży, zielonoświątkowcy zaczęli się z tym ukrywać. W związku z tym brakuje rzetelnych statystyk zgonów wywołanych ukąszeniami podczas obrzędów, szacuje się jednak, że w ciągu ponad stu lat zmarło z tego powodu od kilkudziesięciu do ponad stu wiernych tego wyznania. W grupie tej nie brakowało pastorów oraz ich najbliższych.
Zdarzeniem, które stało się najgłośniejsze, była śmierć samego George'a Wenta Hensleya w 1955 w Altha na Florydzie. Duchowny został ukąszony przez grzechotnika w nadgarstek podczas ceremonii poskramiania. Nie zgodził się na wezwanie lekarza i po nocy pełnej cierpień umarł. Przyczyną była jego zdaniem niewystarczająco silna wiara zgromadzenia, któremu przewodził. Władze hrabstwa zaklasyfikowały jego zgon jako śmierć samobójczą.
#zwierzeta #weze #usa #ciekawostki #historia